Okruchy historii obrusu - KUKBUK

Okruchy historii obrusu

Obrus, pomimo niewątpliwych praktycznych zalet, to rzecz niemal diabelska – częściej uprzykrza codzienne funkcjonowanie, niż je ułatwia.

Tekst: Tomek Zielke

Zdjęcie: Polona

historia obrusu kukbuk

Ile razy słyszeliśmy nieśmiertelne: „ostrożnie, bo świeży obrus!”. Wszyscy wiemy, jak trudno się go pierze i prasuje, jak bardzo należy uważać, kiedy je się przy stole zasłanym białą tkaniną. Nie wybacza ona żadnej niezręczności, łapczywie chłonąc krople oliwy, wina, sosów. Starcie z obrusem wywołuje smutek i poczucie zrujnowania perfekcji pieczołowicie zastawionego stołu.

 

Jeśli jednak spojrzymy na rzecz szerzej, z nieco innej perspektywy, okazuje się, że duża część zastawy stołowej jest kłodą rzuconą pod nogi tym, którzy jej używają. Ile razy spadło wam coś z widelca, skapnęło z łyżki? Przedmioty codziennego użytku prezentuje się czasami jako rozwiązanie problemów, choć, w istocie, problemy skrywają się w nich samych i są przez nie tworzone. Stół wypełniony rzeczami, których praktyczność często można podawać w wątpliwość, to pole bitwy. O co? Anthelme Brillat-Savarin, znany francuski gastronom, a chyba nawet i filozof, być może powiedziałby, że jest to walka przede wszystkim o człowieczeństwo. Jak podkreśla, rozkosze stołu, cała otoczka kulturowa związana z posiłkami, to coś innego niż rozkosze wypływające tylko z jedzenia, dostarczania organizmowi paliwa niezbędnego do życia. Od jak dawna walka toczona jest na obrusie, rzeczy delikatnej, darzonej zdumiewającą rewerencją?


Jakie są jego początki i czy zawsze był przeszkodą?


Tkactwo to jedno z najstarszych rzemiosł znanych ludzkości, będące przedłużeniem starszych modeli wytwórstwa, jak wczesne plecionkarstwo. Pierwsze wzmianki o obrusie pochodzą z dzieł rzymskiego poety Marcjalisa, żyjącego w pierwszym wieku naszej ery. Wcześniej wiele domów wysoko postawionych Rzymian posiadało stoły zbyt pięknie ozdabiane, by zakrywać żłobienia i ornamenty tkaniną. Pierwsze obrusy w starożytnym Rzymie były robione z azbestu, który znany był już od najdawniejszych czasów. Pełniły funkcję przede wszystkim praktyczną, zbierały resztki jedzenia, sosów, wina, używano ich także jako serwetek. Po jedzeniu, zamiast do prania, wrzucane były do ognia, który usuwał wszelkie zabrudzenia, sprawiając przy tym, że obrusy, wybielone płomieniem, były jeszcze czystsze niż wcześniej. Etymologia słowa „amiant” (dawna nazwa azbestu w ogóle, a dzisiaj – azbest amiantowy) wiąże się właśnie z tymi właściwościami wczesnych obrusów. Łacińskie wyrażenie „amiantus”, od którego pochodzi, oznacza „niezabrudzony, nieuszkodzony”.


Znana jest także historia azbestowego obrusu Karola Wielkiego, który pomagał mu oczarować barbarzyńskich gości. Po biesiadzie wrzucał obrus do ognia, a kiedy go wyciągał, ten okazywał się nietknięty płomieniem, co wprawiało przybyszów w zdumienie i pozwalało im wierzyć w nadludzkie moce władcy.


Niepalna powierzchnia obrusu chroniąc przed pożarem przydawała się podczas hucznych wieczerzy, kiedy wzniesione puchary trącały i przewracały ustawione na stole świece.

 

W ciągu średniowiecza nakrywanie stołów obrusem stanowiło normę nawet w biedniejszych domach, choć mieszkańcy tych ostatnich nie mogli pozwolić sobie na bardzo drogie, bielone obrusy lniane – musieli zadowolić się prostymi tkaninami konopnymi. Tylko sam dół drabiny społecznej obywał się bez nich. W bogatszych domach pięknie zastawiony stół był oczywiście oznaką wysokiego statusu. Obrus musiał być najbielszy, jak to tylko możliwe. Często zdobiono go złoceniami, obramowaniami, kolorowymi motywami. Na głównym obrusie kładziono mniejsze serwety, także zdobione. Proces powstawania obrusu był mozolny, len należało ręcznie zebrać, namoczyć, zostawić, by zbutwiał, następnie wysuszyć, oczyścić międlicą i wyprząść – dopiero wtedy gotowy był do tkania. Pełne trudności było także utrzymanie obrusów w dobrym stanie.


Aby zachować biel, moczono je w ługu, a plamy usuwano moczem.


Zawodowi pracze posiadali prawdopodobnie specjalne maszyny do prasowania, być może nawet na gorąco. Szerokość obrusów ograniczona była szerokością krosna, dlatego większe stoły zasłane były najczęściej kilkoma zachodzącymi na siebie kawałkami tkaniny. Lepszej jakości obrusy były tak drogie, że w miastach istniały specjalne firmy, zajmujące się dbaniem o nie i wypożyczaniem ich na specjalne okazje. Bielizna stołowa często była także częścią rodzinnego dziedzictwa, przekazywanego z pokolenia na pokolenie. W kolejnych wiekach, wraz z rozwojem technologii produkcji tkanin, obrusy stawały się rzeczą powszechniejszą.

 

Trudno jednoznacznie określić funkcję obrusów, bo zmienia się ona w zależności od miejsca w historii, okazji, kultury. W Stanach Zjednoczonych, i chyba też w Polsce, w wielu domach obrus bywa rzeczą niemal świętą, a każde naruszenie jego czystości urasta do rozmiarów poważnego przewinienia. W innych krajach, choćby we Włoszech, dużo swobodniej traktuje się kwestie jadania przy zasłanym obrusem stole. Karafki ronią krople wina, oliwa skapuje z kawałków chleba, z długich nitek makaronów wciąganych ustami pryskają sosy. Nikt się tym nie przejmuje, a okruchy chleba z upstrzonego mozaiką plam obrusu strzepuje się bezpośrednio na podłogę. Wszystko wymiecie miotła, wypierze pralka, obrusy rozścieli się na nowo. Ten luz okupiony jest jednak utratą walorów estetycznych, które wiążą się z zaprezentowaniem na stole nieskazitelnej bieli.

 

Rozkosze stołu, jak widać, są, bywały i będą – różne. Niezliczone kombinacje przedmiotów materialnych i rzeczy niematerialnych, które wokół niego grawitują, sprawiają, że możliwości cieszenia się posiłkiem, zaskakiwania gości i dostosowywania się do ich upodobań, są nieograniczone. Sztuka, jaką jest jedzenie, angażuje intelekt oraz wszystkie zmysły. Warto więc czasem utrudnić sobie życie, by stało się ono po prostu lepsze – oczywiście przy stole!

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: