Nie emigruję, mam za dużą bibliotekę - KUKBUK

Nie emigruję, mam za dużą bibliotekę

Moja przyjaciółka, malarka Teresa Starzec, kolekcję ma imponującą. Ale tworzy ją od ponad 30 lat.

Zdjęcia u Teresy zrobiliśmy ja i Bartek Warzecha.

Trudno ją złapać, bo w zasadzie ma dwa domy: wielki strych w starej kamienicy na Pradze-Północ i wiejskie siedlisko nad Narwią. Miejsca pracy też dwa: Kamienicę Artystyczną na Foksal 11, gdzie prowadzi jedną z najlepszych szkół artystycznych w Polsce – Atelier Foksal, oraz swoją pracownię przy alei Jana Pawła II. I wszędzie ma skorupki, meble, zabawki, tkaniny. Nie zbiera z jakimś szczególnym zamysłem. Po prostu kupuje i znosi z praskich śmietników to, co jej się podoba.

Graficzka z wykształcenia, malarka z wyboru, pedagog z powołania. Kolejne roczniki młodych ludzi, którzy przeszli przez Atelier, teraz kształtują nasze miasto. Więc gdziekolwiek Teresa się ruszy, tam spotyka swoich dawnych uczniów.

Żona artysty Andrzeja Bielawskiego, mama Alicji (artystki) i Antka (studenta wzornictwa). Jest jak moja zastępcza mateczka, więc oglądając porcelanę, zawsze rozmawiamy o życiu.

 

Co to był za czas, kiedy zamieszkałaś na Pradze?

Cudowny. Koniec lat 70. Kończyłam akademię, miałam 25 lat. Sporo się wtedy w sztuce działo. Nikt nie myślał o żadnej innej pracy, o etatach, wszystko było podporządkowane pracy twórczej. Andrzej miał tu już od trzech lat pracownię, przejął ją po rzeźbiarzu Mikołaju Kizorskim. Jedna czwarta tej powierzchni, którą teraz tu mamy. Sukcesywnie powiększaliśmy ten strych. Z czasem przerodził się w naszą wspólną pracownię. Przeniosłam się tu z Żoliborza, gdzie mieszkałam u przyjaciółki mojej babci z Kresów.

Ale wcześniej z Krakowa. Co zdecydowało, że wybrałaś Warszawę?

Zakochałam się. Ale też wcześniej często przyjeżdżałam do Warszawy, miałam tu wielu przyjaciół z wyjazdów na narty, zresztą te przyjaźnie trwają do dziś – Jurek Porębski, Isia Bajewska, JEMS-i. Warszawa była moim wentylem. Gdy tylko czułam się zduszona w Krakowie, wsiadałam w samolot…

Samolotem się latało?

Podróż pociągiem była bardzo długa. A jeżeli w ostatniej chwili kupowało się bilet samolotowy, to on był tańszy od kolejowego. Tylko że latały „kukuruźniki”. Mój ojciec odchodził od zmysłów, czym ja latam do Warszawy i po co.

A po co przyleciałaś w tym 1977 roku?

Na wystawę mojego profesora Zbysława Maciejewskiego. Znali się z Andrzejem z ogólnopolskich plenerów, dlatego po wernisażu było party, tutaj na strychu. Trwało trzy dni. Wychodziliśmy tylko na metę na Brzeską. Pamiętam, że Kinga Kawalerowicz – młoda żona Łukasza Korolkiewicza – wtedy gotowała. Znałyśmy się z Krakowa, dlatego od razu się tu dobrze poczułam. I tak zostałam na 38 lat.

Zostałaś zaraz po tej imprezie?

Wróciłam tylko, by zrobić dyplom na grafice.

W tamtych czasach żyło się bardziej na luzie. Teraz współczuję młodym ludziom. Jest większy wybór, więcej możliwości, ale też większy stres. Tylko zrozum mnie dobrze – nie chcę powrotu do tamtych czasów.

Żyliście w zasadzie bez pieniędzy. Jak to się udawało?

Wiesz jak? Życie było tańsze, czynsze niższe, mieliśmy też inne potrzeby. Zadowalaliśmy się prawie niczym. Andrzej zawsze miał smykałkę do majsterkowania. Szafki w kuchni pomagał nam zrobić zaprzyjaźniony stolarz z sąsiedniego teatru Baj. Materiały pozyskiwaliśmy z rozbiórek, ze śmietników. Do dziś gromadzę z takich wystawek krzesła, fotele, kwietniki. Potem oczywiście rozdaję. W łazience nigdy nie mieliśmy kafelków, tylko malowaliśmy farbą olejną: na granatowo, jak nam się zamarzyło, albo na czarno, żeby było ekstrawagancko.

Dało się żyć ze sztuki?

Skromnie, ale się dało. Andrzej miał fantastyczny start, po studiach był gwiazdą. Wygrywał wszystkie graficzne konkursy, miał wystawę za wystawą. A gdy przyjechał cudzoziemiec i kupił od nas grafikę, to już w ogóle żyło się z tego dwa miesiące. Główną potrzebą była książka, pianino dla dziecka i materiały plastyczne – z tamtych lat mamy zapasy, które starczą nam do śmierci.

Przykład – nie zdecydowałam się emigrować w latach 80., bo miałam za dużą bibliotekę. Nie wyobrażałam sobie, że mogłabym zostawić książki.

Kiedy pojechałam do Londynu uczyć się języka, to nie kupiłam sobie butów ani sukienki, tylko dłuta, które mam do dzisiaj.

Jak to miejsce – wasze mieszkanie – funkcjonowało w latach 70., 80.? Jak je zapamiętałaś z tego czasu?

Jako otwarte. Cały czas przewijali się ludzie, nie tylko z Warszawy. Nie było telefonów, więc każdy, kto zapukał, to był po prostu. Odbywały się tematyczne imprezy, uwielbialiśmy się przebierać. Łukasz Korolkiewicz, Andrzej Bieńkowski, Krystiana Robb-Narbutt – wspólnie spędzaliśmy czas, pozowaliśmy do obrazów, aranżowaliśmy sesje fotograficzne. Wychodziliśmy na ulice umalowani. A tu, na Pradze, było takie życie, że nikt się niczemu nie dziwił. Nie było innych atrakcji, wszystko się działo w pracowniach. Ktoś namalował jeden obraz i już był wernisaż jednego obrazu, i impreza.

W stanie wojennym działała tutaj drukarnia. Faceci wyekspediowali kobiety z dziećmi do Zakopanego, żeby nas nie narażać, a sami tu zostali. Mieliśmy świetnych sąsiadów, którzy nas ostrzegali, gdy było za głośno. Dozorca pilnował, żeby nikt podejrzany się nie kręcił. Wiadomo, Praga. Tu nie było ubecji, a jeśli była, to się z nią ostro rozprawiano.

Dziś myślę, że naszej fundacji by nie było, gdyby nie to zacięcie społeczne z tamtych czasów. Bezinteresowne, ideowe działanie. Gdy trafiały się pieniądze ekstra, to się inwestowało w sprzęt, pracownię, wynagrodzenie dla ludzi.

Mówisz – inne czasy. Nie przestraszyłaś się, gdy twoje dzieci zadeklarowały, że chcą być artystami?

Skąd, bardziej cierpiałam, gdy Ala podjęła decyzję, żeby najpierw iść w stronę teorii, czyli historii sztuki. Doskonale sobie radzą. Z całej mojej rodziny ja niby wybrałam najmniej praktyczny zawód, a najlepiej funkcjonuję. Jeśli coś robisz z pasją, wkładasz w to serce, zawsze znajdziesz takie rozwiązanie, że będziesz miała z czego żyć.

 

– Agnieszka Kowalska

Dziennikarka, przez 15 lat związana z „Gazetą Wyborczą”. Prowadzi sklepik z dizajnem retro LovKov (Patyna.pl) i pisze książkę dla dzieci o swoim psie.

© KUKBUK 2017

Strony www, marketing internetowy - advertajzing usługi reklamowe w Ełku