Maślany klops - KUKBUK

Maślany klops

Skąd wzięły się chore ceny masła i jak sobie z nimi poradzić?

Tekst: Darek Klimczak
Zdjęcia: Monika Rosłoniec

masło, śmietana

Dzisiaj, w wersji optymistycznej: 6,13 zł za 200-gramową kostkę. Na początku roku: 4,59 zł. Rok temu: 4,02 zł. Tak rosła średnia cena masła od października 2016 roku. Co oznacza, że za kostkę płacimy dzisiaj o ponad 50 procent więcej niż przed rokiem. Część winy za ten wzrost ceny, my jako KUKBUK, uczciwie musimy wziąć na siebie. Na pocieszenie można dodać, że masło droższe już raczej nie będzie.

 

W sprawie masła KUKBUK bije się w piersi. Nie za mocno, ale jednak. Drożejące masło to także nasza wina. Nasza, bo w zamieszczanych czy to w dwumiesięczniku czy na stronie internetowej przepisach masło pojawia się bardzo często. Wszędzie tam, gdzie potrzebujemy dobrego tłuszczu dajemy masło, nie jakąś margarynę czy olej. Podobnie zresztą robią wszyscy prowadzący telewizyjne programy kulinarne, nie mówiąc o szefach kuchni. Masło bowiem wróciło do łask. I już nie mówi się tak, jak przed laty, że jest niezdrowe.

Amerykańscy naukowcy kilkanaście miesięcy temu ogłosili zresztą, że według ich najnowszych badań masło nie powoduje tylu chorób układu krążenia jak przez lata twierdzono.

Okazało się nawet, że kwasy tłuszczowe znajdujące się w mleku krowim choć podnoszą poziom złego cholesterolu, to przyczyniają się także do powstawania tego dobrego, którego nasz organizm potrzebuje. Prawdziwe, pełnotłuste masło nagle stało się całkiem zdrowe. A że zawsze było smaczne, to nic dziwnego, że świat ma na nie coraz większy apetyt.

Francuzi jedzą 8 kilogramów masła rocznie, Niemcy 6 kilogramów, my, Polacy także coraz grubiej smarujemy nim kanapki. W zeszłym roku jedliśmy 4,3 kg masła na głowę, w tym według obliczeń Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej może być niemal 5 kilogramów. Ale spożycie masła w Europie nie ma aż tak wielkiego znaczenia jak wzrost smaku na masło wśród Amerykanów (w 2016 roku zjedli o 20 procent więcej niż rok wcześniej) oraz, przede wszystkim, Chińczyków. Co prawda zjadają oni w ciągu roku zaledwie 10 dekagramów w przeliczeniu na jednego mieszkańca, ale jak te 10 dkg pomnoży się przez 1 miliard 300 milionów Chińczyków, to liczba będzie olbrzymia. Chiny są w tej chwili największym importerem masła na świecie – w 2016 roku kupiły go o 15 procent więcej niż rok wcześniej. Mamy więc kolejnego winnego wyższych cen masła. Ale nie ostatniego.

 

Jest bowiem jeszcze coś co nazywa się Wspólną Polityką Rolną państw Unii Europejskiej. Nie wdając się w szczegóły, owa polityka doprowadziła na początku 2016 roku do zalania Europy mlekiem, spadkiem jego cen i w efekcie zmniejszaniem liczby hodowanych krów. Skutek był taki, że z czasem mleka zaczęło brakować. To spowodowało wzrost jego cen. I cen produktów z mleka powstających. Także masła. Ten wzrost okazał się większy niż się spodziewano, bo swoje własne problemy mieli także najwięksi producenci mleka, masła i sera na świecie czyli Nowa Zelandia i Australia. Masła zaczęło brakować. Ceny szybowały w górę.

W Polsce i tak nie jest jeszcze najgorzej – w Niemczech zdrożało ono o 90 procent, we Francji o 80, a w Wielkiej Brytanii ludzie boją się, że na Boże Narodzenie masła może wręcz zabraknąć.

Choć chyba tak źle nie będzie, widać bowiem światełko w tunelu. We wrześniu cena kostki masła spadła w porównaniu z sierpniem. Co prawda tylko o grosz, ale jest nadzieja, że trend się utrzyma. Zwłaszcza, że wraca do normy produkcja masła na Antypodach. Coraz częściej wspomina się także, że ceny masła mogą być wynikiem spekulacji. Optymistycznie patrząc wygląda jednak na to, że za masło już więcej płacić nie będziemy, może nawet zacznie tanieć. Ponieważ w przyrodzie równowaga musi być, to w ostatnim czasie w Polsce zaczęły drożeć jajka. Ich producentom bardziej bowiem opłaca sprzedawać je za granicę. Dostają tam nawet o 10 groszy więcej za jajko niż wtedy, gdy sprzedają je w Polsce. Czy więc teraz będziemy jeść mniej jajek na maśle?

 

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: