Pierwsze kroki w świecie wina. Jak zacząć? Co czytać? Co oglądać? Dokąd jechać? - KUKBUK

Pierwsze kroki w świecie wina. Jak zacząć? Co czytać? Co oglądać? Dokąd jechać?

O tym, jak zacząć „znać się na winie”, rozmawiamy z Tomaszem Prange-Barczyńskim, redaktorem naczelnym „Magazynu Wino”.

Zdjęcie: unsplash
Rozmawiała: Monika Rosłoniec

wino, przewodnik po winie

Kiedy w restauracji kelner pyta was o wino do posiłku, odpowiadacie najczęściej, że zdajecie się na jego rekomendację? A kiedy dostajecie odrobinę do sprawdzenia, czy jest okej, zawsze mówicie, że tak? Wiecie, że wino trzeba najpierw zamieszać, potem powąchać, ale boicie się powiedzieć cokolwiek o jego smaku, żeby nie wyszło, że się nie znacie?

W Polsce jesteśmy ciągle bardzo nieśmiali, jeśli chodzi o wino. Dla tych, którzy w przyszłości chcieliby uniknąć krępujących sytuacji w restauracjach, i dla tych, którzy mają ochotę zgłębić tajniki winnego świata, mamy krótki przewodnik, który podpowie, jak „znać się na winie”. 

Jak redaktor naczelny „Magazynu Wino” zaczął winiarską przygodę?

Miałem to szczęście, że u mnie w domu piło się wino. Oczywiście wybór polegał głównie między białym i czerwonym, choć musze przyznać, że piliśmy przede wszystkim wina wytrawne.  Moja inicjacja alkoholowa przypadła jeszcze na czasy komunizmu. Cieszyliśmy się więc przede wszystkim z tego, że wino w ogóle było. A już niekoniecznie myślało się o tym, jakie. Do dyspozycji mieliśmy wina bułgarskie i węgierskie. Przed 1989 rokiem bardzo łatwo było się nauczyć pełnej oferty naszego rynku. Przygoda zaczęła się potem, kiedy mogliśmy już swobodnie podróżować. Dokądkolwiek wyjeżdżałem, na wakacje czy na jakiś krótki wypad, starałem się próbować win z danego kraju.

Potem zrozumiałem, że w górnej Górnej Adydze nie powinno się pić chianti, tylko wino właśnie z tego regionu.

Choćby po to, żeby zobaczyć, czy to jest coś, co nas kręci. Z czasem podróże i wyjścia w coraz większym stopniu kręciły się wokół wina. Zainteresowanie zmieniło się w pasję, a ta – w pracę i  sposób na życie.

Wino nie jest już rzadkością na polskich stołach, ale bardzo mało osób wie o nim coś więcej niż to, że białe – do ryby, czerwone – do mięsa. Czy „znanie się na winie” jest rzeczywiście takie trudne?

Ja myślę, że największym problemem Polaków w tej kwestii jest po prostu to, że mamy niewyrobiony smak.

Włosi, Francuzi czy Hiszpanie są mądrzejsi od nas, tylko w związku z tym, że piją wino praktycznie od dziecka, są w stanie dosyć łatwo sprecyzować, co im smakuje, a co nie.

Czy wolą wina bardziej owocowe, wina beczkowe, o wyższej kwasowości, krąglejsze itd. Pewne smaki ich nie zaskakują tak jak nas. Potem jest im łatwiej dobierać wino do własnego gustu.

My musimy zaczynać trochę od zera. Ale może dzięki temu przygoda jest jeszcze bardziej ekscytująca? Namawiam do tego, żeby się nie zamykać we własnych ograniczeniach. Jeśli raz coś nam zasmakuje, nie poszukujemy już tylko win takich, jakie, wydaje nam się, nam odpowiadają. W winie fascynujące jest to, że wciąż odkrywa się coś nowego – to właśnie od 20 lat trzyma mnie w tym zawodzie. Co chwilę pojawia się jakiś nowy smak, zupełnie inna interpretacja tego samego szczepu, tego samego regionu – i okazuje się zachwycająca.

Myślę, że dużo więcej frajdy z picia wina w ogóle będą miały osoby otwarte. Takie, dla których nowy smak jest przygodą. Niekoniecznie dążące do powielania i szukania znanych, lubianych rozwiązań.

Jak wyrobić ten smak? Skąd czerpać wiedzę?

Tylko trening czyni mistrza, niestety. Nie ma innego sposobu niż picie, a raczej degustowanie wina. Nie musimy wypić butelki, żeby sprawdzić, czy nam smakuje. Nie musimy wypić nawet kieliszka.

Oczywiście najlepiej podróżować i próbować win w miejscu ich produkcji. Zanim wybierzemy się w podróż, w okresie niewakacyjnym, od września do czerwca, warto wcześniej wziąć udział w kilku degustacjach. Teraz w miastach odbywa się ich mnóstwo.

I sprawa może najważniejsza – spotykajmy się z innymi miłośnikami wina. Umawiajmy się w kilka osób, że na przykład robimy sobie wieczór z monastrellem. Każdy ma za zadanie przynieść butelkę wina z tej odmiany – dość popularnej i dostępnej w Polsce. Albo wieczór win hiszpańskich. Wymyślmy jakieś hasło przewodnie wieczoru. Najfajniej jest oczywiście, jeśli do tego potrafimy gotować i jakoś dobrać wino. Jest mnóstwo stron anglojęzycznych, ale też polskich, które pomogą zestawić potrawy z winem.

To jest chyba najfajniejszy sposób – kiedy sami zaczynamy rozmawiać o winie i okazuje się, że chcemy o nim mówić.

Porównujemy – twoje lepsze, moje gorsze. Odkrywamy też, że wino w połączeniu z jedzeniem zachowuje się zupełnie inaczej. Bardzo często zyskuje na wartości. Nagle coś, co nam w winie przeszkadzało – czyli na przykład garbnik odpowiedzialny za efekt ściągania w ustach albo duża kwasowość – w połączeniu z jedzeniem w ogóle nie wadzi, a przeciwnie, świetnie się komponuje.

Dokąd warto jechać?

Wcale nie trzeba daleko. Oczywiście w krajach winiarskich – we Francji, Włoszech czy w Hiszpanii – oferta jest najbogatsza, jednak żeby odwiedzić winnicę z prawdziwego zdarzenia, nie musimy nawet przekraczać polskiej granicy.

Najprościej pojechać do Krakowa i tam, na wzgórzach otaczających kościół Kamedułów na krakowskich Bielanach, czyli 15 minut taksówką od Rynku Głównego, jest winiarnia Srebrna Góra. Bez specjalnej wyprawy jest się w prawdziwej winnicy, gdzie powstaje prawdziwe wino.

Superprofesjonalną winnicą jest Winnica Turnau w Baniewicach pod Szczecinem. Też niezbyt daleko, łatwo tam dojechać drogami szybkiego ruchu. Tutaj już nie ma różnicy w odniesieniu do światowego standardu.

Możemy jechać do Kazimierza nad Wisłą, do regionu winiarskiego Małopolski Przełom Wisły, w okolicach Krakowa. Możemy pojechać w Lubuskie, gdzie wytyczone są szlaki winiarskie. Na Podkarpacie, na Dolny Śląsk. Wszędzie są winnice, które chętnie przyjmują gości. Po wpisaniu w przeglądarkę hasła „polskie wino” zobaczymy, że tych miejsc jest naprawdę mnóstwo.

Jeśli jednak chcielibyśmy odwiedzić większe regiony winiarskie, wystarczy przekroczyć granicę południową z Czechami i ze Słowacją. Tam, w odległości dwóch godzin jazdy od granicy, są duże regiony winiarskie.

Szczególnie polecam Morawy, takie miasteczka jak Znojmo czy Mikulov, wokół których jest po kilkadziesiąt winiarni otoczonych winnicami. Jednocześnie to fantastyczny region, żeby spędzić weekend, z pięknymi miasteczkami renesansowymi i barokowymi, ze świetnymi lokalami. Winnice są absolutnie przygotowane na przyjmowanie gości. 

Co warto czytać?

Kiedy byłem jeszcze kompletnym amatorem, miałem taki mały przewodnik winiarski napisany przez Hugh Johnsona, nazywany „Małym Johnsonem”, który dzisiaj odszedł już w zapomnienie – ale też publikacji poświęconych winu jest dużo więcej. W latach 90. stanowił przedmiot pożądania wśród miłośników wina. I ja w tym przewodniku po prostu odhaczałem sobie po kolei to, czego spróbowałem, czego chciałbym spróbować.

Teraz mógłbym polecić kilka tytułów:
Jancis Robinson „Kurs wiedzy o winie”
Madeline Puckette, Justin Hammack „Wine Folly”, „Alkohole w obrazkach”
Hugh Johnson, Jancis Robinson „Atlas win świata”

W poznawaniu wina bardzo ważne jest robienie notatek. Nie chodzi o to, żeby pisać nie wiadomo jakie noty degustacyjne. Chodzi o to, żeby zapamiętać: to lubię, tego nie lubię.

Żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego mi to nie smakowało. Czy było zbyt kwaśne, a może za mało kwasowe, czy beczki było za dużo albo za mało. Łatwiej jest wtedy dzięki temu zdefiniować własny smak.

Można korzystać z technologii, ale ja jestem „analogowy” i uważam, że wystarczy notes i ołówek. Zapisujemy nazwę producenta, odmianę, z której wino zostało zrobione, i swoje wrażenia. Myślę, że jeśli się pisze, łatwiej to zapamiętać, niż jeśli stawia się kciukiem jakiś znaczek w aplikacji.

Co warto oglądać?

Jest mnóstwo filmów dokumentalnych o winie. Sam popełniłem kilka. Oglądajmy filmy czysto instruktażowe – poświęcone praktycznym aspektom obcowania z winem, informujące, jakich korkociągów używać, w jakich kieliszkach pić. Na YouTube można znaleźć takie instruktaże. Przede wszystkim jednak polecam filmy dokumentalne poświęcone konkretnym regionom winiarskim.

Jedna z moich ulubionych produkcji to serial dokumentalny „Oz & James Big Wine Adventure” z Ozem Clarkiem i Jamesem Mayem z Top Gear.

Facet zafascynowany samochodami i Oz Clarke, jeden z najbardziej znanych krytyków winiarskich, podróżują wypasionym  samochodem po regionach winiarskich.

Krytyk wina używa metajęzyka, zachwyca się różnymi aspektami wina, które są kompletnie niezrozumiałe dla krytyka samochodowego. Ten sprowadza czasem znawcę do parteru, zadając z pozoru banalne pytania. Ale to są właśnie te pytania, które zadaje sobie prawdopodobnie każdy, kto zaczyna pić wino.

Jakie degustacje wybierać?

 Na początek sprawdzą się degustacje komentowane – często są otwarte nie tylko dla profesjonalistów, ale również dla amatorów wina; nawet jeśli nie są w pełni otwarte, można zdobyć na nie wejściówki w konkursach. To jest najlepsza okazja, żeby w krótkim czasie w jednej przestrzeni sali degustacyjnej spróbować wielu gatunków wina. Lub poznać wino z konkretnego regionu, z jednego szczepu.

Zapraszamy również na Galę Grand Prix „Magazynu Wino”, największy obecnie festiwal winiarski w Polsce. Przyznajemy nagrody wytwórcom najlepszych win, nagradzamy najlepszy wine bar, najlepsze karty win, dajemy certyfikaty hotelom przyjaznym winu.

Najważniejsze w tym wszystkim dla konsumenta, dla winomaniaka, winomana czy enomana, są dwa dni degustacji, 28 i 29 października, na terenach Toru Wyścigów Konnych w Warszawie. Będzie ponad 150 producentów z całego świata. A także strefa szampana – spróbujemy kilkudziesięciu jego rodzajów od kilkunastu producentów. Naszym partnerem jest „Gambero Rosso” – włoski magazyn winiarski, który powstał jako organizacja slow food, przeciwko globalizacji, makdonaldyzacji jedzenia. W zasadzie od kilkudziesięciu lat „Gambero Rosso” jest punktem odniesienia dla winiarskiego świata – przyznawane przez niego kieliszki, Bicchieri, to odpowiednik gwiazdek Michelin. Także do Warszawy Gambero przywiezie kilkunastu świetnie ocenionych producentów.  Będą wina z Włoch, Francji, Hiszpanii i Portugalii, ale i z Rumunii, Izraela, Cypru czy Grecji, z Moraw, Słowacji, Węgier, no i oczywiście z Polski. Również z Nowego Świata: z RPA, Argentyny, Chile, Australii, Nowej Zelandii.

Początkujący winomaniacy znajdą podczas festiwalu sporo materiału do nauki. W dużej przestrzeni, w jednej hali, jest wszystko – od prosecco i szampana po porto i ciężkie wina słodkie. Cała gama win białych, czerwonych, ekologicznych, naturalnych itd.

  • bardzo ciekawy wywiad 🙂

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: