Kasia Burzyńska: stresuję się tylko w kuchni - KUKBUK

Kasia Burzyńska: stresuję się tylko w kuchni

Zawsze musi mieć przepis. Nie tylko w trakcie gotowania, lecz także w życiu.

Rozmawiała: Basia Starecka, zdjęcia: Bernard Hołdys

kasia burzynska wywiad kukbuk

Mówi o sobie, że jest perfekcjonistką. Wymaga dużo, a najwięcej od siebie. Szczególnie w kuchni. Jej dania muszą być najlepsze na świecie i wszystkim smakować. Chyba jej się to udaje, bo deser, który nam zaserwowała, był wyśmienity! Jak wygląda jej kuchnia na co dzień? Kasia Burzyńska zdradza nam, czym osładza sobie życie.

 

Który sprzęt kuchenny jest twoim największym odkryciem?

Blender kielichowy odmienił moje życie! Kiedy go dostałam, odkryłam, że potrafi mleć nawet orzechy, dzięki czemu zaczęłam robić wegańskie serniki na bazie nerkowców.

 

Nerniki! Czym poza nimi osładzasz sobie życie?

Czekoladą! Używam jej do brownie na płatkach owsianych, ciast na bazie daktyli i solonego karmelu oraz musów z tofu. Na słodko jadam również śniadaniowe omlety.

 

Wieczorem prażę orzechy i dobieram je tak, żeby przyjemnie ze sobą współgrały. Są zawsze pod ręką, na stole, w misce z wiewiórką. Czasami robię też wegańskie krówki – mieszam masło orzechowe z małej manufaktury PureRein z olejem kokosowym i syropem daktylowym. Zamrażam i robię z tego krówki.

 

Skąd wzięła się ta słabość do słodyczy?

Kiedy zaczęłam karmić mojego synka Henia, pomyślałam, że muszę ograniczyć ilość słodyczy. Chciałam, żeby były bardziej zdrowe niż te, które jadałam do tej pory. Karmiąc Henia, co na początku długo trwało, jedną ręką szukałam przepisów. Potem je przerabiałam po swojemu, aż doszłam do takiej wprawy, że zaczęłam je wymyślać od początku.

kasia burzynska wywiad kukbuk
kasia burzynska wywiad kukbuk

Na Instagram, prócz zdjęć deserów, wrzucasz przepisy.

Tak, zaczęłam, bo ludzie mnie o to prosili. Często potem dostaję od nich zdjęcia dań, które zrobili na podstawie moich receptur. To bardzo miłe. Większość przepisów na zdrowe dania jest skomplikowana, wymaga kupowania trudno dostępnych składników. Staram się więc, żeby moje przepisy były proste, szybkie i smaczne, bo na inną kuchnię nie mam czasu. Moje jedzenie jest banalne, ale za to wygląda super i tak samo smakuje.

 

Co jesz na śniadanie?

Kulki mocy. To zmiksowane orzechy, pestki, nasiona, owoce, daktyle, obtoczone w nasionach chia i maku. Dodają energii przed treningiem i po nim. Przepis znalazłam u Ani Lewandowskiej. Wyciągam je wieczorem z zamrażarki i zjadam rano dwie, trzy sztuki. Często na śniadanie jem też smoothie bowl w mojej ukochanej leciutkiej misce z jesionu. Miksuję mrożone banany z innymi owocami oraz masłem orzechowym i dekoruję ulubionymi orzechami lub nasionami. To pięknie wygląda i bosko smakuje, a przede wszystkim na długo zapewnia nasycenie i energię.

 

Jak przy takiej ilości słodyczy, nawet zdrowych, udaje ci się zachować szczupłą sylwetkę?

Regularnie chodzę na siłownię albo fitness. Ruszałam się nawet w ciąży, dzięki czemu mogłam pracować do samego końca. Przy okazji przekonałam się, że sporo zajęć, które są proponowane kobietom w ciąży, zupełnie się dla nich nie nadaje. Trafiłam między innymi na takie, podczas których ciężarne miały robić… brzuszki. Wtedy postawiłam na trenerkę personalną, a po urodzeniu dziecka na fizjoterapeutkę. Bo mimo że się strasznie starałam, żeby wszystko dobrze funkcjonowało, nie uniknęłam spięcia barków od karmienia i noszenia Henia, który waży teraz 7 kilogramów.

kasia burzynska wywiad kukbuk
kasia burzynska wywiad kukbuk

Zdarza ci się ćwiczyć z mężem?

Nie, bo jesteśmy małżeństwem, które rywalizuje ze sobą. Nawet gdy gramy w kości czy scrabble, a zdarza nam się to często, nie życzymy sobie nawzajem wygranej. Poza tym uważam, że z pewnością wyprzedziłabym Łukasza na 100 metrów, o ile lubiłabym biegać (śmiech).

 

Pracujesz, wychowujesz synka, jak udaje ci się wcisnąć w grafik jeszcze sport?

Jeśli się ze sobą na coś umówię, to nie ma przebacz. Nigdy nie miałam problemu z motywacją. Kiedy brakuje mi czasu, to po prostu ćwiczę przy YouTubie. A tak staram się raz w tygodniu spotkać z moją trenerką, by potem jeszcze dwa, trzy razy pobiec na zajęcia fitness.

 

Co cię motywuje?

Muszę widzieć efekt i zrobię wszystko, żeby go osiągnąć. Tak jest również z ćwiczeniami. Jeśli chcę mieć superbrzuch, to będę go ćwiczyć nawet codziennie! Tak samo jest z gotowaniem i z pracą. Nie znoszę niekompetencji i braku profesjonalizmu. Lubię, gdy wszystko jest zapięte na ostatni guzik.

 

To dla twoich widzów może być zaskakujące wyznanie, bo kojarzą cię raczej z wyluzowaną, rozrywkową dziewczyną.

To dlatego, że miałam epizod w nieodżałowanej Radiostacji oraz przez ponad pięć lat pracowałam w MTV i w dodatku wciąż śpiewam, o czym można się przekonać, również przeglądając mój Instagram. Po latach widzę, że to była jedyna praca, po której zostały mi trwałe relacje towarzyskie.

 

To były czasy startu wielu polskich zespołów, które dziś mają ugruntowane pozycje. Teraz spotykamy się w Planie B, obok którego mieszkamy. Dzisiaj jesteśmy już w takim wieku, że częściej spotykamy się w domu i jemy albo wychodzimy zjeść i się napić. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tańczyłam, i nie było to wesele ani sylwester.

 

Często przyjmujesz gości?

Bardzo! W trakcie urządzania mieszkania były spory, czy stół ma być mniejszy, czy większy. Zdecydowaliśmy się na większy, ale i tak jest za mały, by pomieścić wszystkich naszych przyjaciół. Na szczęście mamy dodatkowych sześć krzeseł, które są wiecznie w użyciu. Mówimy na te spotkania „kulinarne festiwale”, bo są z reguły tematyczne. Mieliśmy już festiwal gofrów, wegańskich ciast, kanapek, past kanapkowych, pizzy, makaronów i buraka. Bardzo lubimy gotować, więc nie chodzimy często do restauracji, również dlatego, że sporo naszych przyjaciół nie je mięsa, a my jemy je bardzo rzadko. Tymczasem z bezmięsną ofertą na mieście wciąż jest krucho.

 

Nie jesz mięsa w ogóle?

Tylko kiedy odwiedzam moich rodziców. Oni jedzą go bardzo dużo, ale na wsi mięso jest zdecydowanie lepszej jakości. Mama powiedziała, że jeśli nawet u niej nie będę go jeść, to się załamie. Nie jest to dla mnie łatwe, ale robię to dla miej. Natomiast mama Łukasza [męża Kasi, Łukasza Sychowicza – przyp. red.] pod wpływem nas oraz siostry Łukasza i jej partnera, którzy również nie jedzą mięsa, zaczęła robić świetne kotlety ziemniaczane i jajeczne, eksperymentuje z tofu, gotuje wyśmienite zupy i kremy warzywne, a desery przyrządza na spodach daktylowych. Wymieniamy się inspiracjami. Moja teściowa potrafi do tego wszystko ładnie podać, jej potrawy zawsze pięknie wyglądają.

 

Zdarza ci się gotować wspólnie z Łukaszem?

Nie, bo mamy zupełnie inne podejście do gotowania. Ja potrzebuję przepisu. Nieważne, czy będzie mój, czy nie, musi być spisany. Za to mój mąż potrafi improwizować. Nie potrzebuje instrukcji, wystarczy mu parę produktów, bo ma fantazję kulinarną. Ja jestem bardziej poukładana, a kuchnia jest jedynym miejscem, w którym się stresuję.

 

Naprawdę?

Tak, bo jestem perfekcjonistką, wszystko musi mi wyjść i być bardzo smaczne. Zależy mi na ostatecznym efekcie, chcę żeby wszyscy zajadali się moim daniem. Przez to nie mam takiej swobody jak Łukasz i gdy robię coś pierwszy raz, to jestem elektryczna.

 

W pracy też tak masz?
Tak. Teraz marzy mi się program autorski. Lubię „Pytanie na śniadanie”, w którym pracuję, robiąc wywiady z gwiazdami, tak zwane ekskluzywne. Dzięki temu mogę dotykać wielu tematów, w których się świetnie odnajduję, od kulinarnych, przez muzyczne, aż po dziecięce. Chciałabym kiedyś prowadzić „Pytanie na śniadanie”. To mój kolejny plan.

kasia burzynska wywiad kukbuk
© KUKBUK 2017