Rodzicielstwo. Rozwój przez całe życie. - KUKBUK

Rodzicielstwo. Rozwój przez całe życie.

- Wierzymy, że kiedy wzmacniamy rodzica, wiarę w jego kompetencje, zaufanie do siebie, to jednocześnie korzysta na tym dziecko, bo wtedy rodzic ma siłę je wspierać – mówi Milena Pacuda, psycholożka i współzałożycielka Bliskiego Miejsca

Trudniej jest być dziś rodzicem?

Na pewno dziś rodzice mają więcej możliwości do wyboru w kwestii opieki i wychowywania dzieci, a to sprawia, że na każdym kroku muszą podejmować wiele decyzji. Faktycznie kiedyś było to łatwiejsze, o pewnych rzeczach po prostu nie wiedzieliśmy, nie czytaliśmy tylu książek o rozwoju dziecka, nie miał nam kto tej wiedzy, nie było internetu.

Teraz, dzięki temu, że więcej wiemy na temat opieki i wychowania dzieci, więcej rozmawiamy, jesteśmy bardziej świadomi, to stajemy przed wieloma dylematami i pytaniami.

Jeszcze podczas ciąży rozważamy, który szpital wybrać, jak urodzić, czy szczepić, czy nosić dziecko w chuście czy odkładać do łóżeczka, karmić piersią czy butelką– to są tysiące decyzji do podjęcia i prawdziwe wyzwanie dla nas rodziców. Nie dziwi mnie więc, że czasem czujemy się mocno zagubieni.

Rodzicielstwo znalazło się pod lupą?

Bywa, że dziecko staje się naszym nowym „projektem”, a opieka nad nim zadaniem, w które trzeba włożyć dużo energii i pieniędzy, tak by jak najlepiej ukształtować małego człowieka. Wokół nas także spotykamy się z różnymi reakcjami ze strony otoczenia, ale także sami wobec siebie mamy ogromne oczekiwania. Wydaje nam się, że powinniśmy wiedzieć, jak zaspokajać wszystkie potrzeby dziecka od pierwszych chwil jego życia, że będziemy super specjalistami, którzy nigdy nie są zmęczeni, nigdy się nie złoszczą i nie smucą, nie są rozczarowani.

Tak mają zwłaszcza tzw. perfekcyjne matki.

Donald Woods Winnicott, brytyjski pediatra i psychoanalityk mówił o tym, że dziecko potrzebuje wystarczająco dobrej matki.  Część mam jednak stawia sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Dążymy do takiego ideału, którego nie ma, bo kim taka matka miałaby być i co robić? To pytanie wręcz filozoficzne. Uważam, że ważne jest szukanie swojej ścieżki, odpowiedzenie sobie na pytanie: jaką ja chcę być matką i na czym mi zależy, co jest dla mnie ważne, a w których punktach mogę odpuścić.

Dużo mówimy o akceptacji i bezwarunkowej miłości do dzieci, a wielu rodziców nie ma tego zrozumienia i łagodności dla siebie. A przecież bycie rodzicem to praca rozwojowa na całe życie.

To nasze podejście do nas samych często przekłada się na to, jak opiekujemy się i jak wychowujemy nasze dzieci. Jesper Juul mówi, że zamiast wychowywać dziecko, być dla niego autorytetem, powinniśmy być dla dziecka po prostu przewodnikiem. Co pani o tym sądzi?

Mnie to przywództwo przekonuje.  Przywódca to ktoś kto bierze odpowiedzialność za relacje, pomaga zrozumieć emocje i potrzeby dziecka, towarzyszy, wspiera. Uważam, że naszym zadaniem jest pokazywanie i tłumaczenie dziecku świata, bycie jego towarzyszem i wspieranie go. Mam wrażenie, że gdy w rodzinie poświęca się czas swoją energię przekierowujemy na budowanie więzi i relacji, usłyszenie i zrozumienie drugiego człowieka to te aspekty tworzenia sztywnych zasad, systemów nagród i kar nie są już potrzebne.

Jak już jesteśmy przy wychowaniu i przy Juulu, to mówi on coś jeszcze, co trudno zrozumieć rodzicom, którzy starają się zorganizować swoim dzieciom każdą minutę dnia i kontrolują ich czas – że niewesoło jest być dzieckiem z dorosłymi, którzy nie odstępują ich na krok.

Juul mówi też o tym, że współcześnie dzieci nie mają dla siebie przestrzeni, w której dorośli nie byliby obecni.

W tym miejscu można odwrócić pani pierwsze pytanie i zapytać, czy dziś trudno jest być dzieckiem. W  ograniczeniach i kontroli nakładanej przez rodziców zawiera się dużo lęku, przekonań że ten świat nie jest bezpieczny, ale też aspiracji, że dziecko powinno spędzać czas aktywnie i wartościowo, najlepiej z akcentem edukacyjnym.

Myślę, że to, czego potrzebują współczesne dzieci to wybór, swoboda i możliwość decydowania o sobie. Bywa, że to właśnie komputer i gry stają się jedynymi miejscami, gdzie dzieciaki mogą decydować o sobie, ale także mogą popełniać błędy, za które nie zostaną ocenieni . Najwyżej zaczną grę od początku. Temat autonomii dziecięcej jest bardzo ważny. Dobrze jeśli młody człowiek ma przestrzeń na to by realizować własne pomysły, odkrywać co go ciekawi, co daje mu radość.  Pytanie, na ile rodzic ma w sobie przestrzeń na to, by to przyjąć, mimo że może to być niezgodne z naszym pomysłem czy wizją.

Jak już jesteśmy przy rodzicielskich wizjach, także w kwestii dotyczących samodzielności dzieci czasem pojawia się dysonans. Zachwycamy się naszym dwulatkiem gdy samodzielnie je łyżeczką, ale potrafimy powiedzieć do pięciolatki: daj, ja cię nakarmię, bo pobrudzisz w gościach sukienkę. Gdzie tu konsekwencja?

Rodzice są w rozdwojeniu. Z jednej strony oczekują, że ich siedmiolatek jest na tyle duży, że pościeli łóżko, posprząta swój pokój i nie będzie prosić o pomoc. Z drugiej strony wtedy, kiedy dziecko chce samo podejmować różne wyzwania, czuje się gotowe, żeby zrobić coś nowego, to mamy dużo lęków i w efekcie próbujemy kontrolować sytuację, wyręczamy lub zabraniamy. W takiej sytuacji mam też dużo zrozumienia  dla rodziców. Wiem, że często w ten sposób chcą chronić dzieci przez popełnieniem błędu, rozczarowaniem.

Jak kontrola nad talerzem. Chcemy, żeby jadły zdrowo, namawiamy, przekonujemy, a tu rączki wyciągają się do frytek, zamiast do brokuła. Co robić?

W wielu domach temat dziecięcej diety i wspólnych posiłków wywołuje duże emocje. Stale jesteśmy bombardowani informacjami na temat tego, co jest zdrowe i jak wygląda zbilansowana dieta. To bardzo stresuje rodziców. Warto jednak pamiętać, że co chwilę coś innego jest zdrowym nawykiem i nie mamy takiej pewności, że te zdrowe nawyki będą tak samo słuszne za 15 lat. Bywa, że z tego powodu, zamiast miło spędzić czas podczas wspólnego posiłku, przy stole rośnie coraz większe napięcie, a to nie sprzyja ani jedzeniu, ani trawieniu, ani relacjom. Ale mam też dużo zrozumienia rodziców, szczególnie tych których dzieci jedzą tylko kilka wybranych produktów. Domyślam się, że mogą się niepokoić o stan zdrowia swoich pociech, a także frustrować, że ich dziecko znów wybrało suchą bułkę zamiast ugotowanego, zdrowego obiadu. Jedzenie to delikatna sfera w której rodzice konfrontują się z poczuciem, że nie różne rzeczy nie mają wpływu.

Mam wrażenie, że ojcowie są w tej kwestii bardziej wyrozumiali od matek. Może warto się uczyć od nich trudnej sztuki odpuszczania?

Nie mam przekonania, że ojcom łatwiej odpuszczać niż mamom. Myślę, że to zależy od wielu czynników. Według mnie ważne jest to, by dziecko poznało różne perspektywy. To w porządku, że rodzice się od siebie różnią, mają czasem inne zdanie na jakiś temat. Jeśli jednocześnie szanują zdanie i opinię drugiego rodzica to dziecko może z tej różnorodności czerpać, bo przecież nie musimy mieć jednej wizji na odżywianie czy ubieranie.

To że dziecko ma możliwość zaobserwować, że tata ma dystans i przy nim można założyć np. gumiaki do tiulowej sukienki to jest bardzo cenne.

W felietonach, jakie można przeczytać w najnowszym wydaniu KUKBUK DZIECIAKI, podkreślają panie, że ojciec nie powinien siedzieć na ławce rezerwowej, trzeba pozwolić mu realizować swoje pomysły.

Ojcowie coraz częściej chcą w pełni uczestniczyć w życiu dziecka. Rozumieją, jak ważne jest budowanie z dzieckiem więzi od chwili narodzin.  Spotykam coraz więcej ojców na warsztatach rodzicielskich, szkoleniach, konsultacjach psychologicznych, ale też z niemowlakiem w chuście. To jest zmiana pokoleniowa i jest to bardzo dobrze odbierane, wręcz jako coś, co dodaje męskości.

W zamian mężczyźni coraz częściej czują się gotowi, by wziąć odpowiedzialność za relacje z dzieckiem i to z kolei może okazać się wyzwaniem dla nas, kobiet.

Warto sprawdzić czy mamy w sobie zgodę na to, że nasi partnerzy będą budować relacje z dziećmi po swojemu, że mogą mieć inny punkt widzenia, że mogą inaczej spędzać czas czy inaczej reagować, że ten drugi rodzic ma pełne prawo by zajmować się dzieckiem tak jak on czuje i widzi? To naprawdę wyzwanie, żeby uszanować tę odmienność, nie krytykować, nie dawać tzw. „dobrych rad”, pozwolić, by tata znalazł własną drogę do budowania relacji z dzieckiem.

Z jakimi pytaniami i problemami przychodzą do państwa rodzice?

Często chcą wiedzieć jak wspierać swoje dzieci w trudnych emocjach, jak je rozumieć i jak reagować. Wiedzą, że mówienie: „uspokój się”, „nie płacz” czy stawianie do kąta nie przynoszą rozwiązania ani ukojenia. Szukają więc innych sposobów, nie w kierunku tłumienia emocji, tylko wsparcia. Wielu rodziców zastanawia się jak pomóc dziecku, ale też chce często pytają o granice – granice dziecka i swoje własne. Szukają równowagi. Często zapominamy o tym, jak ważne są nasze własne potrzeby, ale mamy trudność by powiedzieć o nich partnerowi czy dziecku.  Często przychodzą do nas pary, które mają inną wizję opieki nad dzieckiem lub rodzice w sytuacji rozwodu. W tym trudnym momencie życia chcą zadbać o swoje dzieci, oszczędzić im dodatkowego bólu, zadbać o relację z nimi.

Co jest dla państwa najważniejsze w pracy?

Pracujemy głównie z rodzicem. Od początku istnienia Bliskiego Miejsca zależało nam na tym, by rodzice otrzymywali u nas wsparcie. Wierzymy, że kiedy wzmacniamy rodzica, wiarę w jego kompetencje, zaufanie do siebie, to jednocześnie korzysta na tym dziecko, bo wtedy rodzic ma siłę je wspierać. Jesteśmy kojarzeni z rodzicielstwem bliskości, filozofią opartą na szacunku, dbaniu o potrzeby dziecka, ale też własne. Staramy się dać to rodzicom odczuć. Szanujemy różne wybory: to że mama karmi albo nie karmi piersią, że rodzice decydują się, lub nie, na współspanie z dzieckiem, czy że dziecko wychowuje się w rodzinie niekonwencjonalnej. Staramy się zaopiekować każdą sytuację, nie narzucamy naszych rozwiązań czy wizji, pracujemy poprzez dialog. Zależy nam na tym, by uszanować indywidualność każdego, nie chcemy zmieniać niczyich wartości.

Załóżmy, że przychodzą do państwa rodzice, którzy chcą, by ich dziecko od pierwszych tygodni nauczyło się zasypiać samo w swoim łóżeczku. Co pani na to?

Staramy się zrozumieć, co się za tym kryje, sprawdzamy, jakie są rzeczywiste potrzeby rodziców, co jest dla nich ważne w tym kontekście. Bywa, że rodzice mają przekonanie, że wszystkie dzieci tak śpią, a inne rozwiązania będą ze szkodą dla nich i dla dziecka. Niektórzy mówią o tym, że usłyszeli od znajomych, że jak nie nauczą tego noworodka to później ten bobas „wejdzie im na głowę” i nie wyprowadzi się do własnego łóżka do 18 roku życia. Rozmawiamy wtedy o potrzebach małych dzieci, o ich rozwoju, fizjologii, o cyklach snu. Mówimy też o tym, co w naszej ocenie jest realnie a co nie. Często to wystarcza, by rodzice poczuli większy spokój i zadecydowali czy samodzielne zasypianie dziecka to faktycznie ich cel.

Staramy się koncentrować na tym, jak wesprzeć rodziców i pomóc im zrozumieć ich malutkie dziecko, niż na znalezieniu złotego środka i sprawieniu, że dziecko zacznie zasypiać samo. Rozmawiamy także o konsekwencjach różnych metod, czasem opowiadamy o wynikach badań naukowych.

Robimy to by rodzice mieli pełniejszy obraz, a nie po to by poczuli się ocenieni lub wyszli z naszego gabinetu z poczuciem winy.

Proszę jeszcze opowiedzieć, jaka idea przyświecała paniom, gdy wpadłyście na pomysł założenia Bliskiego Miejsca.

Bliskie Miejsce założyły cztery mamy, psycholożki. Połączył nas wykonywany zawód,  macierzyństwo, ale też filozofia rodzicielstwa bliskości oraz wychowania i opiekowania się dziećmi w tym duchu. Podczas jednego ze szkoleń na których wspierałyśmy innych specjalistów, którzy również chcą pracować w sposób bliskościowy, zaczęłyśmy rozmawiać ze sobą o tym, że brakuje takiego miejsca dla rodziców, w którym pracowałby cały zespół ludzi o podobnym podejściu do człowieka, podobnych wartościach i filozofii. Marzyłyśmy o takim miejscu, więc w końcu same je założyłyśmy. Łączy nas filozofia w podejściu do tematu, za to różnią zainteresowania, dzięki czemu świetnie się uzupełniamy. Pracujemy również z kobietami w ciąży, mami, które potrzebują wsparcia dla siebie chwilę po urodzeniu dziecka, a także rodzicami, którzy doświadczyli poronienia lub straty okołoporodowej. Zależało nam by osoby z w takich sytuacjach mogły być u nas zaopiekowane.  Do naszego zespołu zaprosiłyśmy psychoterapeutów, dietetyka, logopedę, lekarza. Czujemy, że wspólnie możemy lepiej zaopiekować rodziny które się do nas zgłaszają.

Nazwa Bliskie Miejsce wydaje się po takim wyjaśnieniu oczywista.

Wcale nie (śmiech), długo jej szukałyśmy, ale słowo „bliskie” było nam bliskie od początku.

Felietony psycholożek z Bliskiego Miejsca znajdziecie w KUKBUK Dzieciaki – do kupienia w naszym sklepie. 

KUKBUK Dzieciaki to magazyn, jakiego jeszcze nie było. Taki, z którego będą korzystać i duzi, i mali. Książka do twórczych zabaw z listą eksperymentów pozwalających lepiej zrozumieć świat. Punktem wyjścia jest jedzenie – tworzymy przestrzeń do wspólnych zabaw, żeby dzieci i dorośli mogli spędzać więcej czasu razem.

Do tworzenia wydania specjalnego KUKBUK Dzieciaki zaprosiliśmy Małą Redakcję, grupę nieustraszonych eksperymentatorów. W środku znajdziecie wywiady z warzywami, opowieści o bakteriach i instrukcję wyhodowania fasoli. Są też komiksy, rysowanki i gry, opowiadania i felietony, a także proste przepisy, w sam raz na początek przygody z gotowaniem. Są też dowcipy – wcale nie suchary. Zapraszamy do lektury!

 

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: