Święta całe w dźwiękach - KUKBUK

Święta całe w dźwiękach

Czego słuchać do karpia, pierogów i kutii?

Tekst: Agata Michalak

swieta kukbuk

Przychodzą goście, sadowią się za stołem, składają sobie życzenia. Obok dodatkowego nakrycia parują pierogi i barszcz z uszkami, światło świec odbija się w karpiowej galarecie. W tle z głośników sączą się kolędy w wykonaniu Justyny Steczkowskiej, Katarzyny Groniec albo Grzegorza Turnaua. Wolelibyście jakiś mniej nabożny podkład do wigilijnej kolacji? Służymy wyborem stonowanym, choć gustownym i – oby! – trafiającym w muzyczne gusty różnych pokoleń.

 

Zaczynamy subtelnie, sytuując się odpowiednio w czasie i przestrzeni – to dzięki Reginie Spektor i jej „ („). Szkolony głos i fortepianowe umiejętności Amerykanki nadają opowieści miłosnej dramatyczne brzmienie, a jej żydowskie i rosyjskie korzenie wprowadzają lekką dysharmonię. Dla ukojenia Jan Kiepura, którego „usta milczą, dusza śpiewa”. Los polskiego śpiewaka był wszakże podobny do losu Reginy – najlepsze lata przeżył w Nowym Jorku.

 

Następna w kolejce jest wyjątkowo melodyjna i chwytająca za serce „ formacji A.O.S., utwór, który znajdziemy na niepokojącej ścieżce dźwiękowej filmu „. Jeśli wierzyć internetowi, to jedyny utwór nagrany przez ten duet z holenderską wokalistką Fay Lovsky. Skojarzenie z soundtrackiem filmu Olivera Stone’a wiedzie nas do Leonarda Cohena, który podejmuje melancholijną grę i intymnym głosem snuje opowieść o daremnym oczekiwaniu na cud („). Głos barda, który dla pokolenia dzisiejszych pięćdziesięcio- i sześćdziesięciolatków oznaczał wolność, przepływa dalej w „. Jeśli wasi goście jeszcze się nie rozczulili, na pewno przyczyni się do tego „ Dire Straits, nucona na przydechu przez niezawodnego Marka Knopflera. By dopełnić dzieło wzruszenia, do naszego zestawu bardów lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych zapraszamy zachrypniętego Joe Cockera z „.


Gdy goście powoli zaczynają wierzyć, że do kolacji przygrywać nam będą tuzy sprzed trzech dekad, na naszej ścieżce dźwiękowej dokonuje się wolta i rozbrzmiewa charakterystyczny północno-angielski wokal Jamesa Skelly’ego z The Coral.


 

Chwilę później chórki i przyjemne gitarowe tło przenoszą nas na liryczny dancing, którego wodzirejem jest jeden z najzdolniejszych wokalistów młodego pokolenia, Pablopavo. Johnny Cash – idol, któremu warszawski muzyk zazdrości głosu i weny, wprowadza do naszego muzycznego repertuaru momenty jak z kafejki na Dzikim Zachodzie, a bawiący się słowem i muzycznymi skojarzeniami wielki Lou Reed przekonuje naszych gości, że ten dzień jest wprost idealny („). Puszczamy mimo uszu wypowiadane przez wielbicieli mocnych wrażeń sugestie, jakoby ten utwór miał być czymś innym niż prostym i pięknym hymnem na cześć bycia tu i teraz, bo oto dzikie chwile w „ oferuje nam kryształowogłosa Jessie Ware.

 

Od szalonych wybryków przechodzimy znowu do momentów księżycowych, a to za sprawą Bat for Lashes, czyli zjawiskowej Natashy Khan śpiewającej w „ o niedźwiedziu, który mógłby nakarmić jej duszę mlekiem i miodem. Jej głos przypomina nam Tori Amos w jego najbardziej uładzonym wcieleniu, dlatego teraz na scenie pojawia się śpiewająca mezzosopranem Amerykanka i jej „, a po niej Kate Bush z „, czyli opowieścią o miłości, którą czas pokrył patyną. Innego uczucia domaga się w „ Ian Brown, wciąż w towarzystwie kolegów z The Stone Roses. Udało się – my go uwielbiamy, w dodatku w każdym wcieleniu – solo i w zespole zawieszonym w 1996 roku i powołanym na nowo do życia trzy lata temu. Nie mniej miejsca w naszych sercach zajmuje krajan Browna Jarvis Cocker i jego formacja Pulp. Brytyjczycy nie tylko świetnie się starzeją, ale i energii mają za legion młodszych zespołów, czego dowodzi „, piosenka, która na początku jest wyśpiewywana fałszywie spokojnym barytonem, by po chwili wybuchnąć.

 

Podobny tembr głosu, poczucie humoru i zniewalający męski urok ma Mike Patton, który w coverze hitu Lionela Richie („) rozmiękcza najtwardsze damskie serca – tym bardziej, im goręcej deklaruje, że porzucenie kochanej (niegdyś) dziewczyny nie robi na nim wrażenia. Kolana miękną też fankom przystojnego Johna Legenda, który do naszego świątecznego wieczoru wprowadzi trochę czarnego feelingu za pomocą wyciszonego „. Gdy nasi goście wczują się już w tę atmosferę, rozbuja ich „wędrujące oko” („) Fat Freddy’s Drop, które wspaniale zaanonsuje rozluźniający czas deserów. Tam króluje już Aloe Blacc i jego nieco dramatyczne „, które wpuszczamy na listę ze względu na niosące nadzieję trąbki.


Kłaniając się wielbicielkom ładnych, śpiewających chłopców, podsuwamy gościom jeszcze Craiga Davida w duecie ze Stingiem w „Rise & fall”.


 

I trudno powiedzieć, co jest tutaj lepsze: głos niezawodnego Gordona Matthew Sumnera czy pełne uczucia spojrzenie Craiga w teledysku. Grunt, że część talentu taty Stinga spłynęła na córkę, Coco Sumner, czego dowód słychać dobrze w „.

 

I tym dyskotekowym fragmentem zamknęlibyśmy nasz muzyczny kramik, gdyby nie potrzeba odpowiednio epickiej klamry. Nie, nie będzie to U2 ze swoim nieznośnym optymizmem. Na zakończenie, nieironicznie, puszczamy „ Depeche Mode, czyli odę do uczuć, nie słów. Po tym akcencie, w ciszy, goście rozchodzą się do domów.

Do słuchania nad karpiem:

Regina Spektor, „, 2:10

Jan Kiepura, „, 3:01

A.O.S., „, 2:39

Leonard Cohen, „, 7:52

Leonard Cohen, „, 3:48

Dire Straits, „, 4:51

Joe Cocker, „, 3:28

The Coral, „, 2:20

Pablopavo i Ludziki, „, 4:33

Johnny Cash, „, 4:09

Lou Reed, „, 3:44

Jessie Ware, „, 4:04

Bat for Lashes, „, 3:03

Tori Amos, „, 3:55

Kate Bush, „, 3:30

Stone Roses, „, 4:33

Pulp, „, 4:30

Faith No More, „, 3:22

John Legend, „, 4:55

Fat Freddy’s Drop, , 5:27

Aloe Blacc, „, 4:17

Craig David & Sting, „, 4:52

I Blame Coco, „, 3:11

Depeche Mode, „, 4:36

Razem: 96:50

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: