Zwierzyniec popart, czyli ceramiczne figurki Wielkiej Czwórki IWP - KUKBUK

Zwierzyniec popart, czyli ceramiczne figurki Wielkiej Czwórki IWP

Oryginalne figurki z Ćmielowa to przedmiot pożądania niejednego kolekcjonera, wzbudzający obecnie chyba najwięcej emocji. Nieprzespane noce spędzone na poszukiwaniu okazji na aukcjach internetowych i nerwy graniczące z napięciem podczas finałów Ligi Mistrzów w ostatnich sekundach licytacji to codzienność wszystkich początkujących miłośników wzornictwa połowy XX wieku.

Tekst i zdjęcia: Przemek Krupski

kultowa rzecz cmielow00001

Nie ma się czemu dziwić – już w latach 60. ubiegłego stulecia cieszyły się niesamowitą popularnością, a brytyjskie pismo „Decorative Art” umieściło je w specjalnym dodatku poświęconym najlepszym na świecie obiektom sztuki użytkowej. Skąd to uznanie? Pewnie stąd, że wcześniej w przeciętnym mieszczańskim wnętrzu dominowały żardyniery, wazony, wazy, kandelabry, popiersia, wypchane łosie obok szabli na kilimach, a do tego flakoniki, puderniczki, papierośnice i dużo, dużo, dużo więcej. I tak mniej więcej do lat 30. XX wieku, kiedy grubą kreską przekreślono dekoracyjność w tradycyjnym rozumieniu i podjęto próbę uprzątnięcia tej estetycznej stajni Augiasza.

Powojenne wzornictwo PRL-u było już tylko kontynuacją tej funkcjonalistycznej, modernistycznej myśli. Znaleźliśmy się w estetyce prostoty w niewielkich mieszkaniach z regałami o ostrych krawędziach, fotelami wielkości przeciętnego krzesła i niewielkimi, rozkładanymi kanapami. To wszystko na standardowych plus minus 30 metrach kwadratowych wymuszało stworzenie nowej formuły dekoracyjnej.

W takim wnętrzu powieszenie wypchanego łba łosia czy postawienie żardyniery z 30 piwoniami nie wchodziło w grę – nie tylko ze względu na burżuazyjne zaszłości, po prostu z braku miejsca.

Z tych powodów w 1956 roku w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego powstał zakład eksperymentalny małych form ceramicznych. W skład pracującego w nim zespołu weszli Henryk Jędrasiak, Mieczysław Naruszewicz, Hanna Orthwein oraz Lubomir Tomaszewski, zwani także Wielką Czwórką.

Artyści ci, poza Hanną Orthwein, nie byli związani wyłącznie z ceramiką, dlatego początki bywały różne i zanim udało się połączyć śmiałość form rzeźbiarskich z możliwościami technologicznymi materiału, trochę wody w Wiśle upłynęło. Kiedy jednak projektanci złapali oddech i zabrali się do pracy, powstała kolekcja kilkuset niesłychanie pięknych małych rzeźb. Produkowano je głównie w Świcie, czyli pododdziale fabryki porcelany w Ćmielowie, ale też w Chodzieży, Bogucicach, Tułowicach, Wałbrzychu i Jaworzynie Śląskiej.

Manifest grupy zakładał stworzenie nowej estetyki, zupełnie odmiennej od dotychczasowych bibelotów. Jednocześnie pojawiały się obawy, czy przeskok estetyczny nie będzie zbyt duży, bo chodziło głównie o, bądź co bądź, niezbyt wyrobionego estetycznie odbiorcę. Diabeł nie okazał się tak straszny, jak go malowano, a prezentacja kameralnej rzeźby ceramicznej na Międzynarodowych Targach Poznańskich odniosła niesamowity sukces. Potem było już z górki – kolejne wyróżnienia na targach i wystawach w Lipsku, Paryżu i Moskwie tylko potwierdzały doskonałą jakość tych małych dzieł sztuki codziennego użytku. Mówi się, że w Chicago ludzie czekali nawet kilka dni na to, żeby kupić wymarzoną figurkę. Tymczasem w polskich fabrykach porcelany powstawały przepiękne, uproszczone formy, czasem dotykające granic abstrakcji. Najsłynniejsze są serie zwierząt malowanych natryskowo, najczęściej jednym lub dwoma kolorami, i dekorowanych metodą wybierania, czyli usuwania ostrym patyczkiem jeszcze mokrej farby.

Do najbardziej znanych projektów należy „Dzik” Mieczysława Naruszewicza, o absolutnie uproszczonej formie, bez jednego zbędnego elementu. Najczęściej wybarwiany na czarno, miał kontrastujące, białe podbrzusze i oko w formie celownika, genialnie nawiązującego do polowania.

 

kultowa rzecz cmielow00002

Z figurek, które wyszły spod ręki Lubomira Tomaszewskiego, najpopularniejszy jest „Wielbłąd”. Artysta zminimalizował do trzech liczbę nóg, przy czym ich układ został tak pomyślany, że wielbłąd wygląda, jakby właśnie miał ruszyć z miejsca. „Siedząca dziewczyna” z 1958 roku to projekt Henryka Jędrasiaka; chyba najlepiej rozpoznawalne dzieło tego artysty. Siedząca po turecku kobieta najczęściej była ubierana w czerwone spodnie. Pewnie każdy widział kiedyś siedzącą i patrzącą w górę „Żabę” Hanny Orthwein, pięknie pomalowaną zielonym natryskiem i udekorowaną zgeometryzowanymi czarnymi cętkami.

O jakości tych produktów najlepiej świadczy to, że choć od ich powstania upłynęło 50 lat, wciąż są poszukiwane przez kolekcjonerów.

Oryginalne figurki z tamtych lat osiągają na aukcjach internetowych i w domach aukcyjnych zawrotne ceny. Dlatego dziś można powiedzieć, że historia ćmielowskich figurek nie jest zamkniętym rozdziałem. Co więcej, w ramach reprywatyzacji fabryki w Ćmielowie pewien bardzo rozsądny biznesmen kupił część zakładu, w której skład wchodziła wzorcownia wraz z wszystkimi projektami i modelami, a to pozwoliło mu w 2005 roku wznowić produkcję supermodnych figurek i serwisów kawowych. Całe szczęście!

Przemek Krupski – kulturoznawca, projektant wnętrz i założyciel krakowskiej galerii miejsce.sklep.pl, najdłużej działającego sklepu z polskim wzornictwem połowu XX wieku, miłośnik dizajnu i dobrego jedzenia, który od lat podróżuje do świecie tropem największym mistrzów sztuki, nie tylko kulinarnej.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: