Freeganie to nie freaki - KUKBUK

Freeganie to nie freaki

Uczta z kontenera śmieci.

Zdjęcie: pixabay.com

freeganism kukbuk

Ziemniaki gratin na mleku kozim pod chrupiącą pierzynką z parmezanu, kotlety brokułowe z fetą, faszerowane warzywa pod beszamelem, a na deser tarta z cytrynowym kremem curd i mango lassi. Brzmi jak menu z dobrej restauracji? Tak jedzą freeganie.

 

Angielski termin „freegan” powstał z połączenia dwóch słów – „free” i „vegan”. „Containern” zaś to niemiecki czasownik, oznaczający grzebanie w kontenerze na śmieci. Krótko mówiąc, na tym właśnie polega freeganizm. Jest rodzajem protestu, kontestacji otaczającej rzeczywistości, wyrazem niezgody na nadprodukcję i marnowanie żywności z jednej strony i na głód na świecie z drugiej. Ilu freegan, tyle filozofii tego zjawiska. Niektórzy decydują się na tę dietę z powodów ekonomicznych, inni – etycznych.


Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji (POHiD) szacuje, że rocznie w naszym kraju marnuje się około trzystu tysięcy ton dobrej żywności. Te dane są zatrważające, ale jednocześnie motywują do działania.


Freeganie to miejscy poszukiwacze przygód, lubiący dreszczyk emocji. Na łowy, w zależności od miejsca, wychodzą późnym popołudniem lub o zmroku. Buszują po bazarkach w poszukiwaniu dóbr, które się nie sprzedały danego dnia. Przygarniają brzydkie czy przywiędłe warzywa i owoce. Z bazarowych znalezisk wyczarowują owocowe koktajle, ciasta z owocami, pożywne warzywne obiady, do których dodają strączki.

 

Znacznie bardziej emocjonujące są wyprawy do supermarketowych kontenerów na śmieci. Im lepszy market, tym lepsze śmieci. Tam można znaleźć, oprócz warzyw i owoców, inne produkty – jogurty sojowe, suszone pomidory, nabiał, słodycze i wiele więcej. Z takimi ingrediencjami można już poszaleć i przygotować na przykład sałatkę z egzotycznych owoców polaną sosem jogurtowym, warzywa zapiekane pod dobrym gatunkowo serem, quiche, krokiety ziemniaczano-serowe z orzechami włoskimi, rosół na włoszczyźnie warzony trzy godziny według przepisu znanej blogerki.


Freeganizm uczy szacunku do jedzenia i kreatywności w kuchni. Jest jak loteria – nigdy nie wiesz, na co trafisz.


Kto zna dobrze topografię miasta, wie, gdzie spodziewać się udanych łowów. Freeganie wspierają się, umawiają, dzielą znaleziskami i doświadczeniami w internecie. Są sklepy, na których zapleczu wszystko jest posegregowane, tak że nie trzeba nawet brudzić rąk, są też takie, które wszystko wrzucają do jednego kontenera. Jedyna szansa, by coś w nim znaleźć, to wskoczyć do środka. Często towarzyszy temu kłótnia z ochroniarzem, który strzeże śmietnikowych skarbów jak oka w głowie.

 

Freeganie to nie freaki. Są zwykłymi ludźmi, studiują, pracują, są ciekawi świata. Warto spróbować pójść ich ścieżką. „To nie my powinniśmy się wstydzić, wyjadając jedzenie ze śmietnika. Niech wstydzi się ten, który je tam wyrzuca”, jak śpiewał pewien punkowy zespół.

 

Tekst: Izabela Karpiszuk

Zdjęcie: pixabay.com

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: