Stolik z widokiem - KUKBUK

Stolik z widokiem

Które warszawskie lokale gastronomiczne mają najbardziej oryginalny, niepowtarzalny wystrój?

Tekst: Ania Nauwaldt
Z wykształcenia architektka, z miłości kucharka, ostatnio najczęściej smakoszka. Związana z pracownią JAZ Plus Architekci. Warszawianka. Najbardziej lubi proste kuchenne przyjemności.

Zdjęcia (poza podpisanymi): materiały promocyjne
Zdjęcie: Jacek Malarski

stolik.jpg

Twardy orzech do zgryzienia ma projektant lokalu gastronomicznego – praca nad koncepcją to zazwyczaj skomplikowana układanka z dziesiątkami elementów, które trzeba dopasować. Jak pogodzić trendy kulinarne z estetycznymi, życzenia inwestora z ergonomią rozwiązań? Jak zrozumieć funkcjonowanie złożonego organizmu, jakim jest kuchnia, i wszystko to ubrać w formę oryginalną, ale nie przegadaną? Nietrudno o banał i ucieczkę w kierunku bezpiecznych, sprawdzonych rozwiązań, które, bezmyślnie powielane, tracą przejrzystość i stają się dla odbiorcy niezrozumiałe. Tak powstają mody, które najbardziej błyskotliwy pomysł potrafią zamienić w pustą, nieznośną formę. Przykładów nie trzeba daleko szukać.

Kilka ostatnich lat w warszawskich lokalach upłynęło pod znakiem współdzielonych masywnych, drewnianych stołów, menu zapisanego kredą na czarnej ścianie-tablicy nad barem i ozdobnych żarówek na długich kablach.

I choć nie można tym pomysłom odmówić estetyki, to wielokrotne, często nieprzemyślane kopiowanie odbiera im cały urok. Czy Warszawa naprawdę potrzebuje jeszcze jednej kawiarni oświetlonej industrialnymi lampami? I czy białe kafle muszą nas otaczać od momentu przekroczenia jej progu?

 

10 GRZECHÓW GŁÓWNYCH W DEKOROWANIU POLSKICH RESTAURACJI 

 

Podobno o gustach się nie dyskutuje, dlatego w naszym zestawieniu staramy się nie oceniać wyłącznie estetyki warszawskich lokali, ale też funkcjonalność i jakość wykonania ich wystroju.

Wyróżnione przez nas wnętrza urzekły nas oryginalnością i niepowtarzalnym charakterem, doceniliśmy wrażliwość projektantów i niesięganie po łatwe rozwiązania.

Wszystkie miejsca w naszym zestawieniu mają to coś – albo są to szlachetne, choć często najprostsze materiały, albo nieoczywiste rozwiązania „szyte na miarę”, albo dopracowane detale. To, co sprawia, że przestrzeń jest jedyna w swoim rodzaju, a nam chce się tam wracać nie tylko ze względu na doznania kulinarne. Nie lada niespodzianką było odkrycie, jak dużo dobrego robi wnętrzu zamiana ogromnego, drewnianego stołu na kilka niepozornych roślin doniczkowych, a przyciężkawych lamp na dyskretne oświetlenie inspirowane dwudziestowiecznym polskim wzornictwem.

 

Wyróżnienie za mikroklimat: Izumi Sushi Biały Kamień (Biały Kamień 4) i Miłość (Kredytowa 9)

Co łączy największą w Polsce restaurację sushi z działającą od niedawna klubokawiarnią? Izumi Sushi w zabytkowej mokotowskiej palmiarni działa od 2009 roku, kiedy przedwojenny obiekt, zaprojektowany przez Leona Danielewicza (autora projektów wielu stołecznych parków), poddano rewitalizacji. Modernizację powierzono warszawskiej pracowni JEMS Architekci, której zadaniem było zaproponowanie nowego schronienia dla stuletnich palm, tak dużych, że przebiły dach historycznego budynku. Powstała budowla wzruszająca troską, z jaką potraktowano wiekowe rośliny – ich ochrona okazała się ważniejsza niż zachowanie historycznej oranżerii. Zaprojektowano większy obiekt, którego budowa przebiegła w ekspresowym tempie, tak by z nadejściem zimy rośliny znalazły się pod dachem. Smukła, drewniana konstrukcja jest jak stelaż przeszklonego parasola, rozpiętego nad majestatycznymi palmami. Nowa palmiarnia nawiązuje architekturą do modernistycznych koncepcji zadaszonego miejskiego placu, a podświetlone kolorowo palmy potęgują złudzenie, że przechadzamy się po otwartej przestrzeni. Od przekroczenia progu Izumi Sushi nie mamy wątpliwości, że to nie wystrój wnętrza jest tutaj najistotniejszy – subtelna, prosta architektura otulająca tę miejską dżunglę nie potrzebuje żadnego akompaniamentu.

stolik2.jpg

Klubokawiarnia Miłość, powstała z uwielbienia dla jedzenia, kultury i muzyki, to zupełnie odmienny koncept. Kameralny lokal z krótką, autorską kartą, który od rana działa jako kawiarnia, a do późnej nocy serwuje drinki, zaprojektowała warszawska pracownia Projekt Praga. Zadanie nie było łatwe – Miłość miała być wielofunkcyjna i otwarta na wszystkie grupy wiekowe, zachęcać do przesiadywania w niej, a wieczorami zamieniać się w jedno z gorętszych miejsc na klubowej mapie Warszawy. Architekci postawili na proste, stonowane materiały – drewno, beton – które sprawdzają się jako dyskretne tło tak różnorodnych inicjatyw. Kolorystyka ścian i prostota mebli nadają wnętrzu spokojny charakter i wchodzą w udany dialog z mocniejszymi akcentami – oświetleniem i dźwiękochłonnym, papierowym, falującym sufitem, ręcznie szytym przez architektów i ekipę Miłości. Jednak po wejściu to nie wysmakowane detale przyciągają spojrzenie, a zielona ściana, z której niemal poziomo wyrasta miejska mikrodżungla.

Projektanci obu lokali, choć mierzyli się z obiektami nieporównywalnej skali, zwrócili uwagę na jedną z najbardziej podstawowych ludzkich potrzeb – kontaktu z naturą, otaczania się zielenią. Często to czynnik decydujący o swobodzie przebywania w pomieszczeniu, równie ważny jak jego wysokość czy dostęp do naturalnego światła. Projektanci nowej palmiarni mogli sobie pozwolić na zamanifestowanie szacunku do zabytkowej roślinności poprzez pozostawienie jej w nienaruszonym stanie. Architektom, którzy musieli zmierzyć się z małym, skomplikowanym wnętrzem Miłości, z pomocą przyszły nowinki technologiczne. Efekt w obu przypadkach jest zniewalający i nie pozostawia wątpliwości – chodzi o mikroklimat.

stolik3.jpg
stolik4.jpg

Wyróżnienie za dbałość o detale: Zorza (Żurawia 6)

To kolejny niełatwy koncept, lokal z kuchnią czynną od siódmej rano do drugiej w nocy w ścisłym centrum Warszawy. Potrzebne było wnętrze, w którym wygodnie zje się śniadanie i do którego można wpaść na szybkiego drinka. Projekt onieśmiela stopniem dopracowania detali i bezkompromisowym podejściem. Nie ma tu łatwych, seryjnych rozwiązań. Najmniejszy element został przemyślany, od zaprojektowanej przez Kaję Gadomską identyfikacji graficznej, w której pojawia się ten sam motyw geometryczny, jaki widnieje na przeszkleniach we wnętrzu, przez zabytkowe oświetlenie, aż po imponującą, złotą, koedukacyjną (!) toaletę. Twórcy Zorzy inspirowali się między innymi londyńskimi lokalami, gdzie, jak mówią właściciele, do gastronomii podchodzi się dużo poważniej niż w Polsce. Efekt robi naprawdę duże wrażenie. Wnętrze jest utrzymane w stylu art déco, gdzieniegdzie przełamanym współczesnymi akcentami. Szczególnie cieszy szacunek, z jakim projektujący Zorzę odnieśli się do charakteru miejsca, w którym przez wiele lat mieściła się kultowa kawiarnia 6/12 – zachowali jego najważniejsze walory, jedynie delikatnie je odświeżyli. Dobrze robią chłodnemu, kamienno-betonowemu socrealistycznemu wnętrzu zielone akcenty w postaci aksamitnych obić kanap i krzeseł oraz zwisających z wysokiego jak nieboskłon sufitu roślin. I nawet jeśli importowana zza Odry moda na wiszące geometryczne kwietniki będzie teraz kopiowana w dziesiątkach innych, podobnych Zorzy miejscach, to my się nie obrazimy. Lepiej już kopiować wiszące rośliny niż wiszące żarówki.

10 SEKRETÓW UDANEJ RESTAURACJI

 

Wyróżnienie za elegancję bez zadęcia: MOD (Oleandrów 8)

MOD to miejsce kameleon. Na Oleandrów wypada wpaść w dresie na ciepłego pączka przy gazecie, a parę godzin później pomalować usta i przybiec na randkę przy ramenie czy babskie plotki przy karafce wina. W każdej z tych ról będziemy czuć się zupełnie na miejscu. Za projekt odpowiedzialne są właścicielki i współtwórczynie konceptu, Patrycja Jaskólska i Kamila Mroczkowska. MOD jest elegancki, ale bez zadęcia, może przez kameralny charakter, a może dzięki nonszalancji, z jaką maleńkie wnętrze zostało zaprojektowane. Róż na ścianach nie jest bajkowy, marmury, złoto i mosiądz nie onieśmielają, a znane już skądinąd wszędobylskie rośliny doniczkowe tu wiszą do góry nogami. Elegancki projekt nie trąci pretensjonalnością także dzięki niewielkiej, otwartej kuchni oraz niezobowiązującym stolikom i krzesłom z lakierowanego drewna, jakich mnóstwo w paryskich bistrach. Francuskie korzenie MOD są zresztą podkreślane dość dobitnie nieśmiertelnymi białymi kaflami, ale użytymi świadomie. Najbardziej jednak z krajem makaroników kojarzy się lustro, znany z przyciasnych brasserie patent na optyczne powiększenie przestrzeni. Jego podzielona na dziesiątki mniejszych pól tafla wieczorami staje się sceną świetlnego, wielobarwnego spektaklu, zaprojektowanego specjalnie dla MOD przez reżysera światła Teatru Studio. MOD miał być trochę paryski, trochę nowojorski, kulinarnie azjatycki, a wyszło z tych zabaw konwencjami miejsce na wskroś warszawskie – trochę niedoskonałe, puszczające zalotnie oko do wszystkich, którzy przyszli na kawę, a zasiedzieli się do zamknięcia.

10 POWODÓW, DLA KTÓRYCH LEPIEJ NIE OTWIERAĆ WŁASNEJ RESTAURACJI

 

Wyróżnienie za świeże spojrzenie: Stor (Tamka 33)

Wystrój warszawskich kawiarni może nasuwać myśl, że do ich projektowania dużo częściej zatrudnia się architektów, niż ma to miejsce w przypadku restauracji. Kawiarnia jest zwykle łatwiejszym tematem, nie wymaga rozwiązania skomplikowanego problemu zaplecza kuchennego, a stosunek budżetu do powierzchni bywa bardzo korzystny. Architekt ma tu często większą swobodę – projektujący restauracje mogą mu tylko pozazdrościć – ale nie bagatelizujmy jego zadania, to w końcu jego pomysły decydują o tym, że do jednego lokalu wpadamy na szybkie espresso przy barze, a w drugim z przyjemnością rozsiadamy się na długie godziny. Choć to w tej kategorii królują wspomniane kafelki i masywne stoły do wspólnej konsumpcji, i tu zdarzają się perełki, cieszące oko oryginalnością i dbałością o detale. Wybór nie był oczywisty – wyróżniliśmy miejsce, które po cichu zrewolucjonizowało myślenie o projektowaniu kawiarni.

 

Stor przykuwa wzrok wielką witryną wkomponowaną w odrestaurowaną, ciemnografitową fasadę. Jej szlachetny charakter jest podkreślony złotym logo, które urzeka pięknym, prostym liternictwem (powiew świeżości po powielanych w nieskończoność czarnych okręgach na białym tle). Wewnątrz jest jeszcze spokojniej. Królują stonowane barwy, stalowy błękit, czerń i grafit, oraz proste materiały – dominujące drewno jest przełamane kilkoma kamiennymi akcentami. Michał Janica, fotograf, twórca projektu kawiarni, a zarazem jej współwłaściciel, poszedł dużo dalej w przełamywaniu kawiarnianych schematów. Zamiast białej ściany mamy tu wielkoformatowe zdjęcie oceanu jego autorstwa (niektórym przypominające duże zbliżenie na marmur), kafelki w kolorowy geometryczny wzór, ciekawe drewniane półki na złoconych stelażach, niepowtarzalną, zachowaną po poprzednim właścicielu lokalu jarzeniówkę, a przede wszystkim dziesiątki doniczek. Właściciele kawiarni jako jedni z pierwszych w Warszawie zaprosili rośliny doniczkowe do wnętrza i pozwolili im zdominować jego wystrój. Lubimy wpadać tu na kawę i odpocząć, patrząc na paprotki, fikusy i monstery.

stolik7.jpg

Wyróżnienie za udany powrót do przeszłości: Lukullus

Pracownie cukiernicze podbijają Warszawę. Cieszy nas to nie tylko dlatego, że z natury jesteśmy miłośnikami słodkości. Tak się szczęśliwie składa, że cukiernicy nowej generacji swoje wypieszczone w najmniejszym detalu cuda serwują warszawiakom w równie wysmakowanych wnętrzach, z których niełatwo było wybrać najlepiej zaprojektowane.

 

Najmłodsze dziecko warszawskiej sceny cukierniczej – Lukullus na Chmielnej – doceniliśmy za nawiązanie do najlepszych wzorów polskiego dizajnu. Lokal zaprojektowany przez pracownię Jana Strumiłły, oraz urządzony przez właścicieli Alberta Judyckiego i Jacka Malarskiego, inspirowany jest wnętrzami transatlantyków oraz wzornictwem przełomu lat 50. i 60. Przyznajemy, trudno o opanowanie, gdy przed nami piętrzą się cuda sztuki cukierniczej, oświetlone wielkimi, kulistymi żyrandolami, a na marmurowym barze rozgrywa się spektakl odbić i refleksów. Na fornirowanych teakiem ścianach mienią się kinkiety w stylu vintage, a posadzka jest wyłożona trójkolorową, kamienną mozaiką. Celebracja słodkiej rozkoszy odbywa się w iście królewskim otoczeniu – wielobarwne, odnowione klubowe fotele i modne ostatnio marmurowe stoliki pasują tu, jak mało gdzie. Wnętrze ozdabiają kwiaty w donicach i wazonach w stylu fat lava, a ścianę drugiej sali zdobi drewniane panneau wynalezione na targu staroci w Paryżu, malowane przez jednego z przyjaciół Jeana Cocteau. Wszystko w menu i we wnętrzu Lukullusa wskazuje na to, że niełatwo się stąd wychodzi. Ostrzegaliśmy!

stolik9.jpg
© KUKBUK 2017

Strony www, marketing internetowy - advertajzing usługi reklamowe w Ełku