Zosia Różycka: Abecadło z pieca spadło - KUKBUK

Zosia Różycka: Abecadło z pieca spadło

Jak smakują litery? „A” – agrestowo, a „Z” – jak zielona herbata. „Alfabet ciast” to zbiór słodkich przepisów od A do Z!

Rozmawiała: Basia Starecka, zdjęcia: materiały prasowe

zosia rozycka kukbuk

Zosi Różyckiej nie trzeba przedstawiać ani wielbicielom słodkości, ani znawcom pięknych grafik. Artystka łączy pasję do wypieków z artystycznym wykształceniem. W jej pierwszej książce znajdziemy więc zbiór prostych, ale efektownych przepisów narysowanych i sfotografowanych przez autorkę. Rozmawiamy z Zosią o tym, dlaczego zdecydowała się zjadać litery.

 

Co było pierwsze, pieczenie czy rysowanie? 

Rysowanie laurek dla rodziców. Bardzo to lubiłam. Potem zdecydowałam się potraktować je poważniej i zdałam na ASP, na mało popularny kierunek konserwacja grafiki. Studia nauczyły mnie pracy nad małą formą, również nad liternictwem. Najbardziej wciągnęły mnie linoryty i operowanie pustką – to czego ma nie być, trzeba wyryć. Tak powstaje negatyw. Szukałam tematu do pracy. Wtedy też zaczęłam piec.

zosia rozycka kukbuk

Jak to się stało, że zamieniłaś pracownię na kuchnię?

Zostałam na wakacje w mieście, nudziłam się i postanowiłam zrobić dla siebie coś, co poprawi mi humor. Na przykład upiec ciasto, na które mam ochotę. Wciągnęłam się zaczęłam szukać przepisów, opracowywać je na swoje potrzeby. Głównie upraszczałam i odejmowałam połowę cukru. W końcu zaspokoiłam swój apetyt i zaczęłam karmić innych. Moje ciasta pojawiły się w stołecznych knajpkach. Pracę cukiernika łączyłam ze studiami. Gdy przyszedł moment, by oddać prace w linorycie, postanowiłam posłużyć się tą techniką, by zapisać opracowane przeze mnie słodkie przepisy. Wtedy powstały rozczapierzone ręce „trzepaczki”, charakterystyczny motyw moich prac, które wrzucały do mis różne ingredienty. Mój profesor był zachwycony, namawiał mnie, bym wydała te receptury w formie ręcznie szytej książki.

 

Miał rację, chociaż twój „Alfabet ciast” wydany przez Dwie Siostry, to samo wydawnictwo, w którym ukazały się książki kucharskie blogerek Elizy Mórawskiej i Marty Dymek, ma chyba bardziej utylitarną formę.

Wszystko wydarzyło się naturalnie, ja o nic specjalnie nie zabiegałam, nie mam tego w naturze. Ale od kiedy profesor zaproponował mi pracę nad książką kulinarną, zapragnęłam ją zrobić. Dwie Siostry widziały pisane przeze mnie menu w którejś restauracji i bardzo chciały mnie poznać. Spotkałyśmy się i zaczęłyśmy się zastanawiać nad motywem przewodnim książki. Dla mnie naturalnie były to wypieki, odręczne liternictwo i ilustracje.

zosia rozycka kukbuk

Jak ci się udało połączyć tak wymagające studia z prowadzeniem własnej pracowni cukierniczej?

Piekłam o świcie, przed zajęciami. Pomagali mi rodzice i przyjaciółka Aleksandra Szwarc. Zresztą pomagają mi do dziś. Potem siostra namówiła mnie, bym ubiegała się o dofinansowanie. Unia Europejska uznała, że warto we mnie zainwestować. Zyskałam więc pracownię, w której mogłam powiesić moje linoryty i korzystać z nich podczas pracy nad zamówionymi przez kawiarnie ciastami. To było prawie cztery lata temu. Teraz moje ciasta robię wieczorem. Przychodzę do pracowni o czwartej po południu i piekę do późnego wieczora, albo nawet do północy. Potem przeważnie rysuję. Jestem nocnym markiem.

 

Prócz pieczenia zaczęłaś też komercyjnie rysować. Nie tylko ciasta.

Bardzo polubiłam ilustrowanie menu. Przeważnie były to zamówienia z miejsc, do których wstawiałam ciasta. Potem rozpoczęłam bardzo ciekawą współpracę z magazynem „Kuchnia”, studiem kulinarnym Cook Up oraz firmą Baziółka. Wyzwaniem było przestawienie się na kolor, bo przecież linoryty, które robiłam do tej pory, były czarno-białe. Zaczęłam używać akwareli. Lubię ją bardzo za ten transparentny, prześwitujący, niedosłowny efekt. Bywa jednak wymagająca – jak położysz plamę, to już jej nie zdejmiesz ani nie zamalujesz.

zosia rozycka kukbuk

Mamy parę upatrzonych przepisów do wypróbowania, ale powiedz, które z tych zamieszczonych w książce lubisz najbardziej?

Czekoladową tartę z solą morską. Jest ze mną od początku, była na tych pierwszych linorytach, choć jeszcze bez karmelu. Zresztą nie zrobię ciasta, którego nie mam ochoty zjeść. Chyba że są to inspiracje od znajomych. Jeden z nich zamówił u mnie tort i ciastka z bekonem i orzeszkami. Podjęłam wyzwanie, robiłam je z przerażeniem, ale okazało się, że są pyszne! Przepis znalazł się w książce.

 

Co jeszcze masz zamiar upiec?

Coś słonego! Warzywa są równie wdzięczne wizualnie co owoce. To będzie zatem też wyzwanie artystyczne!

 

Uwaga, konkurs, do wygrania książka Zosi Różyckiej! Szczegóły TU

 

Rozmawiała: Basia Starecka, zdjęcia: materiały prasowe

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: