Jak łowić, by złowić (rybę)? - KUKBUK

Jak łowić, by złowić (rybę)?

O wędkarskich trikach pisze Olin Gutowski, aktor, zapalony wędkarz i prowadzący program „Jak to jest złowione?” w TVN Turbo. Wędkowanie to najprzyjemniejszy – obok zbierania grzybów czy zrywania szczawiu – sposób na zdobycie świeżego, zdrowego jedzenia. Jest od nich jednak o wiele trudniejszy, a właściwie nawet całkiem skomplikowany. Chcąc nie tylko łowić, ale też złowić, trzeba się trochę nagimnastykować. No i poznać parę tricków, o których zaraz napiszę.
lowienie ryb kukbuk

Wędkarzy można podzielić na dwie podstawowe grupy. Jedni, tak zwani niedzielni czy weekendowi łowcy, ponad wszystko stawiają relaks na łonie natury i wypoczynek z dala od zgiełku miasta. Ci mają wynik z góry gwarantowany. Nawet jeśli zapomną przynęty, czy nie mają odpowiedniego sprzętu do łowienia, mówią po prostu – nie brały, ale było pięknie. Jest też druga grupa bardziej zaawansowanych wędkarzy, którzy z reguły odnoszą sukces i wracają z pyszną rybką na kolację: linem, sandaczem, szczupakiem lub trocią. Jak oni to robią? Owi skuteczni wędkarze, do których też się dumnie zaliczam, zadają sobie mnóstwo pytań, czytają, badają i dzięki temu znają masę rewelacyjnych trików. Jeśli jesteście w pierwszej grupie, nie martwcie się. Przy pomocy paru patentów z „weekendowego” wędkarza staniecie się „skutecznym” łowcą. Moje wskazówki przydadzą się również tym, którzy chcą dopiero zacząć przygodę z wędką.

Pora dnia
Obfite łowy oznaczają wędkowanie o świcie i wieczorem. Prawdopodobieństwo sukcesu zwiększa się w tych porach o kilkaset procent. Pozostałą część dnia proponuję przeznaczyć na wypoczynek, albo smażenie porannej zdobyczy, ku zazdrości mieszkańców innych domków wypoczynkowych. Pamiętacie, w wakacje z ryb wracamy o ósmej rano, a drugą sesję zaczynamy po siedemnastej. Sukces gwarantowany!

Przynęta
Czyli to, co znajdzie się na haczyku. Ryby, tak samo jak my, lubią rzeczy świeże, smaczne i naturalne. Jeśli więc kusimy płocie na pieczywo, niech to będzie przechowywana pieczołowicie, świeżutka kajzerka. Na haczyk należy zakładać kawałek skórki z odrobiną zgniecionego miąższu, który do niej przylega. Jeśli natomiast wybieracie się na węgorze albo duże okonie, sami pozbierajcie rosówki. Rosówki to duże, sprężyste robaki, które w ciepłe noce wychodzą w parku na trawnik. Łapanie ich samo w sobie stanowi wielką przygodę, ponieważ w świetle latarki pozostaje około dwóch sekund na pochwycenie zwinnego robala. Taka rosówka, kiedy jest przechowywana w chłodnym, przewiewnym pojemniku, w którym ma do dyspozycji trawę albo ziemię, to prawdziwa petarda! Jednym słowem – na to będzie branie.

Zanęta
Jeśli znaleźliśmy się nad ogromnym jeziorem, przyda nam się łódka z sonarem, echosondą lub… zwyczajna zanęta. Można ją kupić w każdym sklepie wędkarskim. Kilogramowa paczka kosztuje od kilku do kilkunastu złotych. To będzie jednak tylko podstawa. Jeśli naprawdę zależy nam, by w okolicy pojawiły się ryby, to do takiej sklepowej paczki musimy dodać coś, co i nam by smakowało, czyli na przykład: gotowane ziemniaki pozostałe z obiadu, biszkopty, chleb, puszkę kukurydzy lub ciastka. Każdy z wymienionych składników należy wymieszać z tą sklepową zanętą i dodać odrobinę wody, aby dało się formować z tej mieszanki kule. Dopiero takie kule wrzucamy do wody. W zanęcaniu należy jednak zachować umiar i łowić tam, gdzie się nęci. Ryby na pewno do nas przypłyną.

Czym łowić?
Jest takie stare wędkarskie powiedzenie: „To nie sprzęt łowi ryby, lecz wędkarz”. Jest w nim sporo racji, chociaż nie do końca, bo do różnych metod potrzebujemy odmiennego sprzętu. Dla leniwych, albo lubiących koncentrację, polecam metodę spławikową. Unoszący się na wodzie sygnalizator brań – spławik, ma w sobie hipnotyczną magię, zwłaszcza, jeśli powoli znika pod wodą. Do spławika na początek najlepszy będzie tak zwany bat, czyli długie wędzisko bez kołowrotka. W sklepach można w tej chwili kupić niedrogie wędki tego typu i cały gotowy osprzęt do nich.


Dla bardziej ruchliwych wędkarzy, nastawionych na połów ryb drapieżnych, wymyślono spinning, czyli wędkę z kołowrotkiem, służącą do wprawiania w ruch przynęty sztucznej, imitującej najczęściej małą rybkę.


To również nie będzie droga inwestycja. Polecam kupić kilka różnych przynęt spinningowych, np. wobler, błystkę i tak zwane gumki w różnych kolorach, bo nie wiadomo co zastaniemy nad wodą.

Wędkarska lodówka
Jest środek lata i niezwykle gorąco. Co zrobić, kiedy złowiliśmy pyszne świeże ryby, a musimy jeszcze przejść dwa kilometry do dworca, potem przejechać kilka godzin koleją i na koniec wmieszać się w tłum w tramwaju? Rozwiązanie jest zadziwiająco proste i dostępne dla każdego. Zapomnijcie o torbach termoizolacyjnych czy pięciokilowym opakowaniu lodu ze stacji benzynowej. Wystarczy płócienna szmatka i ostry nóż. Mając te przybory, znajdźcie krzaki z pokrzywami. One rosną wszędzie. Teraz, po raz pierwszy, przyda się szmatka, by nie chwytać złośliwych roślin gołymi rękami. Trzeba naciąć nożem całkiem sporo pokrzyw, by obłożyć nimi nasze ryby. Jeśli to możliwe, liście pokrzyw powinny być również pomiędzy rybami. Teraz wystarczy zawinąć całość w szmatkę i schować do plecaka. Proste, prawda? Pokrzywa ochroni rybę przed zepsuciem i sprawi, że nikt w wakacyjnym tłumie nie poczuje zapachu naszej zdobyczy.

Łówmy legalnie
Przed rozpoczęciem przygody z wędką upewnijcie się do kogo należy łowisko i jakie obowiązują na nim przepisy. Można się tego dowiedzieć w miejscowym sklepie wędkarskim, smażalni, a czasem nawet w sklepie spożywczym. W tej chwili mamy w naszym kraju kilkudziesięciu dzierżawców i niektórzy z nich (jak Polski Związek Wędkarski) wymagają karty wędkarskiej. Kartę zdobywa się poprzez zdanie egzaminu i wniesienie opłat w kasie Związku. Kiedy już dopełnicie formalności, nie zapomnijcie o moich radach, a zjecie złowioną samodzielnie, czyli najsmaczniejszą rybę na świecie. Dobrej zabawy.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: