Ptasie opowieści - wywiad z Tomaszem Stańko - KUKBUK

Ptasie opowieści – wywiad z Tomaszem Stańko

Im mniej, tym lepiej. Byle w ciekawym miejscu i na dobrym poziomie. O jedzeniu i kobietach rozmawiamy z Tomaszem Stańko, znakomitym muzykiem, dyrektorem artystycznym festiwalu Jazzowa Jesień, który 11 listopada rozpoczyna się w Bielsku-Białej.
tomasz stanko kukbuk wywiad

Agata Michalak: Czy jest jakaś dieta, która szczególnie służy trębaczom?
Nie sądzę. Ja jadam właściwie wszystko. Chociaż mięso raczej w ograniczonych ilościach, tak jak dzisiaj prawie wszyscy. Najmniej jem wieprzowiny, chyba że są jakieś ciekawe dania – na dobry kotlet schabowy w Bawarii się skuszę. Lubię drób i ryby. Właściwie można jednak powiedzieć, że lekka dieta jest zawsze lepsza dla muzyków, bo często jadamy tuż przed graniem. Staram się więc jeść lekko przed koncertem i w ogóle staram się nie jeść wieczorami za dużo. Ale bywa, że wracam późno do domu i jem batony (śmiech).

 

Daria Pawlewska: Czyli jednak jest troszeczkę niezdrowego jedzenia?
Tak, wpadki mi się zdarzają. Czasami mam taką ochotę na kiełbasę, że jadę do sklepu i kupuje sobie kawałek. Mam wtedy poczucie, jakbym w dawnych czasach przyszedł do handlarza kupić sobie fałszywy dowód osobisty.

 

A.M.: Słyszałam, że ostrzy Pan noże w słynnym Szlifie na ulicy Książęcej w Warszawie.
Aaa tak. Nie tylko ostrzę, ale i kupuje. Lubię te noże i już nie mogę kroić żadnymi innymi.

 

A.M.: A ma Pan swoje ulubione restauracje?
W Warszawie najbardziej chyba lubię chodzić do greckiej Santorini i włoskiej Il Caminetto. U Bliklego lubię bywać, bo odkąd sprowadził nowych kucharzy, zachowuje różnorodność. Jest tam bardzo dobry dorsz.

 

D.P.: A gdzie Pan bywa w Nowym Jorku?
W restauracjach makrobiotycznych. Chodzę też do wegetariańskiej Angelica kitchen. To modne miejsce. I choć nie przyjmują rezerwacji, jedzenie jest tam tak dobre, że wszyscy grzecznie czekają, aż zwolni się miejsce.

 

D.P.: Jakby Pan ocenił polskie restauracje w porównaniu z nowojorskimi?
U nas nie ma tak dużo dobrych restauracji. Często podają udziwnione jedzenie i nawet jeśli zdarza się modne miejsce, to mam wrażenie, że nikt nie zwraca specjalnie uwagi na samą jakość jedzenia. Może rzecz w tym, że jeszcze niedawno w Polsce nie chodziło się do restauracji. Głównie się piło – w Intraco, Forum, Bristolu, a przede wszystkim w Europejskim.

 


A.M.: Ja marzę żeby wszędzie była komosa.
Ja też jadam ją bardzo często. Polecam jeszcze drugie ziarno – amarantus.  I pszenicę kamut, bardzo dużą i grubą. Mieszam ją z jęczmieniem, dodaję brązowego ryżu i to jest takie moje podstawowe ziarno.

 

A.M.: To bardzo ptasie Panie Tomaszu.
Bardzo ptasie (śmiech)


 

D.P.: Lubi Pan słuchać muzyki, kiedy Pan je?

W Nowym Jorku w bardzo znanych klubach jazzowych jest bardzo dobra kuchnia.

 

A.M.: To nie jest źle widziane? Jedzenie podczas koncertu?
Nie. Niby dlaczego? W Polsce nie ma takiego zwyczaju, bo jedzenie w klubach jest zwykle fatalne. Nie rozumiem dlaczego, wystarczy dobry składnik i proste gotowanie. Taka sztuka to dobrze zrobić? Na mój festiwal Jazzowa Jesień przyjeżdżają muzycy z całego świata. Sam zająłem się organizowaniem kuchni i cateringu. Jedzenie jest bardzo dobre i urozmaicone. Tym razem będzie kuchnia makrobiotyczna.

 

D.P.: Został pan odznaczony m.in. Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Odrodzenia Polski. Czy celebrował Pan jakoś odznaczenie?
Z dużą przyjemnością je przyjąłem. To jest miłe potwierdzenie sensu własnej działalności. Ale jako stary anarchista i – można by powiedzieć zły chłopiec  – mam sentyment do marginesu społecznego i nie przywiązuję aż takiej wielkiej wagi do atrybutów społecznych. Pamiętam, że stałem ze zwieszoną głową czekając, aż wręczą mi odznaczenie i zwracałem uwagę na buty. Wszyscy mieli fatalne, tylko Pan Korzeniowski miał bardzo eleganckie.

 

D.P.: Dlaczego na buty?
Bo je lubię.

 

A.M.: Pan chyba w ogóle lubi świetnie wyglądać, prawda?
Trochę tak. Jakiś czas temu trafiłem do krawca na Wilczej. Czuję, że jeszcze się skuszę i coś u niego sobie zrobię za jakiś czas. Zawsze szyłem w pracowni z tradycjami u Pana Jerzego Turbasy. Jego ojciec zrobił mi dwie lub trzy marynarki, a resztę już on.

 

A.M.: A czy mógłby Pan uzależnić się od jedzenia?
Już to zrobiłem. Kiedy już zaczynam jeść, to tym bardziej mi się chce. Dokładnie tak jak z haszyszem. Jak zaczynam palić, to nie jednego jointa tylko coraz więcej. Ja w ogóle mam skłonności do uzależnień i muszę się bardzo kontrolować. Z najniebezpieczniejszych używek zrezygnowałem.

 

D.P.: A lubi Pan słodycze?
No niesamowicie. Ale cukier to trucizna i bardzo z nim walczę.

 

A.M.: Jest Pan wielbicielem raczej szczupłych kobiet.
Raczej tak. Bo można jeść mało i erotycznie zarazem.

tomasz stanko kukbuk wywiad
© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: