Agata Wojda: Poczytaj mi w kuchni - KUKBUK

Agata Wojda: Poczytaj mi w kuchni

Kupuję książki, ale nie mam czasu ich czytać. Dlatego najczęściej wybieram te dla dzieci i oglądam obrazki.

Rozmawiała: Basia Starecka; fotografowała: Kasia Stadejek

Agata Wojda Poczytaj mi w kuchni kukbuk

Agata Wojda, szefowa kuchni restauracji Opasły Tom, felietonistka i blogerka KUKBUK-a. Pod jej palce ktoś podłożył dynamit, który eksploduje w jej tekstach. Dlatego tym razem nie będziemy rozmawiać z Agatą o gotowaniu, ale o pisaniu, powracającym motywie dzieciństwa i książkach dla dzieci. Tych kulinarnych również.

 

Jaką książkę ostatnio kupiłaś?

Dzisiaj nowego Kunderę. Kupuję dużo książek. Mam ulubioną księgarnię. Bajbuk się nazywa. Bardzo ją lubię. Siadam sobie na ich kolorowej kanapie, a oni mi robią herbatę. Działam jak talizman. Tylko zasiądę, pojawiają się ludzie. Jak się rozpędzę, to nawet doradzam klientom.

 

Kupujesz czy czytasz?

Kupuję, czytać nie mam kiedy. Mam nałóg kupowania – nie kosmetyków, nie ciuchów, ale książek właśnie.

 

Na blogu, który prowadzisz w naszym serwisie, często pojawia się literatura dziecięca.

Bo ja się na niej świetnie znam i też ją nałogowo kupuję. Nie ma w tym żadnego celu, nie zbieram jej dla jakiegoś dziecka. Co prawda dzieci wokół mnie jest mnóstwo, ale jeśli już mam któremuś dać książkę, to muszę mieć drugi egzemplarz dla siebie.

 

Co ci się podoba w literaturze dziecięcej?

Obrazki! Uwielbiam ilustracje. Szukam dobrych rysowników. Do tego stopnia, że zastanawiałam się nieraz, który z nich mógłby zilustrować moją książkę. Bo jeśli kiedyś napiszę książkę kucharską, to nie będzie w niej zdjęć, tylko rysunki. Chociaż mnie, czytelnika i kucharkę zarazem, denerwują takie książki, w których przepisy są bez zdjęć. Decyzję, czy przepis mi się podoba, czy nie, podejmuję na podstawie zdjęć właśnie. Jeśli obrazek mi się podoba, zaczynam się wczytywać w składniki, a potem w przepis.

Agata Wojda Poczytaj mi w kuchni kukbuk

Zastanawiam się, czy rysunek, prócz wszystkich swoich artystycznych walorów, może być równie apetyczny jak zdjęcie potrawy.

Rysunek na pewno bardziej intryguje formą, niż pobudza zmysły. Ale pisałam kiedyś na blogu o takiej jednej świetnej ilustrowanej książce kucharskiej. „They draw & cook” to zbiór rysunkowych przepisów z całego świata. Polscy ilustratorzy też się tam znaleźli. W mojej książce prócz rysunków i przepisów będą jeszcze historyjki, jak na blogu, takie anegdoty wprowadzające do przepisu.

 

Ulubiona książka kucharska?

„Jerozolima” Yotama Ottolenghiego za różnorodność kuchni. Lubię też książki szefów kuchni i restauratorów z przepisami z konkretnych restauracji. Szczególnie tych, co karmią. Bo dziś mamy dwa typy gastronomii – karmiącej i wydziwiającej. Z tej drugiej nie da się gotować. Masz przepis, który ciągnie się przez parę stron i dni. Śledzę też kulinarne blogi, dzięki nim podglądam świat, a w szczególności Nowy Jork. Wiesz, że tam wszyscy teraz podają rzodkiewkę? Albo pociętą w cieniuchne plastry, albo rąbniętą na pół, albo tylko jej liście. Fiksują na punkcie rzodkiewki, nie wspominając o kalafiorze. Tam się teraz je tylko rzodkiewki i kalafiora.

 

Do papierowego wydania KUKBUK-a piszesz felietony, a w każdy wtorek publikujesz wpis na blogu w naszym internetowym wydaniu. Masz bardzo charakterystyczne, soczyste, wyrobione pióro. Czy ćwiczyłaś je przed współpracą z nami?

Nie.

 

To skąd u ciebie taka łatwość zapisywania myśli, może pisałaś pamiętnik?

Zawsze dużo czytałam, bo miałam zakaz oglądania telewizji. Wychowałam się też na Programie Drugim Polskiego Radia. Tak ćwiczyłam wyobraźnię.

 

W twoich blogowych tekstach, prócz literatury dziecięcej, można znaleźć wspomnienia z dzieciństwa. Chętnie do niego wracasz. Tęsknisz za beztroską?

Chyba tak, bo ja codziennie coś muszę. Chciałabym, żeby wreszcie przyszły do mnie przyjemności. Umiem je sobie znajdywać, wyjadę do lasu, pozbieram grzyby, ale czasu mam na to mało. Wtedy przypominam sobie działkę dziadka, na której suszył pomidory i robił powidła z porzeczki przez „ż”. Albo puszczam sobie takie filmy jak „Wakacje z duchami”. Nawet obraz mi niepotrzebny, wystarczy, że słyszę muzykę. Ona mnie wycisza, uspokaja.

 

Przyroda jest dla ciebie bardzo ważna.

Tata i brat są myśliwymi. To się źle kojarzy, ale oni bardzo kontemplują ten las. Tata wlezie na ambonę i patrzy na zieleń. Bardziej ją podziwia, niż aktywnie z niej korzysta. Praca myśliwego to nie tylko zabijanie, koła łowieckie odpowiedzialne są przede wszystkim za zasoby, szkody, dokarmianie zwierząt zimą. Gdy się zastanawiam: woda, las czy góry, to zdecydowanie wybieram las. Zakochuję się w miejscach, ale zawsze w tych dostępnych. Żeby móc do nich wrócić. Tak się pilnuję, gdy jestem gdzieś daleko i jest fantastycznie, żeby tylko nie popłynąć. No bo jeśli nie wrócę już tam nigdy, to zostanie tęsknota! Lubię rzeczy realne, nie zabujam się w Toskanii, prędzej we własnej działce.

© KUKBUK 2017