Ostatni obiad przed końcem świata, odcinek 2 - KUKBUK

Ostatni obiad przed końcem świata, odcinek 2

Wyobraźcie sobie, że ktoś niemądry wciska atomowy guzik i zostaje wam do zjedzenia tylko jeden posiłek. Co wybieracie?

Zdjęcie: Kasia Stadejek

ostatni obiad kukbuk

Dziś pytamy o to Marię Romańską, która w KUKBUK-u zajmuje się sklepem internetowym.

Jaki byłby – w perspektywie nadchodzącego końca świata – twój ostatni posiłek?

Jestem wielką fanką makaronów, więc istnieje prawdopodobieństwo, że byłby to jakiś makaron –na przykład z moimi ulubionymi owocami morza. Przychodzi mi na myśl coś tajskiego, zielone curry z mleczkiem kokosowym i z krewetkami, albo makaron, który robią w restauracji NABO Cafe. Nosi nazwę „Romans duńsko-hiszpański”, a przyrządzają go z krewetkami, ale też z chorizo i serem pleśniowym. Jest bardzo sycący i przepyszny!

W jakim miejscu chciałabyś go zjeść?

Posiłki przyjemnie je się z kimś, więc ważne jest nie tyle miejsce, ile towarzystwo bliskich osób, mojego narzeczonego, rodziny. Chciałabym też, żeby odbyło się to na łonie przyrody, a nie w restauracji.

Jaki napój towarzyszyłby temu posiłkowi?

Oprócz czerwonego wina uwielbiam koktajl mojito. Kiedyś go nie cierpiałam – gdy pracowałam jako barmanka, denerwowało mnie, gdy ludzie go zamawiali, i zastanawiałam się, jak można to w ogóle pić. Nie wiem, w którym momencie mojito zaczęło mi smakować. Załapałam wtedy, o co chodzi: to jest tak prosty i klasyczny koktajl, że zrobienie go poprawnie jest sztuką. Bardzo dużo osób dodaje sprite’a albo syrop cukrowy zamiast cukru trzcinowego. Mojito może mieć tysiące modyfikacji, ale oryginał jest jeden i zrobienie go takim, jaki powinien być, we właściwych proporcjach i z wodą gazowaną, to jest prawdziwa sztuka. Odkąd to zrozumiałam, przygotowywanie go zaczęło mi sprawiać przyjemność i polubiłam ten smak. Chciałabym więc, żeby to było mojito.

A ostatni w życiu deser?

Nie jestem szczególnie deserowa. W dzieciństwie jadłam głównie kanapki z dżemem albo z miodem, przez co mój tata mówił na mnie dżemojad, i chyba tyle się tych słodyczy najadłam, będąc dzieckiem, że po prostu mi przeszło, więc na deser zwykle zamawiam dokładkę. W takim razie byłaby to dokładka makaronu. Jeżeli jednak miałabym zjeść jakiś słodki deser, to w restauracji DOM robią przepyszny sernik z sera koziego ze skórką pomarańczową. Twaróg łączą z kozim serem, co sprawia, że ciasto jest delikatnie słone. Nawet jeśli ktoś nie przepada za tym smakiem, to się nie połapie – musiałby mieć prawdziwą awersję do sera koziego. Oprócz tego moja mama robi deser, który nazywa się fale Dunaju. Przygotowuje klasyczny biszkopt, połowę surowego ciasta miesza z kakao i obie masy wylewa do formy tak, żeby przekładały się dwa kolory. Na wierzch – gruszki z zalewy i brzoskwinie. Później na upieczone ciasto nakłada się grubą warstwę kremu budyniowego i rozpuszczoną gorzką czekoladę. Mama rzadko piecze ciasta, ale jeśli zrobi je na święta, to po wigilijnym wieczorze już raczej nic nie ma. Ewentualnie może ktoś, kto wstanie rano jako pierwszy, załapie się jeszcze na ostatnią porcję fal Dunaju.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: