Kobiety, które nie boją się jeść - KUKBUK

Kobiety, które nie boją się jeść

Korzystamy z ich blogów kulinarnych, zastanawiając się, jak udaje im się zachować szczupłą sylwetkę…

Tekst: Kasia Sójka, zdjęcia użyte w kolażu: Mateusz Nasternak, Ania Włodarczyk, Marianna Medyńska, Monika Walecka, kolaż: Magda Pilaczyńska

Kobiety, które nie boją się jeść

 

Kukbuczyce wytrwale ćwiczą, by móc zjeść wszystko, na co mają ochotę. Nieraz się zastanawiałyśmy, jak inne związane z gastronomią osoby radzą sobie z nieustannymi kulinarnymi pokusami. Zwłaszcza współpracujące z nami blogerki, znane jako twórczynie dań nieprzyzwoicie apetycznych! Ich odpowiedzi nas zaskoczyły, ale też okazały się kolejną dawką inspiracji i motywacji do pracy nad sobą. Przeczytajcie, jak mądrze, świadomie i z radością można dbać nie tylko o dietę, lecz także o wygląd i wreszcie komfort psychiczny.

 

Eliza Mórawska: „Od czasu do czasu robię rachunek sumienia”

Autorka bloga White Plate, jedna z najpopularniejszych blogerek w Polsce, autorka trzech książek kulinarnych, ceniona za fenomenalne wypieki i piękne, klimatyczne zdjęcia.

Kobiety, które nie boją się jeść

Czy zawsze byłaś taka szczupła?

W dzieciństwie byłam niejadkiem. Kiedy pracowałam w korporacji, potrafiłam całymi dniami nic nie jeść, wypijałam tylko jedno latte, lub na odwrót, opychałam się czipsami, batonikami i ciastkami, które zjadałam w samochodzie, w drodze powrotnej do domu. Znajomi przestrzegali mnie, że po trzydziestce metabolizm zwalnia i mogę zacząć tyć. Na szczęście tak się nie stało. Doskwierały mi za to migreny i senność. Nie wiedziałam jeszcze, że są skutkiem niewłaściwej diety. Jakieś 13 lat temu, zanim urodziła się moja pierwsza córka, trafiłam do lekarza medycyny chińskiej (TCM), który zalecił mi akupunkturę i leczenie ziołami. Dzięki niemu sięgnęłam również po lektury, które zrewidowały moje podejście do jedzenia. Dlatego od czasu do czasu robię rachunek sumienia i zastanawiam się nad tym, czy dobrze traktuję swój organizm. Z wiekiem mam większą świadomość tego, co jem i jaki to ma wpływ na moje zdrowie i samopoczucie. Jem wszystko, co lubię, ale staram się robić to z umiarem.

Zdarza mi się zjeść zwykłą zapiekankę z pieczarkami i keczupem z budki na mieście, ale naprawdę sporadycznie.

Dlaczego zaczęłaś piec chleb?

Ten kupny zawiera nie tylko czystą mąkę ze świeżo zmielonych zbóż, lecz także konserwanty, „ulepszacze”, środki przeciwko pleśni czy insektom. Kiedy zaczynałam piec chleb w domu, kilka razy próbowałam umówić się na lekcje pieczenia chleba w piekarni – w odpowiedzi słyszałam od piekarzy: „Nasz przepis to wiadro mieszanki, dwa wiadra wody. Żadna filozofia”. Podobne rozczarowanie przeżyłam kiedyś w mazurskiej piekarni, w której właścicielka powiedziała mi, że wszystkie sprzedawane tam bułki są z tej samej mieszanki tylko formowane w różny sposób. Chleb, który piekę w domu, jest z dobrej mąki i filtrowanej wody, z odrobiną soli ze sprawdzonego źródła. To wszystko. Z tych trzech składników mogę zrobić każdy rodzaj pieczywa, jakie lubię. I wiem, że to mi nie szkodzi.

Chleba własnego wypieku nie wyrzucam, bo takie domowe pieczywo jest dłużej świeże, a poza tym można zrobić z niego grzanki, w ostateczności bułkę tartą.

Czy coś byś w sobie zmieniła?

W młodości człowiek widzi w sobie głównie wady, chciałby też, żeby wszyscy go lubili i akceptowali. I ja taka byłam. Z wiekiem zaczęłam dostrzegać swoje zalety, jednocześnie pracowałam nad wadami. Kiedyś na przykład notorycznie się spóźniałam, a od trzech lat jestem zwykle minimum kwadrans przed moim rozmówcą. Nie daję sobie taryfy ulgowej, staram się nad sobą pracować, a przede wszystkim być dobra dla innych, zwłaszcza najbliższych mi osób. Otaczam się też ludźmi, którzy są dobrzy dla mnie i pomagają mi rosnąć w moich marzeniach. Zrozumiałam, że nie będę już lekarzem ani blogerką modową, ale mogę otaczać się inspirującymi osobami. Patrzę, słucham i rozmawiam. I to mnie buduje.

 

Kasia Bem: „Wybieram smoothie zamiast ciacha”

Autorka książki „Happy detoks”, joginka, propagatorka holistycznego podejścia do życia, znana czytelnikom KUKBUK-a z rubryki „Beauty Bar”, w której prezentuje jedzenie, które odmładza i oczyszcza organizm.

Kobiety, które nie boją się jeść

Czy zdarza ci się zjeść coś niezdrowego?„¨
Kocham gluten i cukier. Czasem można mnie zobaczyć, jak wcinam bagietkę z masłem lub jakieś przepyszne ciasteczko. Jednak zdarza się to naprawdę rzadko, bo często przeprowadzam oczyszczanie, a odtruty organizm nie ma ochoty na niezdrowe jedzenie. Zamiast ciacha wybieram więc na ogół gęste smoothie. Mięsa nie jem ze względów światopoglądowych. Odżywiam się bardzo dobrze, bo zależy mi na zdrowiu, wyglądzie i samopoczuciu, a organizm kobiety po czterdziestce tak łatwo nie wybacza przewinień.

Dobra dieta, nawodnienie, łagodna joga, ćwiczenia oddechowe i medytacja, dużo śmiechu i spacerów, sprawiają, że na ogół wszyscy dają mi co najmniej pięć lat mniej, niż mam.

Czy lubisz siebie?

Bardzo! To z sympatii do siebie zdrowo się odżywiam, medytuję, ćwiczę jogę – żeby mi było lepiej ze sobą i w sobie. Poza tym z nikim się nie porównuję, nie staram się być niczyją kopią, gdyż wierzę, że właśnie to, jaka jestem, ze wszystkimi moimi wadami i zaletami, krągłościami, piegami i nieujarzmionymi lokami, czyni mnie niepowtarzalną, jedyną i wyjątkową.

 

Od czego najlepiej zacząć zmianę stylu życia?

Oczyszczająca dieta często daje początek większym zmianom, poczuciu, że skoro mogę wprowadzić zmianę w tak podstawowym obszarze, jakim jest jedzenie, to mogę też zająć się innymi, które wymagają uporządkowania. Joga wycisza, uzdrawia, pomaga nawiązać lepszy kontakt ze sobą, dostrzec swoje potrzeby. Można polecić ją każdemu, bo istnieje wiele jej odmian – od bardzo wymagającej fizycznie praktyki, przez terapeutyczne ćwiczenia dla kręgosłupa, po łagodne sesje relaksu, oddechu czy medytacji. I tak stopniowo oczyszczając ciało i umysł, krok po kroku, odzyskujemy wiarę w siebie, rośnie samoocena i akceptacja siebie, a zmiana następuje właściwie sama, gdyż jedno pozytywne działanie w naturalny sposób pociąga za sobą następne.

 

Marianna Medyńska: „Piekę i obdarowuję”

Kucharka na etacie i w czasie wolnym, autorka bloga Coutellerie, znana czytelnikom KUKBUK-a ze smacznych przepisów na śniadania i apetycznych zdjęć.

Kobiety, które nie boją się jeść

Czy zjadasz wszystko, co ugotujesz na bloga?

Zapraszam gości i karmię ich daniami, które szykuję z myślą o blogu. Wyjątek stanowią wypieki – bardzo często mam ochotę upiec konkretne ciasto czy ciasteczka, a później desperacko szukam osób, które mogłabym obdarować. Jako nastolatka pochłaniałam dzikie ilości słodyczy bez większych konsekwencji. Dziś staram się zwracać uwagę na to, co jem, nie tylko ze względu na figurę, lecz także zdrowie.

Na szczęście mam ponad 180 centymetrów wzrostu, czym staram się usprawiedliwiać to, że często jem najwięcej ze wszystkich przy stole!

Mam też słabość do chałwy, jabłek, chleba z masłem i miodu gryczanego. Dla własnego dobra nie mogę mieć w domu zapasu żadnego z tych produktów, bo po kolejne dokładki będę się turlać tak długo, aż zniknie wszystko.

 

Czy uprawiasz jakiś sport?

Sport sam w sobie raczej mnie nie porywa. Długo szukałam dyscypliny dla siebie. Wygrało bieganie. Lubię też chodzić na basen i tańczyć. Najwięcej kalorii jednak spalam w codziennym biegu – podczas wspinaczki na piąte piętro mojej kamienicy i intensywnej pracy w kuchni – czy dzięki temu, że przez większą część roku wszędzie przemieszczam się rowerem. Z doświadczenia wiem, że w kwestii dbania o siebie kluczowy jest sen. Jego niedobór bardzo dotkliwie odbija się na wszystkim: od mojego samopoczucia, przez produktywność, po wygląd. Los lekko ze mnie zakpił, obdarowując wyjątkową niezdolnością do twórczej pracy w ciągu dnia – kocham poranki i spędzam dni aktywnie, ale jeśli mam coś napisać, stworzyć czy też wykuć, zazwyczaj zaczynam około północy.

 

Czy lubisz siebie?

Staram się jak mogę, choć czasem opowiadam nieśmieszne żarty.

 

Ania Włodarczyk: „Nie jem po ósmej wieczorem”

Autorka bloga Strawberries From Poland, znana czytelnikom KUKBUK-a z rubryki „Retro gotowanie”.

Kobiety, które nie boją się jeść

Czy przestrzegasz jakichś kulinarnych zasad?

Mam rytuał, który zapoczątkowała moja babcia, przygotowując mi z rana szklankę ciepłej wody z miodem i cytryną. Wzbogaciłam ją o plasterek imbiru i wypijam na czczo. Poza tym nigdy nie wychodzę z domu bez śniadania, nie jem po godzinie dwudziestej, nie jadam zbyt tłusto, do każdego posiłku dodaję owoce i warzywa, a na mięso pozwalam sobie 2-3 razy w miesiącu. Większość z tych zasad wydaje mi się naturalna, najciężej przychodzi przestrzeganie tej związanej z wieczornym jedzeniem. Moja niezdrowa słabość to kawa z mlekiem wypijana na czczo.

W XXI wieku za niezdrowy nawyk należy uznać chyba zamiłowanie do mleka i glutenu. Uwielbiam i to, i to, nie wyobrażam sobie życia bez chrupiącego pszennego chleba i szklanki zimnego krowiego mleka. A mleka sojowego nie cierpię.

Jak ciąża zmieniła twoją dietę?

Urodziłam jesienią 2015 roku. Ale wcześniej mój organizm sam wyznaczył kilka nowych, własnych zasad. Przede wszystkim przestałam trzymać się ostatniej godziny jedzenia. Jadłam, kiedy byłam głodna. I naszła mnie ogromna ochota na mięso. Wcześniej nigdy nie miałam na nie specjalnie apetytu, a teraz musiałam codziennie zjeść kawałek szynki, kabanosa albo kotleta schabowego.

 

Interesujesz się starymi polskimi książkami kucharskimi. Czy na ich przykładzie dobrze widać, jak zmieniały się nasze gusta?

Im starsza książka kucharska, tym mniej w niej „surowizny”, nieprzetworzonych warzyw i owoców. Na przykład w „Kucharce litewskiej” Wincentyny Zawadzkiej z 1870 roku warzywa występują jedynie w formie wymęczonych dodatków do mięs. Dusi się je, gotuje i zalewa bułką tartą z masłem. Z kolei w „Jak gotować” Marii Disslowej, to już dwudziestolecie międzywojenne, można znaleźć przepisy na sałaty z lekkimi dressingami czy sałatki z pomidorami, ale w dalszym ciągu królują przetworzone warzywa i owoce, choć autorka uczula, by ich nie rozgotowywać, a zachować jędrność i co za tym idzie, smak oraz walory odżywcze.

Na tym tle wyjątkową pozycją jest „Kosowska kuchnia jarska” Romualdy i Apolinarego Tarnawskich z dwudziestolecia międzywojennego, zawierająca mnóstwo receptur na zdrowe, dietetyczne potrawy, aktualnych po dziś dzień!

Nowatorskie naówczas działania małżeństwa Tarnawskich stosujemy i dziś: pijemy przecież surowe soki warzywne i owocowe, zajadamy się sałatkami owocowymi i surówkami, gotujemy kasze, lepimy kulki z bakalii i orzechów…

 

Czy w twoim codziennym jadłospisie można znaleźć dania inspirowane książkami Disslowej lub Ćwierczakiewiczowej?

Trudno mi sklasyfikować moją kuchnię, ale z pewnością nie opieram jej na klasycznych daniach kuchni polskiej. Jem dużo warzyw i owoców, makaronów i kasz, nie smażę schaboszczaków. Zupę ogórkową czy kapuśniak jem u mamy… Moja kuchnia to zlepek smaków polskich, włoskich i tajskich.

 

Czy uprawiasz jakiś sport?

Zaliczam się do osób aktywnych. Może nie wyciskam siódmych potów na siłowni, ale co najmniej dwa razy w tygodniu muszę się porządnie poruszać. Od wiosny do jesieni jeżdżę na rowerze po gdańskich lasach, latem pływam w jeziorach i morzu. Będąc w ciąży, musiałam zrezygnować z roweru już w drugim trymestrze, zamiast tego chodziłam na spacery. Ale najfajniejszą aktywnością pozostało pływanie, nawet w trzecim trymestrze ciąży w wodzie czułam się lekko i świetnie mi się pływało. Po urodzeniu dziecka dałam sobie czas na dojście do siebie. Pierwszy miesiąc upłynął na delikatnych spacerach, a gdy nabrałam siły, ruszyłam z wózkiem na długie, dwu-, trzygodzinne trasy. Mieszkam w dzielnicy na wzgórzach, więc każdy spacer to niezły trening. Taka codzienna porcja wysiłku, a przecież dochodzi do tego fizyczna praca w domu, noszenie synka, który waży już 7 kilogramów…, sprawiła, że bardzo szybko wróciłam do sylwetki i formy sprzed ciąży. Jest chyba nawet lepiej, bo od dźwigania wyrobiły mi się mięśnie rąk, które wcześniej były słabe.

 

Maia Sobczak: „Dieta i ruch wpływają na nasze samopoczucie”

Autorka bloga Qmamkasze i książki pod tym samym tytułem, propagatorka zdrowego trybu życia i kaszy jaglanej.

Kobiety, które nie boją się jeść

Jak dbasz o swoje ciało?

Wracam do formy po wypadku i pobycie w szpitalu. W październiku zeszłego roku spadłam z konia. Takie wydarzenia uczą pokory, dodatkowej miłości i wdzięczności do swojego ciała. Jeżdżę konno 3-4 razy w tygodniu, uwielbiam konie i wszystko, co jest z nimi związane. Taka aktywność wspiera nie tylko układ mięśniowy i odpornościowy oraz przepływ energii, lecz także układ nerwowy, bo zwierzę obdarowuje jeźdźca piękną, końską miłością. Prócz tego codziennie rano praktykuję jogę i jeśli tylko czas mi na to pozwala, 3-4 razy w tygodniu ćwiczę ją dodatkowo na zajęciach. Wieczorne ćwiczenia w szkole jogi dają mi niesamowity zastrzyk energii. Wybieram różne zajęcia, choć nie ukrywam, że najbardziej lubię aktywną, gorącą praktykę.

Joga ma wiele zalet. Otwiera ciało, wyrzuca to, co zbędne, a w głowie robi porządek, odkładając wszystko na miejsce. Lubię ten swój kawałek świata na macie.

Jestem typem słuchającym swojego ciała, nie odmierzam kilometrów, nie liczę czasu. Biegnę równym tempem i zawsze pamiętam, że będę musiała wrócić, więc rozkładam siły. Raz w tygodniu, choć nie jest to obowiązek, gram z mężem w squasha. Mamy takie swoje squashowe piątki, to dopiero uczy pokory! Kiedy tylko pogoda na to pozwala, przesiadam się na rower z pojemnym koszykiem. To połączenie przyjemnego z pożytecznym. Nie stoję w korku, nie szukam miejsca do zaparkowania, w drodze czuję się, jakbym była na wycieczce albo na wakacjach. Lubię też pewnego rodzaju ograniczenia, myślę tu o rzeczach, które można zabrać – to dobra lekcja oczyszczania swojej przestrzeni.

 

Czy zdarza ci się jeść niezdrowo?

Czasami zjem za dużo albo za słodko, albo zbyt zimno, a to nie sprzyja trawieniu. Generalnie odżywiam się zdrowo i bardzo świadomie. Weszło mi to w krew, więc nie jest już wielkim wyzwaniem.

Zmiana nawyków jest trudna i trwa dość długo, jednak jest możliwa. A później nowe zachowania stają się tak naturalne jak kolor oczu czy radość z ciepłych promieni słońca. Wystarczy być uważnym, otwartym i chętnym do zmiany.

Wszelkie odskoki czuje się mocniej, bo organizm przyzwyczaja się do dobrego i daje zdecydowane, dobitne sygnały, że coś mu nie służy lub czegoś nie akceptuje. Jeśli łakomstwo zwycięży nad rozsądkiem, z godnością znoszę niedogodności. Jak każdy, mam swoje słabostki.

 

Bez jakiego produktu nie wyobrażasz sobie życia?

Najbardziej ze wszystkich kasz kocham kaszę jaglaną! Alkalizuje, wzmacnia organizm, jest lekkostrawna, bezglutenowa, usuwa nadmiar śluzu z organizmu i można z niej wyczarować niemalże wszystko… od lodów po fenomenalny tort. To mistrz mistrzów, jak mawia mój syn Hugosław.

 

Czy lubisz siebie?

Nawet bardzo! Jestem jedyną osobą, która zna mnie najlepiej na świecie. Zawsze jesteśmy i będziemy razem. Lubię ze sobą rozmawiać, chichrać się, żartować, dopingować siebie, czasem besztać i wspierać najmocniej. Tak, mam wady, które akceptuję, i takie, które mi przeszkadzają. Nad tymi ostatnimi pracuję najbardziej, przyjmuję je, próbuję pokochać lub przynajmniej oswoić. Poznaję siebie – codziennie głębiej. Zmieniam się nieustannie chociażby dlatego, że mam coraz więcej doświadczeń i o każdy dzień jestem starsza. Choć w duszy zawsze czuję się młodo. Myślę czasami, że urodziłam się młoda i taka też odejdę, by narodzić się znowu i zacząć swoją kolejną podróż.

 

Tekst: Kasia Sójka, zdjęcia użyte w kolażu: Mateusz Nasternak, Ania Włodarczyk, Marianna Medyńska, Monika Walecka, kolaż: Magda Pilaczyńska

© KUKBUK 2017

Strony www, marketing internetowy - advertajzing usługi reklamowe w Ełku