Fenomen: bułeczki bao - KUKBUK

Fenomen: bułeczki bao

To kolejny hit wśród azjatyckich przysmaków! Do świetnie sprzedających się ramenu, pho i onigiri dołączają bao buns.

Tekst: Tomek Zielke, zdjęcia: materiały promocyjne

bulka bao kukbuk

Historia bułeczek baozi lub bao ma prawie dwa tysiące lat. Pszenne, spulchniane przez drożdże bułeczki, przygotowywane na parze, są niezwykle popularną potrawą nie tylko w Chinach, gdzie je wymyślono, lecz także w Japonii, Indonezji i w ogóle na całym Dalekim Wschodzie. Występują w nieskończonej liczbie kształtów i połączeń smakowych. Można je podawać na słodko i w wersji wytrawnej, na śniadanie lub na kolację. Przepisów na bao jest mnóstwo – zerknijcie tylko do internetu, a pod hasłem „bao buns” odkryjecie prawdziwe eldorado obłocznych bułeczek.

 

Chyba nikt nie przyczynił się do ich spopularyzowania tak bardzo jak David Chang, założyciel sieci restauracji Momofuku. W zasadzie słowo „bao” i jego nazwisko wypowiada się jednym tchem: David Chang bao buns. Trudno wytłumaczyć tajemnicę jego legendarnej bułeczki z wieprzowiną: w kupnej bułce posmarowanej kupnym sosem hoisin tkwią dwa kawałki pieczonego boczku wysokiej jakości, zielona cebulka i kilka plasterków krótko marynowanego ogórka. Pomimo prostoty i niezaskakujących połączeń smakowych dla wielu wersja Davida Changa stanowi podstawowy przepis na bao.


Smak i konsystencja bao nie jest dla Polaków niczym radykalnie nowym: kojarzy się z pampuchami lub knedlami.


 

To właśnie w nowojorskim Momofuku Norbert Redkie z Grupy Warszawa pierwszy raz spróbował bao. Bułeczki Davida Changa tak bardzo zapadły mu w pamięć, że postanowił podawać je w warszawskiej restauracji Fokim.

bao kukbuk

– W bao buns z boczkiem zakochałem się od razu. Zależało mi na tym, żeby wypromować je w Polsce. Cały czas od momentu powstania Fokim pracowaliśmy nad udoskonaleniem ciasta, które, jak się okazuje, wcale nie jest proste w przygotowaniu. W Nowym Jorku czy Londynie restauracje mogą polegać na wysokiej jakości kupnych bułkach – my musieliśmy oprzeć się na cieście robionym samodzielnie. W końcu, po sześciu miesiącach nieustannych prób, po wielu godzinach testów, znaleźliśmy metodę, która daje najlepsze efekty – zdradza Norbert Redkie, współwłaściciel Fokim, azjatyckiego baru przy ulicy Kruczej w Warszawie.


Ugotowane na parze ciasto bao buns powinno być lekkie, puszyste, odrobine ciągnące się, w żadnym wypadku nie takie, by klajstrowało wnętrze ust.


 

Ta prosta, satysfakcjonująca potrawa zniesie niemal każde nadzienie, od klasycznej pieczonej wieprzowiny w słodkim sosie sojowym po wersje tex-mex z guacamole, jalapeño, ostrą wołowiną i ciągnącym się serem. Jak mówi Hubert Karsz z Grupy Warszawa, ważne jest, żeby w bao zestawiać produkty, które kontrastują ze sobą pod względem smaku i tekstury, dzięki czemu wprowadzą różnorodność i nie pozwolą znudzić się jedzeniem: dlatego miękkim i słodkim mięsom towarzyszą zazwyczaj kwaśne pikle, chrupkie, świeże warzywa i ostre sosy.

bao kukbuk

Zresztą smak to tylko połowa sukcesu. Równie ważny jest aspekt społeczny jedzenia bao, które świetnie komponują się z drinkami oraz piwem i doskonale nadają się do dzielenia. Ludzie często zamawiają kilka lub kilkanaście wariantów, po czym kolejno puszczają je w obieg dokoła stołu – nikt się nie przejmuje kapiącymi sosami i umorusaną brodą. Zatopienie zębów w miękkiej, rozpływającej się bułce jest tym, co wyzwala prawdziwą przyjemność.

 

W Warszawie oprócz Fokim, gdzie serwuje się kilkanaście różnych wersji, bao zjemy także w Omami oraz The Cool Cat. Bao buns można spróbować także w Poznaniu (Hugo, Świętego Marcina 27) oraz Wrocławiu (pan.puh, plac Uniwersytecki 15A).

© KUKBUK 2017