Wielkie jabłko Kukbuka - KUKBUK

Wielkie jabłko Kukbuka

Kiedy piszę te słowa, nie sposób uwierzyć, że lato nie trwa wiecznie, a upały nie rozpuszczą naszego kraju jak kulek lodów czekoladowych Ben & Jerry’s.
kukbuk okladka

I choć już od początku wakacji, odkąd przygotowujemy ten numer, nurzamy się w klimacie amerykańskości, zagryzając burbona hot dogiem z ketchupem i patrząc, jak do hiphopowych numerów baunsują skąpo odziani koledzy z redakcji, to wciąż zaskakuje mnie, że jesień czai się za rogiem. Już nawet teraz, w sierpniu, budując suspens, sypnie zwiędłymi liśćmi. Byłoby cool, gdyby to wydanie przyniosło ze sobą pogodową aurę właściwą dla amerykańskiego „Indian summer”, czyli po naszemu – babiego lata. Nie byłoby źle, gdyby słońce prażyło trochę intensywniej we wrześniu i październiku, ludzie częściej uśmiechali się do siebie stojąc w kolejkach, a obsługa weszła na oczko wyższy poziom uprzejmości. Ale na tym koniec marzeń o amerykanizacji. Jesienią poddajemy jej się wyłącznie kulinarnie, eksplorując tradycje klasycznych dinerów (notabene to protoplaści food trucków?) czy podkręcając na trochę zdrowszą modłę wszystkie te sandwicze i frytki. Próbowaliśmy też jeść śniadania po amerykańsku (suto, ale pysznie!) i prześledzić mikroinicjatywy kulinarne, które wykwitają jak grzyby po deszczu w najbardziej „jedzącym” mieście Stanów – San Francisco. Bo w końcu „Wielkie Jabłko” – Nowy Jork – to tylko symbol pewnej kultury, w której jedzenie zarówno w swoich najbogatszych, jak i najprostszych przejawach zajmuje bardzo ważne miejsce.

 

Agata Michalak, redaktorka naczelna

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: