Kasia Derkacz: po pierwsze wyobraźnia - KUKBUK

Kasia Derkacz: po pierwsze wyobraźnia

Od lat prowadzi zajęcia plastyczne dla dzieci w swojej Pracowni Sztuki Dziecka na warszawskiej Sadybie. Razem z małą redakcją KUKBUK-a Kasia przygotowała plastyczną opowieść o dobrych bakteriach. Efekty pouczających warsztatów można podziwiać w pierwszym numerze magazynu KUKBUK Dzieciaki, który właśnie trafił do sprzedaży.

Zdjęcia: Rafał Meszka

Kasia Derkacz: po pierwsze wyobraźnia
mala redakcja 4

Jak wygląda dobra bakteria?

Może być uśmiechnięta albo mieć groźnie wyszczerzone zęby. Ale nie ma jednej dobrej bakterii, bo każde warzywo ma swoją. Bakteria na ogórku będzie podłużna, a na rzodkiewce czy pomidorze okrągła. Są wśród nich także bakterie puchate.

To bardzo przydatna wiedza. Czego jeszcze dowiedziałaś się podczas warsztatów plastycznych z małą redakcją KUKBUK-a?

W trakcie kilku zajęć chcieliśmy sprawdzić, jak przebiega proces kwaszenia, co może wyhodować w sobie słoik, gdy wkłada się do niego różne rzeczy.

I co tam włożyliście?

Do jednego rzodkiewki, do innego cytryny czy buraczki, na koniec zalaliśmy je wodą. Nie wiedziałam, że można kisić rzodkiewki! Ważne też były dodatki, bo od tego zależał efekt końcowy. Do rzodkiewki dodaliśmy imbir, a do cytryny kurkumę, żeby zachować jej żółty kolor. Po tygodniu zajrzeliśmy do słoików i odbyliśmy rozmowę o fermentacji i fermencie.

Z czym kojarzy się dzieciom fermentacja?

Z hukiem, szumem, bąbelkami. W grupie znalazły się dzieciaki od 8 do 14 lat, więc odpowiedzi były bardzo różne, czasem bardzo zaskakujące – niektórym dzieciom ferment kojarzył się na przykład z bałaganem w pokoju. Moja córka, która brała udział w warsztatach, powiedziała, że ma fermentację w kuchni. Trochę łatwiej było ten proces narysować. Pojawiły się na przykład prace przedstawiające rzodkiewki w bąbelkach.

mala redakcja 5

Trudno było przekuć wiedzę kulinarną na prace plastyczne?

Na każdym etapie pracy używaliśmy innej techniki. Na przykład przyprawy postanowiliśmy pokazać w formie kart do starego zielnika, by wiadomo było, jakich produktów użyć do kwaszenia. Tu wykorzystaliśmy tusz, piórko, cienkopis. Gdy szykowaliśmy słoiki, to farbowaliśmy do nich bibułę. Gdy tak obserwowaliśmy proces fermentacji, to okazało się, że to, czego tak naprawdę szukaliśmy to bakterie. I że bakterie, choć tak bardzo różne, żyją w jednej rodzinie. Ten efekt końcowy staraliśmy się pokazać w naszych pracach za pomocą patyka i tuszu. Powstały naprawdę wspaniałe projekty.

Od 13 lat pracujesz z dziećmi, od trzech – także z dorosłymi. Inaczej uczy się te dwie grupy wiekowe?

To są dwie zupełnie inne bajki. Dzieciaki wymagają więcej – i twórczego podejścia i uważności. Żeby móc poświęcić czas każdemu dziecku, pilnować tego jak prowadzi projekt, wspierać je, by jego praca miała taki efekt, jakiego dziecko oczekuje, potrzeba ogromnej koncentracji. Dlatego trudno jest pracować w grupie większej niż 9-10 osób. W trakcie trwania zajęć rozmawiam z moimi uczniami o ich pracach, tłumaczę im, co idzie nie tak, dlaczego i jak to naprawić. Muszę być cały czas kreatywna, podsuwać im przydatne do ich pracy narzędzia i uczyć je korzystania z nich. Nie pracuję za nich, nie wymuszam użycia konkretnych technik, ale staram się cały czas rozbudzać i pobudzać ich wyobraźnię.

W jaki sposób?

Na przykład słowo plener nie oznacza u nas wyjścia do parku i malowania wszystkiego, na czym zawiesimy wzrok. Zamiast tego idziemy na dwór, łapiemy owada do naczynia i proszę dzieci, by każde z nich namalowało go ze swojej perspektywy. Posługujemy się tymi samymi metodami pracy i technikami malarskimi, co nasi mistrzowie sprzed wieków, rozwijamy wyobraźnię. Dziś moim największym moim wrogiem jest internet, bo bardzo utrudnia pracę. Dlatego praca z wyobraźnią stoi na pierwszym miejscu. Na drugim jest technika. Dzieci szybko uczą się używania potrzebnych im narzędzi, żeby uzyskać odpowiedni efekt, ale pracy z wyobraźnią nigdy nie ma dość.

Kiedy uznałaś, że sztuka jest ci pisana?

Wiedziałam to od urodzenia. Nawet gdy chodziłam do szkoły muzycznej, to zdawałam sobie sprawę, że muzyka to hobby, a ja będę w życiu rysować. Jak się ma rodziców plastyków, to nie ma innej drogi, bo od zawsze żyje się tym światłem, narzędziami, zapachem. W latach 80., na które przypadło moje dzieciństwo, w Polsce nie było ładnych zabawek, nie było ciekawego dizajnu. I tylko mój dom był kompletnie inny. Rodzice cały czas wymyślali zabawki. Moimi ulubionymi był zestaw kolorowych klocków w połączeniu z kolejką Piko, mogłam stawiać wyrafinowane przeszkody przed jadącym pociągiem. Gdy ja zazdrościłam koleżankom błyszczących biurek ze sklejki, tata zbudował mi biurko z kuwetami fotograficznymi zamiast szafek, które mam do dziś, a które teraz jest hitem w Ikei. Z kolei mama szyła mi dizajnerskie kapcie, kolorowe, z pięknymi sznurówkami. Od tych wspomnień z dzieciństwa nie chce się uciekać. Tak jak od tego zawodu, który nigdy się nie nudzi, a polega w dużej mierze na zabawie.

Dlaczego wybrałaś pracę z dziećmi?

Tu też zainspirowała mnie mama. Byłam jedynym dzieckiem rodziców artystów, więc ktoś zawsze był w domu, nie musiałam chodzić do przedszkola. Ale moja mama, Irena Moraczewska, by zapewnić mi towarzystwo rówieśników, wymyśliła grupę plastyczną i warsztaty dla dzieci. Po jakimś czasie kierownik Galerii Działań udostępnił mamie salę i tak powstała Pracownia Sztuki Dziecka. Uczyłam się od niej, że podejście do uczniów z czułością i wyrozumiałością zawsze przynosi owoce, a dzieci wspaniale się odpłacają. Moja mama często mówiła: „szłam do pracy z bólem głowy, ale po zajęciach od razu mi lepiej”. Chyba nigdy nie wzięła zwolnienia chorobowego, praca z dziećmi naprawdę ją uskrzydla.

Przez wiele lat pracowałaś z mamą, ale cztery lata temu zdecydowałaś się otworzyć własną pracownię.

Postanowiłam otworzyć filię. Mamy tu małą salkę, ale dla 9-osobowej grupy jest w sam raz. Od dawna wiele osób proponowało nam większe sale albo nowe miejsca, by uczyć więcej dzieci w kilku dzielnicach w Warszawie, ale wtedy nie byłybyśmy w stanie poświęcić każdemu z nich tyle czasu, ile trzeba. Często zaczynamy pracę z pierwszakiem, a kończymy z dorosłym człowiekiem, osiemnastolatkiem. Związek z każdym uczniem jest silny, ostatnio dowiedziałam się na przykład, że w telefonie jednego z nich byłam wpisana jako „mama2”. Wolimy mieć dwie pracownie, w których możemy dbać o rozwój dzieci, niż dziesięć nie do upilnowania. Każde dziecko jest na wagę złota.

mala redakcja 7
mala redakcja 3

Efekty prac Małej Redakcji możecie oglądać w KUKBUK Dzieciaki. W środku znajdziecie wywiady z warzywami, opowieści o bakteriach i instrukcję wyhodowania fasoli. Są też komiksy, rysowanki i gry, opowiadania i felietony, a także proste przepisy, w sam raz na początek przygody z gotowaniem. Są też dowcipy – wcale nie suchary. Zapraszamy do lektury!

Numer do kupienia w sklepie KUKBUK-a! <KILIK>

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: