Edward Dwurnik: kotleta trzeba zapić winem - KUKBUK

Edward Dwurnik: kotleta trzeba zapić winem

Wywiad z malarzem Edwardem Dwurnikiem, który ponad wszystko ceni przyjemności. Również kulinarne.

Tekst: Basia Starecka, zdjęcia: Bernard Hołdys

Edward Dwurnik kukbuk

„Trzeba coś zostawić na talerzu. U nas wszystko się wylizuje, a na świecie to nie wypada”, mówi Edward Dwurnik, polski malarz i grafik, bohater rubryki „Historie kuchenne” w najnowszym, urodzinowym wydaniu KUKBUK-a. W myśl tej zasady nie opublikowaliśmy w nim wszystkich sekretów, którymi podzielił się z nami artysta. Robimy to teraz, namawiając was również do sięgnięcia po dokładkę, czyli po książkę „Moje królestwo”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Czarne. To wywiad rzeka Małgorzaty Czyńskiej z Edwardem Dwurnikiem – na łamach książki malarz celebryta z sarkazmem i przenikliwością komentuje życie społeczne, ludzkie niedoskonałości i ograniczenia, również siebie traktując z dystansem i humorem.

 

Co znajdziemy w pańskiej lodówce?

Męskie sprawy.

 

Korniszony?

Masło o smaku rosołu. Kupne kotlety, musztardę, mortadelę, suche kiełbaski, piwko.

 

To zestaw, który poprawia humor?

Humor poprawić może tylko dobry klient. I jeszcze dobre towarzystwo. A także butelka wina, albo trzy.

Edward Dwurnik kukbuk
Edward Dwurnik kukbuk
Edward Dwurnik kukbuk

Ma pan jakąś ulubioną restaurację w Warszawie?

Paros, grecką kuchnię przy ulicy Jasnej. Chodzę tam często, bo mam pewne przywileje. Słyszałem, że jeśli ktoś przyjdzie z marszu, to nie zje tak dobrze jak ja. Może to kwestia napiwków? Ja zostawiam duże, to mam superjedzenie. Lubię tam zjeść tzatziki, krewetki z makaronem i jagnięcinę. Bliżej niż do Parosa mam do mojej przyjaciółki Uli Eriksen, wpadam do jej skandynawskiego bistra Nabo na steki.

 

Jada pan tylko na mieście czy zdarza się panu gotować w domu?

Kuchnia w moim domu jest pomiędzy pracowniami, zaglądam więc do niej często i robię proste makarony. Wystarczy mi do nich dobra oliwa i czosnek. Spaghetti aglio e olio to moje ulubione danie. W szufladach w kuchni mam jeszcze zdrowe kasze, jadamy je okraszone masełkiem.

 

Co jeszcze znajdziemy w pańskiej kuchni?

Bardzo niepraktyczną wyciskarkę Philippe’a Starcka, słynną serię książek kucharskich Marka Łebkowskiego, moje obrazy z lat 50. i 60. Oraz wielkiego drewnianego penisa od mojego lekarza pierwszego kontaktu, seksuologa Andrzeja Depki. Wypisuje mi fajne recepty, ale muszę uważać, bo podobno mogę od tych leków oślepnąć.

 

A te gotowe kotlety z lodówki to kto panu robi?

Mamy tu na Sadybie taki pawilon przy ulicy, którą nazywamy Manhattanem. Tam jest garmaż z obiadami, które kupują leniwe gospodynie i ja. Ale nie polecam.


Jak zjem takiego kupnego kotleta, to potem muszę przynajmniej dwie butelki wina wypić.


 

Zdarza się panu jadać niezdrowo?

Nie dbam o dietę, bo to przesąd i zabobon. Gdy jadę samochodem w trasę, to wstępuję do McDrive’a. Choć od niedawna, odkąd Pola, moja córka, uświadomiła mi, że to mi nie służy, piję tam tylko kawę.

 

Pańska córka, Pola Dwurnik, też jest artystką. Macie dobry kontakt?

Ona się strasznie wstydzi, że ma takiego głupiego ojca, ale widujemy się. Jeśli tylko nadarza się okazja, to idziemy razem do restauracji

Edward Dwurnik kukbuk
Edward Dwurnik kukbuk
Edward Dwurnik kukbuk

Mieszka pan w betonowym pawilonie, zna pan jego historię?

Tak, to stary budynek rzemieślniczy, zbudowany w latach 70., za Gierka. Kupiłem go w całości, ma 450 metrów kwadratowych. Sadyba była kiedyś siedzibą stolarzy.

Kiedy się tu wprowadziłem, to miałem jeszcze swojego esbeka. Zresztą każdy artysta takiego miał. Ja się ze swoimi zaprzyjaźniałem. To byli bardzo mili i ciekawi świata ludzie. Kiedy mnie pytali, co robiłem za granicą, zawsze odpowiadałem, że zwiedzałem.

Namalował pan około 5 tysięcy obrazów. Pamięta pan wszystkie?

Nie pamiętam. Czasami wpadam na swoje obrazy w Desie, do której wstawiają je dzieci moich nabywców, i się dziwię, że to moje. Mam do nich dystans. Jeśli ktoś znajdzie na moich obrazach jakąś scenę, która go niepokoi, to może ją reklamować. W przypadku serii „Autostop” często wykorzystuję historie z gazet, więc zdarza się, że auto przejedzie rowerzystę.

 

Podobno kupuje pan obrazy innych artystów i używa ich jako podmalówek. Co pan namalował na Wilhelmie Sasnalu?

Kupiłem jego obraz z kawałkiem stadionu, fragmentem dachu ze światłami. To chyba był stadion w Mościcach, dzielnicy Tarnowa. Dorysowałem mu kiboli. Sasnal nie wiedział, że w niego zaingerowałem, przemalowany obraz kupił ode mnie jakiś Turek.


Kiedy spotykam Sasnala, to pytam go, czy widział mój nowy samochód. On wtedy odpowiada: „A ty moje nowe dziecko?”.


 

Utrzymuje pan koleżeńskie relacje z innymi artystami?

Artyści są samotnikami. Od ich towarzystwa wolę swoje samochody: porsche cayenne v8 turbo i mercedesa AMG C63. Wystarczy je dotknąć i już ryczą.

Edward Dwurnik kukbuk
Edward Dwurnik kukbuk

Jeśli wywiad narobił wam apetytu na wspomnianą już książkę – wywiad Małgorzaty Czyńskiej z Edwardem Dwurnikiem pt. „Moje królestwo”, mamy dla was konkurs, w którym do wygrania są trzy jej egzemplarze. Co należy zrobić, żeby wygrać? Z pokazanych na zdjęciach i wymienionych przed Edwarda Dwurnika produktów, które ma zawsze w lodówce i w szafkach – znajdziecie je w niniejszym tekście i w materiale „Historie kuchenne” w magazynie KUKBUK Sklepy Cynamonowe – zaproponujcie satysfakcjonujący obiad. Swoje propozycje przesyłajcie na adres konkurs@kukbuk.com.pl do 22 listopada. Następnego dnia wybierzemy trzy najciekawsze odpowiedzi, a ich autorów nagrodzimy książkami. Powodzenia!

 

REGULAMIN

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: