Wielka kobieta w dalekiej Japonii, odc. 3, Kioto - KUKBUK

Wielka kobieta w dalekiej Japonii, odc. 3, Kioto

Starą i nową stolicę Japonii łączą podobne relacje jak Kraków i Warszawę. Mieszkańcy Kioto podkpiwają z krótkiej, liczącej sobie niecałe dwieście lat historii Tokio i podkreślają swoje ponadtysiącletnie dziedzictwo.
kukbuk kioto japonia reportaz

Załadowani w shinkansena, poruszający się z niewyobrażalną prędkością pocisk, wystrzeliliśmy w kierunku Kioto. Przytykającą uszy podróż umilał nam widok polukrowanej śniegiem góry Fudżi, co jakiś czas wynurzającej się zza industrialnego krajobrazu, oraz smak bento, pięknie przygotowanego, smakowitego japońskiego lunchu w pudełku. Kioto przywitało nas śniegiem. Mieliśmy spędzić w tej krainie otoczonej z trzech stron górami parę dni, drżąc z zimna, ale też z nadmiaru wrażeń, których dostarczyć nam miała stara stolica Japonii.

kukbuk kioto japonia reportaz OLYMPUS DIGITAL CAMERA
kukbuk kioto japonia reportaz OLYMPUS DIGITAL CAMERA
kukbuk kioto japonia reportaz OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Penetrowanie lokalnych sklepów spożywczych to jeden z moich sposobów na zwiedzanie. Sklepowe półki mówią wszystko o zwyczajach kulinarnych danej nacji. Swój pobyt w Kioto zaczęłam więc od inspekcji najbliższego, dużego marketu z myślą o zakupieniu zielonkawego korzenia. Pożądałam świeżego wasabi, odkąd za sprawą warsztatów z kucharzem Naoyuki Yanagiharą odkryłam, jak bardzo różni się jego smak od erzacu w proszku. W sklepie nie było ani wędlin, ani serów, ani chleba. Ich miejsce zajmowały nieprzebrane ilości ryb, grzybów i kiszonek, bazowych produktów japońskiej kuchni, a także przeróżne rodzaje tofu i yuby (kożucha z mleka sojowego), w których specjalizuje się Kioto. Już przy wejściu moje spojrzenie poślizgnęło się na gładkiej, błyszczącej skórze ryb, ławicami spoczywających na lodzie. Leżały tu małe rybki kohada, często używane do robienia sushi. Tanie, popularne, męczące w sprawianiu, dlatego to właśnie po nich można poznać kunszt sushi mastera. Łowiłam zatrzymane w czasie spojrzenia dorady i barweny oraz reszty mieszkańców wód, z którymi nie miałam okazji się jeszcze poznać (Japonia, lekką ręką licząc, ma ponad czterysta gatunków ryb, boję się myśleć, ile wodorostów…). Dałam nura w las grzybów zakamuflowanych pod fantazyjnymi kapeluszami. Rosły w skrzyniach bez niepotrzebnego plastiku, białe enoki, okrągłe shitake, różne rodzaje mięsistych boczniaków i girlandy grzybów moon prężyły się w kierunku ostrego światła na suficie. Za nimi falowały zielone wodorosty, a jeszcze dalej fermentowały kolorowe kiszonki. Głosu produktom udzielali sprzedawcy, przechwalając się ich walorami. Kiwając głową z uznaniem dla ich wysiłków, dotarłam do drewnianych kadzi z różnymi rodzajami pasty miso. Zaczęłam degustację. Przemiła sprzedawczyni otwierała wieko za wiekiem, uwalniając musujące i drażniące nos fermenty. Wkrótce dołączyło do nas parę osób z obsługi, obserwujących z zachwytem moje poczynania. Kiedy wybrałam wreszcie białe, słodkie miso, cała gromada sprzedawców pogratulowała mi wyboru i odprowadziła do kasy. Mimo siatek, które dźwigałam, czułam się jak królowa opuszczająca dwór z wasabi w dłoni zamiast berła.

kukbuk kioto japonia reportaz OLYMPUS DIGITAL CAMERA
kukbuk kioto japonia reportaz OLYMPUS DIGITAL CAMERA
kukbuk japonia kioto reportaz OLYMPUS DIGITAL CAMERA
kukbuk japonia kioto reportaz OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jeszcze ciekawiej było na targowisku Nishiki. Na samym początku zadaszonego pasażu można było przekąsić świeżą lub grillowaną ostrygę i popić ją sake, dalej przykleić się do podśmierdujących, marynowanych w szumowinach po sake ogórków, chwycić szaszłyki z malutkich ośmiornic z faszerowanymi jajkiem głowami, wreszcie zaciągnąć się kiszoną daikon, japońską rzodkwią, przed samym wejściem do świątyni znajdującej się na końcu handlowej ulicy. Tuż obok Nishiki zaś rozpoczynał się słynny rewir gejsz – Gion.

kukbuk japonia kioto reportaz OLYMPUS DIGITAL CAMERA
kukbuk japonia kioto reportaz OLYMPUS DIGITAL CAMERA
kukbuk japonia kioto reportaz OLYMPUS DIGITAL CAMERA
kukbuk japonia kioto reportaz OLYMPUS DIGITAL CAMERA
japonia reportaz kioto kukbuk OLYMPUS DIGITAL CAMERA
japonia reportaz kioto kukbuk OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Mówi się, że gejsze, podobnie jak tuńczyki, to wymierający gatunek (Kioto zamieszkuje około dwustu). Udało mi się jednak upolować parę i nasycić niezwykłym widokiem, nim bezszelestnie zniknęły w czeluściach eleganckich limuzyn. Stały nieruchomo z jednakowym, utrwalonym białym tynkiem wyrazem twarzy, nie zważając na padający śnieg, który wsiąkał w ich małe, obleczone jedynie w białe skarpetki z jednym palcem stopy. Pustkę po nich szybko wypełniły szczebioczące, ubrane w odświętne kimona dziewczęta. Wysyp ich kolorowych watah tłumaczyłam sobie obchodami święta osiągnięcia pełnoletności, które przypada na połowę stycznia. Chichocząc zza lisów okalających ich szyje, zaproponowały mi wspólne zdjęcie. Ledwo zmieściłam się w kadrze, wolałam stanąć po drugiej stronie obiektywu.

japonia reportaz kioto kukbuk OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Byłam już wystarczająco głodna, by upaść na kolana i poszurać do jednej z tradycyjnych restauracji przy ulicy Hanami. Przeszklone, suwane drzwi starych, drewnianych domów były zaparowane od emocji i ciepła kolacji. Krążyłam od jednego do drugiego, przy świetle czerwonych lampionów czytając menu. Wybrałam w końcu miejsce serwujące shabu shabu, ściągnęłam buty i grzecznie uklękłam na macie tatami. Na niskim stoliku przede mną zapłonął ogień, a wkrótce pojawił się garnek z dashi, bulionem, w którym miałam przygotować wołowinę. Dyskretna, ubrana w tradycyjne kimono kelnerka z wprawą donosiła na klęczkach kolejne ingredienty potrzebne mi do gotowania – przezroczyste kluski z dziwidła (konnyaku), grzyby enoki i shitake, kapustę, tofu, wreszcie cudowną, marmurkową wagyu. W kolejnych miseczkach był gorący ryż posypany mieszanką soli i perilli, pikle oraz sos na bazie sojowego do maczania gotowych już kąsków. Pierwszy plaster wołowiny przygotowała dla mnie kelnerka – delikatnie ujęła mięso w pałeczki i na zaledwie kilka sekund zanurzyła je w bulionie. Mięso spiętrzyło się w fale, zbrązowiało i było gotowe do zjedzenia. Rozpływało się w ustach, jadłam je bardzo powoli, rozsmakowując się każdym kęsem. W trakcie kolacji nie zauważyłam nawet, jak bardzo zesztywniały mi złożone w origami nogi. Z podziwem znów spojrzałam na wznoszącą się i opadającą na tatami obsługę, lekką jak meduzy niesione morskim prądem. Wstałam z klęczek ociężale i rzuciłam się szybko w hotelową pościel, następnego dnia bowiem miałam zwiedzać świątynie i jeść tofu, o czym w kolejnym odcinku.

japonia reportaz kioto kukbuk OLYMPUS DIGITAL CAMERA
japonia reportaz kioto kukbuk OLYMPUS DIGITAL CAMERA
japonia reportaz kioto kukbuk OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Czytaj poprzednie relacje z Tokio TU i TU.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: