Brownie lepsze niż sałatka - KUKBUK

Brownie lepsze niż sałatka

Z Sarah Britton, autorką bloga i książki „My New Roots”, rozmawiamy o pokusach, zasadach i… kolejnej książce.
sarah britton

Sarah odwiedziła Polskę z okazji premiery polskiej edycji swojej książki „My New Roots”. Spotkaliśmy się z nią na warsztatach kulinarnych, gdzie wspólnie ugotowaliśmy i z apetytem zjedliśmy obiad – pan bagnat z pastą ze słonecznika i warzywami, pieczoną dynię z czarnym ryżem i sosem z tahini i mandarynek oraz pudding chia z jagodami i kardamonem. Sarah kręciła się między kuchenką a piekarnikiem, doradzała i sprawdzała, czy sos tahini jest dobrze przyprawiony, a pasta odpowiednio kremowa. Gdy talerze były już puste, przyszła pora na pogawędki. Jak wygląda prawdziwe życie blogerki, która określana jest królową zdrowego odżywiania?

 

Sarah, to ty jesteś autorką receptury na life changing bread – chleb zmieniający życie, bochenek zrobiony z samych ziaren i zdrowych dodatków. Czy w jakiś sposób zmienił twoje?

Zawsze bardzo lubiłam pieczywo, a gdy zaczęłam się zdrowo odżywiać, porzucenie chleba było dla mnie najtrudniejsze. Dzięki temu przepisowi nadal mogę go jeść kiedy tylko chcę, także w postaci tostów. Ten przepis bardzo wypromował mojego bloga, zmienił też życie moich czytelników. Często dostaję od nich listy, na przykład ostatnio napisała do mnie mama, która piecze go dla swojej córki chorującej na celiakię, ale odżywia się nim cała rodzina i wszyscy czują się lepiej. Oczywiście zdarza mi się jeść normalny chleb – wybieram taki na zakwasie. W Danii mamy świetne piekarnie!

 

Czyli czasami porzucasz swoje zasady?

Często spotykam ludzi z naprawdę restrykcyjnymi zasadami żywieniowymi – to takie nudne! Przecież jedzenie to przyjemność, a ta zupełnie zanika, jeśli zasady stają się zbyt ostre. Ja taka nie jestem. Jeśli zjem kawałek dobrego chleba albo bułeczkę z cynamonem z ulubionej piekarni, nie umrę od tego ani nie przytyję. Ważny jest rozsądek.

 

Masz jakieś inne zdrowe nawyki?

Codziennie rano piję wodę z cytryną – kawy nie potrzebuję, ale swoją szklankę wody muszę mieć codziennie. Każdego dnia staram się też ruszać – lubię jogę, tańczę, jeżdżę na rowerze i dużo spaceruję. To sprawia, że czuję się dobrze w swoim ciele. Muszę być silna, bo mój syn jest wyjątkowo duży jak na swój wiek, a czasem trzeba go nosić! (śmiech) Do tego przed każdym posiłkiem lubię na chwilę się wyciszyć i podziękować losowi za to, że mogę jeść to, co chcę, kiedy chcę i z kim chcę. Często zapominam jaka ze mnie szczęściara.

sarah britton

Jesz dużo smoothie bowl – zimą też? Te zamarznięte owoce wyglądają naprawdę lodowato.

To moje główne śniadanie latem i wiosną. Jem ich dużo więcej, niż publikuję na instagramie, ale czasem powstrzymuję się od wstawiania zdjęć, bo wydaje mi się, że wszystkich zanudzam. Mrożone owoce pięknie wyglądają i szybko miękną w smoothie, które mieszam zaraz po sfotografowaniu, nie mogłabym ich chrupać. Zimą jem głównie owsianki, potrzebuję rozgrzać się z rana, bo duńska pogoda nie rozpieszcza.

 

W twojej książce i na blogu pełno jest zdrowych deserów. Który jest ulubiony, a który najzdrowszy?

To jak pytać o ulubioną piosenkę! (śmiech) Lubię wszystkie, ale najzdrowszy jest chyba pudding chia z jagodami i kardamonem, który jem zarówno na śniadanie, jak i na deser. Uwielbiam też surowe brownie, jest pełne zdrowia i lepsze niż sałatka – w jednym kawałku dostarczam sobie dzienną dawkę witamin, magnezu, błonnika, zdrowych tłuszczy. Serotonina skacze jak szalona!

 

I naprawdę da się poprzestać na jednym kawałku?

Tak, jest bardzo intensywne w smaku. Większość od razu pakuję do zamrażarki i potem mogę w każdej chwili zjeść zdrową i pożywną przekąskę. Ale nie zawsze jestem taka opanowana, moja największa słabość to muffiny. Kiedy piekę je w porze śniadania, za jednym posiedzeniem potrafię zjeść sześć. Nie robię sobie z tego powodu wyrzutów sumienia, bo to zdrowe wypieki, z marchewką czy cukinią, zdrowym tłuszczem i pełnoziarnistą mąką. Po prostu nie jem lanczu.

 

W twoich przepisach jest sporo akcentów bliskowschodnich: tahini, sezamu, granatów. Dlaczego?

Bardzo lubię te smaki, dużą inspiracją jest oczywiście Yotam Ottolenghi i jego książki. Mocne i wyraźne aromaty są ważne zwłaszcza przy gotowaniu wegetariańskim, bez nich jedzenie nie byłoby zbyt ekscytujące. To nadal relatywnie nowe smaki, nie mogę się nimi najeść. Są dla mnie czymś w rodzaju wegetariańskiego umami.

 

Kończysz właśnie nową książkę. Co w niej znajdziemy?

Klimat pozostanie ten sam, ale tym razem przedstawię przepisy bardziej ekonomiczne. Dostawałam wiele sygnałów od ludzi, którzy nie mogą znaleźć niektórych składników lub są one niedostępne ze względu na cenę. W nowej książce coś dla siebie znajdzie samotna mama, która mieszka daleko od dużego supermarketu, studenci, single. To będzie książka dla ludzi, którzy chcą zdrowo gotować, ale nie chcieliby przy tym wywracać do góry nogami swojego budżetu i codziennego planu dnia. Mam nadzieję, że skończę ją pod koniec zimy, a w Polsce pojawi się pewnie za rok, bo jako pierwszy kraj kupiła prawa. Poczekajcie!

 

 

 

KLIKNIJ TU I WYGRAJ KSIĄŻKĘ SARAH BRITTON „MY NEW ROOTS” 

© KUKBUK 2017