"Smak curry", czyli jedzenie, które uszczęśliwia - KUKBUK

„Smak curry”, czyli jedzenie, które uszczęśliwia

Podobno bombajscy dhabbawallahs, czyli dostarczyciele lunchów w największej hinduskiej metropolii, nigdy się nie mylą i zawsze przywożą menażki pod wskazany adres. Na szczęście dla Ili i zgorzkniałego pana Fernandesa, zdarza się im jednak popełnić błąd.
„Smak curry”, czyli jedzenie, które uszczęśliwia „Smak curry”, czyli jedzenie, które uszczęśliwia „Smak curry”, czyli jedzenie, które uszczęśliwia „Smak curry”, czyli jedzenie, które uszczęśliwia „Smak curry”, czyli jedzenie, które uszczęśliwia „Smak curry”, czyli jedzenie, które uszczęśliwia „Smak curry”, czyli jedzenie, które uszczęśliwia „Smak curry”, czyli jedzenie, które uszczęśliwia „Smak curry”, czyli jedzenie, które uszczęśliwia
"Smak curry", czyli jedzenie, które uszczęśliwia

Panowie dostarczają ponoć ponad 100 tysięcy obiadów dziennie, a ich sprawny system badają tęgie głowy z Harvardu. Niesamowite, że działa on tak niezawodnie przy tak niewielkim nakładzie finansowym. Od początku „Smaku curry” Ritesha Batry – wdzięcznej historii miłosnej osadzonej w hinduskich realiach, ale zgoła nie bollywoodzkiej – obserwujemy ich poczynania z oszołomieniem. Liczba przesiadek, środków transportu, ludzkich wysiłków, by tylko obiad trafił na stół wygłodniałego urzędnika, robi ogromne wrażenie. Na naszych oczach maluje się piękny symboliczny obraz jedzenia jako wehikułu uczuć, oznaki troski i społecznej pozycji, bo im ktoś szczęśliwszy i bardziej „zaopiekowany”, tym piękniej, także dla współbiesiadników, pachnie jego obiad.

 

Doświadczona żona, Ila (Nimrat Kaur), stara się naprawić swoje rozpadające się małżeństwo właśnie poprzez kuchnię. Zasięgając rady mieszkającej po sąsiedzku niewidocznej ciotuni („auntie”), z którą komunikuje się przez balkon, Ila gotuje coraz bardziej wymyślne dania, licząc na to, że ich moc rozgrzeje chłodne serce męża (Nakul Vaid). Nie będzie to jednak możliwe, bo nieomylni dhabbawallahs dostarczą owoce jej starań pod zły adres – do smutnego, odchodzącego zaraz na emeryturę i niezbyt przyjemnego Saajana Fernandesa. Bohaterowie szybko się zorientują, że zaszła pomyłka, lecz by naprawdę zaczęło między nimi iskrzyć, potrzebne będą wymienione liściki i kilka dramatycznych zwrotów akcji.

 

Film Ritesha Batry ma dużo wdzięku i lekkiego humoru, który nie przyćmiewa, czy raczej nie rozcieńcza, dość cierpkiego tła. Bohaterowie są w końcu ludźmi raczej nieszczęśliwymi i powodów do zmartwień mają wiele. Cieszy więc to, że „Smak curry” nie zmienia w połowie barw na landrynkowe, a relacja między Ilą i Saajanem rozwija się w niewymuszony, nieco meandryczny sposób, choć dla europejskiego widza może dzieje się to zbyt wolno. Najbardziej jednak do widza przemawia pociecha płynąca z ekranu –wypełnionego pachnącymi plackami, małymi bakłażanami i aromatem egzotycznych przypraw – jedzenie może poprawić jakość życia i uszczęśliwiać. A jeśli mamy dla kogo gotować, tym lepiej.

 

Film „Smak Curry” zainspirował nas do zorganizowania konkursu na przepis dania rozgrzewającego zmysły. Byliśmy ciekawi, czy kiedykolwiek udało się wam osiągnąć podobny do filmowego miłosny sukces z pomocą kulinariów. Otrzymaliśmy wiele ciekawych pomysłów, a zwycięzców zaprosiliśmy na pokaz „Smaku Curry” w kinie Muranów, który zakończył się prawdziwą hinduską ucztą oraz pokazem kulinarnym zorganizowanych przez restaurację Namaste. Wszyscy uczestniczący w pokazie mieli okazję skosztować curry z kurczaka, ryżu basmati, pakory z cebuli i chana masala. O wino do wzniesienia toastów zadbało T-Mobile. Było smacznie!

© KUKBUK 2017

Strony www, marketing internetowy - advertajzing usługi reklamowe w Ełku