W lubuskie po wino i miód - KUKBUK

W lubuskie po wino i miód

Lubuskie to kraina miodem i winem płynąca, o czym się przekonaliśmy, odwiedzając miejscowe winiarnie i pasieki.
W lubuskie po wino i miód

Pierwszym przystankiem na naszej trasie była winnica Kinga w Starej Wsi koło Nowej Soli. Oprowadzając nas po terenie, właścicielka dzieliła się z nami opowieściami o miłości do ziemi i uprawy winorośli. Po spacerze zostaliśmy nakarmieni pyszną zupą dyniową, marynowanymi warzywami i gołąbkami w winnych liściach oraz, naturalnie, poczęstowani trzema rodzajami wina wyprodukowanego w gospodarstwie. Posileni ruszyliśmy dalej, do winnicy Miłosz, założonej, aby kultywować tradycję uprawy winogron sięgającą korzeniami dwunastego wieku. I tutaj otworzono przed nami piwniczkę, napełniono kieliszki trunkami z odmian pinot noir, traminer, zweigelt i pinot blanc, a na przekąskę zaserwowano hodowane na miejscu ślimaki.

 

Po takiej ilości alkoholu wskazany jest pobyt na świeżym powietrzu. Szczęśliwie kolejnym punktem programu był spacer po Lubuskiej Winnicy Samorządowej. To największy w Polsce projekt łączący siły województwa i winiarzy na obszarze 35 hektarów upraw. Podziwianie lubuskich krajobrazów kontynuowaliśmy podczas rejsu w dół Odry. Malowniczy zachód słońca i bliskość wody stworzyły doskonałą atmosferę i wzmocniły chęć dalszego poznawania smaków regionu, co zapewniła nam pani Ewa Dereń, właścicielka gospodarstwa Dereniówka, przyrządzając dla nas pierogi z kaszą gryczaną, z kapustą oraz drożdżowe z grzybami. Specjały te zagryzaliśmy marynowanymi ogórkami i śliwkami.

 

Kolacja, którą zjedliśmy w Winnym Dworku w Górzykowie, bazowała na lubuskich składnikach, a nocleg we wspaniałych warunkach dodał nam sił na kolejny dzień wycieczki. Zanim jednak opuściliśmy Winny Dworek, musieliśmy się nieco napracować. Warsztaty z winobrania i wizyta w winiarni przekonały nas, że bez ogromnego wysiłku i zaangażowania nie byłoby czym napełniać butelek.

 

Podczas pobytu poznaliśmy również luksusową stronę ziemi lubuskiej – Kalinowe Pola Golf Club. Zwiedzanie obiektów meleksami okazało się wielką frajdą, nie przebiło jednak samej gry, bo satysfakcja z posłania piłki na sto metrów od siebie jest ogromna. Spalone kalorie uzupełniliśmy wołowym carpaccio, węgierskim kremem z czerwonej papryki i sandaczem gotowanym w chińskiej herbacie. Deser zjedliśmy nieco później, bo już w klasztorze w Paradyżu, gdzie rozkoszowaliśmy się wspaniałym sernikiem, jednocześnie słuchając historii obiektu oraz przylegającej do niego winnicy.

 

Do Warszawy wróciliśmy zrelaksowani, zainspirowani i przygotowani na długie, jesienne wieczory, choć nad własną piwniczką z winem musimy jeszcze popracować.

W lubuskie po wino i miód
W lubuskie po wino i miód
W lubuskie po wino i miód
W lubuskie po wino i miód
W lubuskie po wino i miód
W lubuskie po wino i miód
W lubuskie po wino i miód
W lubuskie po wino i miód
W lubuskie po wino i miód
W lubuskie po wino i miód
W lubuskie po wino i miód
W lubuskie po wino i miód
W lubuskie po wino i miód
W lubuskie po wino i miód
W lubuskie po wino i miód
W lubuskie po wino i miód
W lubuskie po wino i miód
© KUKBUK 2017