Globalne zaburzenie odżywiania - wywiad z Michaelem Pollanem - KUKBUK

Globalne zaburzenie odżywiania – wywiad z Michaelem Pollanem

Co jeść, żeby nie szkodzić sobie i środowisku? Na to pytanie stara się odpowiedzieć Michael Pollan. Zapraszamy was na wywiad i film!

Kolaż: Aleksandra Morawiak/Liquid Memory

michael pollan wywiad kukbuk

Już 13 grudnia odbędzie się kolejny pokaz z cyklu proponowanego przez inicjatywę Films for Food. Tym razem obejrzymy wspólnie film „W obronie jedzenia”, który przedstawia fascynującą podróż po świecie kulinariów, w której przewodnikiem jest Michael Pollan, amerykański pisarz i wykładowca dziennikarstwa na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Napisał kilka książek, w których roztrząsa sprawy żywienia, a z nami porozmawiał o tym, co jemy i jak, jak się zmieniamy w kwestii kulinarnej i nad czym powinniśmy się zastanowić.

 

Cały wywiad przeczytacie w KUKBUK-u Sklepy Cynamonowe, a jeśli poniższy fragment narobi wam apetytu, koniecznie weźcie udział w konkursie, w którym do wygrania są wejściówki do kina Muranów na pokaz „W obronie jedzenia” w ramach inicjatywy Films for Food. Po pokazie odbędzie się dyskusja, którą poprowadzi nasza wydawczyni, Daria Pawlewska, a jej gośćmi będą: Dorota Metera, ekspertka od rolnictwa ekologicznego i prezes Bioexpert, Piotr Petryka, który razem z żoną Agnieszką Kręglicką prowadzi sieć restauracji, Magdalena Święciaszek, oraz Maia Sobczak, autorka bloga i książki „Qmam kasze”.

 

KUKBUK SKLEPY CYNAMONOWE DO KUPIENIA W SKLEPIE INTERNETOWYM <<<KLIKNIJ TUTAJ>>>

 

Z Michaelem Pollanem rozmawia Anna Tatarska.

 

Kim jest człowiek, który zasiada do posiłku w 2016 roku?

Mieliśmy pokolenie, które, zafascynowane technologicznymi nowinkami i przemianami w stylu życia, zapomniało o jedzeniu. Było ono tanie, w dużych ilościach, smakowało dobrze – i na tym kończył się temat. Nie zastanawiano się, skąd pochodzi, w jakich warunkach docierało na nasze talerze. Dziś ludzie znowu przywiązują do tego wagę. Bez względu na kontekst, to dobrze.

 

Mówi pan, że my, ludzie, jesteśmy zwierzętami, które gotują. W telewizji mamy obecnie prawdziwy urodzaj rozmaitych programów kulinarnych. To dobry trend?

Uważa pani, że programów kulinarnych jest za dużo i że to niedobrze? Pewnie ma pani rację, bo prawdopodobnie ich widzowie siedzą na kanapie, jedzą i oglądają te programy, zamiast gotować z bliskimi (śmiech). Ale do rzeczy: jak już wspomniałem, obecnie kultura jest bardzo zainteresowana jedzeniem. Ta fascynacja nosi wręcz znamiona obsesji, ale myślę, że to mimo wszystko dobra rzecz. Na pewno jest wiele programów kulinarnych, które zniechęcają ludzi do gotowania. Sprawiają wrażenie, że gotowanie jest skomplikowane: w świetle fleszy błyszczą profesjonalne noże, płomienie wznoszą się pod sufit niczym fontanny, zegar bezlitośnie odmierza czas… A przecież w rzeczywistości to tak nie wygląda. W efekcie jesteśmy skłonni myśleć, że lepiej pozostawić gotowanie specjalistom, bo i tak nam nie wyjdzie. Wzmacnia się poczucie lęku. Oczywiście mówię tu o gotowaniu na poziomie restauracyjnym, a tego większość z nas i tak nigdy nie będzie robić. Domowe gotowanie, przygotowywanie posiłków na co dzień to całkiem coś innego. Taką wizję prezentował między innymi serial „Cooked” [dostępny w Polsce na platformie Netflix – przyp. red.], który wyprodukowaliśmy jakiś czas temu z doskonałym dokumentalistą Alexem Gibneyem. To właściwie coś w rodzaju programu antykulinarnego. Już na samym początku widzimy 82-letnią Australijkę, która wyciąga z ziemi jaszczurkę, rozbija jej głowę, po czym, opiekając w ognisku, zamienia w obiad. To jest sygnał: nie oglądasz typowego program o gotowaniu. W „Cooked” patrzymy na gotowanie z antropologicznego i społecznego punktu widzenia, wnikamy w podłoże tego, czym jest wymiana pomiędzy ludźmi a przyrodą, nami a tą jaszczurką czy czymkolwiek innym, co jemy. Nie działałbym tak aktywnie, gdybym nie miał nadziei, że to, co robię, ma między innymi szansę przywrócić do łask ten rodzaj podejścia i być może zainspirować niektórych do powrotu do gotowania.

 

Serial, o którym pan wspomniał, jest oparty na pana książce. Pisał ją pan 20 lat. Czy filmowa wersja rozszerzyła pana autorską perspektywę?

Producenci i reżyserzy wzięli na warsztat moją amerykańską historię – USA i tamtejsza kultura jedzeniowa to pole, na którym jestem ekspertem – i zrobili z niej globalną opowieść. To wspaniale, bo gotowanie to naprawdę jeden z najbardziej uniwersalnych tematów. Wszyscy mamy do czynienia z przygotowywaniem jedzenia dla naszych rodzin, wszyscy zmagamy się ze zdrowotnymi efektami naszego odżywiania – bez względu na to, kim jesteśmy i gdzie żyjemy.

 

Co jest zdrowsze – mięso czy rośliny?

Warzywa. Rośliny.

 

Jak to? Przecież mięso daje więcej energii, sprawia, że rośniemy, jesteśmy więksi i wyżsi!

Sprawa wygląda tak: mięso jest pożywne, bez dwóch zdań. Ma wszystkie istotne aminokwasy, których ciało człowieka potrzebuje, by rosnąć. Wśród roślin, które znamy, jest tylko jedna, która ma takie działanie: komosa ryżowa. Mięso zawiera witaminę B12, której nie możemy uzyskać z roślin. Za to możemy pozyskać ją z bakterii, które spożywa się jako część diety wegetariańskiej. Ludzie potrafią bardzo dobrze żyć na diecie wegetariańskiej – żyją dłużej, rzadziej zapadają na choroby serca. A semiwegetarianie, którzy jedzą mięso okazjonalnie, są tak samo zdrowi jak wegetarianie.

 

Doskonale pamiętam wstrząsającą lekturę książki Jonathana Safrana Foera „Zjadanie zwierząt” o produkcji mięsa w warunkach przemysłowych.

Nawet na niby-niewinnych farmach mlecznych potrzebne są samce do nieustannej inseminacji mlecznych krów. Nowo narodzone młode idą na mięso, a ich matki też zostaną prędzej czy później zamienione na hamburgery. To wszystko jest skomplikowane, etycznie nie tak oczywiste, jak chcielibyśmy myśleć. Myślę, że w naszym jadłospisie jest bardzo mało miejsca na mięso. A nie ulega wątpliwości, że wszyscy jemy go o wiele za dużo. Aż trudno uwierzyć, ale przeciętny Amerykanin spożywa dziewięć uncji [około 255 gramów – przyp. red.] mięsa dziennie!

Organizacja World Watch, działająca na rzecz środowiska, wyliczyła, że gdyby Chińczycy zdecydowali, że chcą jeść mięso w takiej samej ilości jak Amerykanie, potrzebowalibyśmy ponad dwukrotnie większej Ziemi, by móc wyhodować wystarczająco dużo zboża koniecznego do wyżywienia tych zwierząt.

Sposób, w jaki produkujemy mięso, nie jest w żadnej mierze zrównoważony. Nie jestem jednak za porzuceniem mięsa. Warto pamiętać, że gdybyśmy wszyscy przeszli na wegetarianizm, wiele zwierząt i tak zostałoby przy okazji zabitych.

 

Ciekawi, co jeszcze do powiedzenia (i pokazania) ma Michael Pollan? Do zobaczenia w kinie!

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: