Gdzie w stolicy można zjeść kanapki z rybą? - KUKBUK

Gdzie w stolicy można zjeść kanapki z rybą?

Bez ości i ściemy – mówią dwie Agaty i zapraszają na ryby z podwarszawskiej, fińskiej wędzarni.

Rozmawiał: Mariusz Krycki, zdjęcia: Dominik Czerski

bez osci kukbuk

Bez Ości to wyjątkowe miejsce z rybnym street foodem. Możecie tu wpaść na kanapkę z matiasem lub pastą rybną czy na krzepiącą zupę rybną inspirowaną węgierską halászlé. Ostatnio w ofercie pojawiły się ryby na wynos w formie sałatki ziemniaczanej, śledzi po kaszubsku i w oleju lnianym. Rozmawiamy z właścicielkami lokalu Agatą Gelek i Agatą Loko o źródłach pomysłu na to wyjątkowe na mapie Warszawy miejsce.

 

Skąd pomysł na Bez Ości?
Agata Loko: Z Agatą znamy się od dziecka. Gdy postanowiłam po trzech latach wrócić z Hamburga, okazało się, że to był idealny moment, aby postawić wszystko na jedną kartę i otworzyć mały lokal ze zdrowym jedzeniem.

 

Agata Gelek: Własna kawiarnia od zawsze była moim marzeniem. W 2015 roku planowałam powrót do pracy po urlopie macierzyńskim, ale nie chciałam wracać do poprzedniej branży. Zaproponowałam Agacie, żebyśmy razem coś otworzyły.

 

Dlaczego postanowiłyście serwować ryby?

A.L.: Mieszkając za granicą, nauczyłam się jeść ryby w bułce. W mieście portowym, jakim jest Hamburg, ryby w jadłospisie są na porządku dziennym. Ich smak mnie zachwycił, dlatego chciałam przenieść go do Warszawy.

 

A.G.: Poza tym, że lubimy jeść ryby, jesteśmy również fankami żeglarstwa. Zaraziłyśmy się tą pasją od naszych rodziców i staramy się ją kontynuować – środowisko wodne jest nam bliskie.

 

Co na etapie przygotowań do otwarcia Bez Ości było dla was największym wyzwaniem?

A.L.: Na początku największym problemem było znalezienie dostawców ryb odpowiadających naszym potrzebom i założeniom.

 

A.G.: Zależało nam na świeżych, wędzonych naturalnymi metodami rybach. Jeździłyśmy po okolicy, próbowałyśmy. Po wielu tygodniach przeszukiwania internetu i spotkań z dostawcami udało nam się znaleźć odpowiednie adresy.

 

Co was napędzało do działania?

A.G.: Dopieszczanie tego miejsca było dla nas bardzo ważnym momentem. Nakręcała nas świadomość, że możemy je urządzić po swojemu, dać upust swoim wyobrażeniom. Przykładem są kafelki w toalecie, które z nieukrywaną radością przez miesiąc malowałyśmy na wzór gry tetris. Nadal jesteśmy z niej dumne.

 

A.L.: Ważnym i pozytywnym sygnałem była – i jest – dla nas pomoc ze strony rodziny i przyjaciół. Dzięki ich wsparciu, rozsądnym radom z powodzeniem zrealizowałyśmy nasz pomysł.

 

JAKIE RYBY MOŻNA ZJEŚĆ W LOKALU BEZ OŚCI? CZYTAJ NASZĄ RECENZJĘ

 

Jak trafiłyście do zabudowań pofabrycznych przy Hożej 51?

A.G.: Można powiedzieć, że to miejsce samo nas znalazło. Usłyszałyśmy o nim od znajomych i od pierwszej wizyty tutaj wiedziałyśmy, że to jest idealny adres na start.

 

A.L.: Plusem tego miejsca jest przyjazna atmosfera. Często odwiedzamy się z osobami, które prowadzą tutaj swoje biznesy, wspieramy się wzajemnie.

 

Skąd pochodzą ryby, które możemy zjeść w Bez Ości?

A.G.: Współpracujemy z dwoma podwarszawskimi wędzarniami, które wędzą ryby tradycyjnymi metodami. Jedna z nich to firma z prawie 20-letnim doświadczeniem, prowadzona przez fińską rodzinę [C.K.-Fish – przyp. red.]. Ryby są tam wędzone na naturalnym drewnie, bez konserwantów. Dbamy o różnorodność oferty, a nasz główny produkt, czyli matiasa, serwujemy codziennie. Dostawy ryb przychodzą do Bez Ości dwa razy w tygodniu. Gościnnie pojawia się u nas także Bismarck z Hamburga, o czym informujemy w mediach społecznościowych.

 

Jaki cel przyświeca waszej codziennej pracy?

A.G.: Zależało nam na stworzeniu miejsca ze zdrowym jedzeniem i z przytulną atmosferą. W Bez Ości z otwartymi ramionami i pełne pomysłów witamy naszych gości. Z chęcią opowiadamy o rybach i naszej ofercie. Jesteśmy również otwarte na opinie, bo pomagają nam w pracy i szukaniu inspiracji.

 

A.L.: Nie sprzedajemy kota w worku. Testujemy, szukamy nowych smaków, inspiracji, także za granicą. Pani, która odwiedza nas regularnie, opowiadała o portugalskich sardynkach. Sprowadzimy je, spróbujemy, a w przyszłości być może zagoszczą w naszej ofercie.

 

A.G.: Zachęcamy do eksperymentowania z rybami. Pokazujemy ich potencjał i możliwość wykorzystania w różnych, czasem nieoczywistych kombinacjach. Przed Halloween serwowałyśmy zupę rybną z dynią. Ostatnio przypadkiem trafiłyśmy na żurek ze śledziem. Po zasięgnięciu informacji okazało się, że to danie jedzono w Polsce już w XVII wieku, a przed Wielkanocą najpewniej pojawi się w Bez Ości.

 

Jakie macie plany na przyszłość?

A.L.: Mamy jeszcze sporo pomysłów do zrealizowania. Próbujemy różnych projektów, chcemy promować kanapki z rybą. Organizujemy imprezy zamknięte. Zastanawiamy się także nad siostrą Bez Ości. Jeśli zdecydujemy się pójść w tę stronę, otworzymy kolejny niewielki lokal z przyjazną atmosferą, wypełniony zapachem ryb.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: