Ekstremalne (przy)smaki - KUKBUK

Ekstremalne (przy)smaki

Planujecie podróże w nowym roku? To świetna okazja, by przez kuchnię poznać inną kulturę. Co jednak w sytuacji, kiedy dania charakterystyczne dla konkretnego regionu okażą się… niejadalne?
ekstremalne jedzenie kukbuk

Nawet w miejscach, w których, wydawałoby się, nic nas nie zaskoczy, możemy trafić na potrawy ekstremalne, szokujące czy po prostu dziwne. Które z nich wzbudzają nasz największy wstręt i dlaczego?

 

Włoskie robaki
Na pierwszym miejscu nieodmiennie są robaki, traktowane jako przysmak w wielu miejscach świata. Nawet tak lubiana przez Polaków kuchnia włoska może pochwalić się „robaczywym” specjałem – do wytwarzanego na Sardynii sera owczego casu marzu wprowadza się larwy much. Co ciekawe, w momencie jedzenia larwy powinny być żywe, to bowiem świadczy o świeżości sera. Może to nieco utrudniać posiłek, ponieważ robaki wesoło podskakują, nawet na wysokość piętnastu centymetrów. Mimo że rozmaite żyjątka powoli torują sobie drogę do najlepszych restauracji, ciągle (na szczęście?) stanowią raczej kontrowersyjną ciekawostkę niż stały punkt menu.

 

Azja w gębie
Na kulinarnej mapie świata najwięcej ekstremalnych przysmaków, wystawiających na poważną próbę nasze kubki smakowe i żołądki, znajdziemy w krajach azjatyckich. Na śniadanie możemy dostać natto, czyli sfermentowane ziarna soi przypominające ciągnące się niteczki kleju. Podobno w dawnych czasach Japonia była podzielona kulinarnie na część lubiącą natto i tę, która miała do niego raczej sceptyczny stosunek.

 

Prawdziwym azjatyckim smakołykiem jest też bijące serce kobry. Wąż jest zabijany przy stoliku restauracyjnych gości, a serce wyjmowane i zjadane zanim zdąży wystygnąć. Ze skóry i wnętrzności kobry składa się reszta posiłku. Do tego nietypowy drink – wódka doprawiona świeżo wyciśniętą krwią homara, która ma ponoć działanie afrodyzjaku. To tylko niektóre z wielu przykładów.

 

Wstręt wzbudzają w nas dania o źle kojarzącej się konsystencji, nieapetycznym wyglądzie. Naukowcy twierdzą, że nasz mózg automatycznie klasyfikuje jedzenie ze względu na jego wygląd na jadalne i niejadalne. Zwykle wszelkie odstępstwa od normy, do której jesteśmy przyzwyczajeni, są rozpoznawane jako szkodliwe. Dotyczy to również zapachów – najbardziej śmierdzący owoc świata, durian, przez wielu jest uznawany za kompletnie niezjadliwy.

ekstremalne jedzenie kukbuk

Odpychające nóżki
Dużo kontrowersji wzbudza też spożywanie mięsa zwierząt, które uznajemy za niejadalne. W tym przypadku decydują nie tyle walory smakowe, ile społeczna empatia. Bulwersuje nas choćby propozycja zjedzenia mięsa konia czy psa. Nie mamy jednak podobnych skrupułów, gdy chodzi o krowę i świnię. Ekstremalnymi daniami są również te zawierające części ciała zwierząt – bycze jądra czy podawana w całości głowa owcy. Polacy nie przepadają też za podrobami. Sztandarowego dania kuchni szkockiej nie będziemy chcieli pewnie nawet spróbować. Haggis, czyli wątroba, płuca i serce owcy z przyprawami, gotowane i serwowane w owczym żołądku, skutecznie odstrasza nie tylko listą składników, ale też swoim wyglądem.

 

Warto pamiętać, że to, co uważamy za ekstremalne, dla mieszkańców danego kraju jest zwykle czymś wyjątkowo smacznym. Lokalne przysmaki tworzą tożsamość i są nieodłączną częścią konkretnej kultury. Kulinarne wybory są więc w dużej mierze zdeterminowane przez kulturę, w której żyjemy. To dlatego obcokrajowcy sceptycznie spoglądają na nasze nóżki w galarecie i kiszone ogórki. Zasada jest prosta – im mniej podobieństw między kulturami, tym więcej wzajemnych kulinarnych wyzwań. Także dla naszych, przyzwyczajonych do określonych potraw żołądków.

 

Amerykanka w Paryżu
Pamiętacie Julię Child? Swój pierwszy tydzień pobytu we Francji przypłaciła nieprzyjemnymi dolegliwościami gastrycznymi. Okazało się, że jej organizm, przyzwyczajony do kuchni amerykańskiej, z trudem przestawił się na obfitującą w masło i śmietanę kuchnię francuską. I mimo że Julia zachwyciła się francuskimi smakami, jej organizm uruchomił reakcję obronną.

 

Jedno jest pewne – warto próbować. Pokonując ograniczenia narzucane przez własną kulturę i indywidualne przyzwyczajenia, możemy doświadczyć nie tylko nowych połączeń smakowych, ale i na chwilę poczuć się jak członek innej kultury. Podczas swojej następnej podróży, zamiast wybrać bezpieczeństwo i przewidywalną kanapkę w najbliższym McDonaldzie, zaryzykujcie i udajcie się z wizytą do lokalnej restauracji.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: