5 typów zachowań klientów, które bawią i gorszą - KUKBUK

5 typów zachowań klientów, które bawią i gorszą

Jakim typem gościa nie chciałbyś być podczas wizyty w restauracji lub barze?
bar zachowania klientow kukbuk

1. Zawadiaka z amnezją

Dowiedziałeś się właśnie, że dostałeś awans w pracy albo że twojemu najlepszemu kumplowi urodziło się dziecko. Taka sytuacja wymaga celebracji! Zastanawiasz się ze znajomymi, gdzie uczcić szczególną okazję, i prędko dochodzicie do wniosku, że powinniście pójść do waszego ulubionego lokalu, w którym bywacie od lat. Przekraczacie próg i już z oddali widzisz znajomego barmana, więc pierwsze, co robisz, to podchodzisz do niego, by skleić z nim piątkę. Trochę cię dziwi, że barman nie podziela twojego entuzjazmu. Mimo to zapraszasz ekipę, by podeszła do baru, i zamawiasz butelkę najlepszej wódki, jaką serwuje się w tym lokalu. W odpowiedzi słyszysz: „Zarówno pan, jak i nikt z pana towarzystwa nigdy więcej nie dostanie tu kropli alkoholu”. Zastanawiasz się, czy to żart, ale sroga mina pracownika baru utwierdza cię w przekonaniu, że sprawa jest poważna… Barman z kamienną twarzą pyta, czy pamiętasz, co robiłeś w poprzedni weekend. Odkopujesz z odmętów pamięci imprezę, na której podobno szampańsko się bawiłeś. Barman, nieco zmiękczony twoją nieświadomością, opowiada ci, że był świadkiem twojej zabawy i choć z pewnością była szampańska, twoje zachowanie było niedopuszczalne. Dowiadujesz się, że połamałeś dwa stoły, rzucałeś krzesłem w gości siedzących przy innym stoliku, w trakcie próby opanowania cię zwyzywałeś obsługę, a na koniec oplułeś właściciela lokalu. W oczach barmana widzisz już swoje odbicie, a w nim własną marność.

2. Pewniaczek

Otwiera się nowy lokal. Jesteś wyjadaczem i wiesz, jak to działa. Niedoświadczeni gastronomowie mają hojną rękę, boją się asertywności, bo zależy im, by zdobyć jak największe grono odbiorców. Wiedząc o tym, idziesz po to, co ci się należy, „na pewniaczka”. Towarzyszy ci koleżanka z pracy, której masz ochotę zaimponować znajomością najnowszych miejscówek w mieście. Podchodzisz do baru, zamawiasz dwa koktajle i mówisz, że to idzie na zeszyt, na twoje nazwisko. Pracownik stojący za barem pyta, na jakiej podstawie rościsz sobie prawo do poczęstunku, a ty na to wykrzykujesz: „Doskonale znam się z szefem lokalu i lepiej dla ciebie, byś nie podważał zasadności mojej prośby…”. Prawdopodobnie takie zachowanie w niektórych sytuacjach uszłoby ci płazem, ale wyszedłbyś na idiotę, gdyby się okazało, że akurat byłeś obsługiwany przez samego właściciela…

3. Chojrak

Przychodzisz do ulubionego baru z kolegami z liceum. Nie widzieliście się parę lat. Gadacie o swoich sprawach i pojawia się temat pracy. Konkurencja jest ostra, jeden z kumpli buduje nowy dom, inny wymienia sportową furę na nową, kolejny robi właśnie doktorat. Czujesz, że przegrywasz, choć niedawno byłeś zadowolony z salonu, w którym wymieniłeś PRL-owską meblościankę na nówki z Ikei. Zjadacie kolację, po czym kelner przynosi kartę alkoholi. Dostrzegasz w menu pozycję o nazwie „ebola”. Zaśmiewasz się z niej i dopytujesz kelnera, z czego drink się składa. W odpowiedzi słyszysz, że jest to wódka zakrapiana nastawem pieprzowym. Barman, który serwuje ten drink, ma na niego przepis jako czwarte pokolenie po pradziadzie. To szczególnie pikantny nastaw, dlatego polecany jest osobom o wyjątkowej odporności. Dostrzegasz w tym szansę na awans w oczach kolegów i wygłaszasz: „To co, panowie? Jedziemy cztery kolejki eboli z poczwórną dawką ostrych kropli?”. Koledzy kręcą głowami, co odczytujesz jako niemy podziw z ich strony, więc zamawiasz dla nich po kieliszku czystej, a sam „bierzesz na siebie chorobę”. Kelner dostarcza specyfik, a ty wznosisz toast i wychylasz kieliszek „na hejnał”. Po paru sekundach zwracasz go wraz z obiadem na środek stołu i na niebieskie koszule polo sport swoich towarzyszy.

4. Mamunia

Kochasz swoje dzieci i nie możesz się z nimi rozstać. To zrozumiałe, dobrzy rodzice nie porzucają swoich pociech. Niemniej niekoniecznie musi to pasować innym gościom restauracji, do której się wybrałeś. Kiedyś siedziałem w knajpie stolik obok dużej familii. Jedzenie trafiło na stół, wgryzłem się w soczystego burgera dokładnie w tym samym momencie, gdy bobasowi trzeba było zmienić pieluchę. Nie zdążyłem nawet się zdenerwować – to było traumatyczne przeżycie. Wychodząc z restauracji, zauważyłem osobne pomieszczenie z przewijakiem, na którym z pewnością wygodniej byłoby pozbyć się niemowlęcych ekskrementów.

5. Ekspert

Bawi mnie rzesza bywalców, którzy spoglądają na półkę piw z pogardą, po czym formułują pytanie będące zarazem stwierdzeniem: „Rozumiem, że nie ma u państwa piwa niepasteryzowanego…”, jakby to było najwyższe kryterium jakości! Nie interesują ich składniki, rodzaj drożdży, czas leżakowania, a jedynie to, czy piwo było poddane działaniu danej temperatury (bo faktycznie było – niższej o pół stopnia Celsjusza, dzięki czemu, zgodnie z prawem, może mieć na etykiecie napis „niepasteryzowane”). Bardzo współczuję moim kumplom, którzy pracują za ladami wziętych multitapów i często maczają palce w procesie powstawania danego browaru. Specjalistyczne elaboraty wygłaszane przez znawców tematu na co dzień uprzykrzają im życie, a niektórym nie starcza entuzjazmu, by wyprowadzać klientów z błędu.

Jestem ostatnią osobą skłonną do potępiania niesfornych gości, bo sam nie jestem bez winy. Byłem jednak świadkiem wielu sytuacji, o których goście woleliby zapomnieć. Brak nazw lokali i imion klientów oraz subtelne zmiany w opisie są celowe. Wszystkie sytuacje zdarzyły się naprawdę.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: