Pesto genueńskie, czyli genovese - KUKBUK
Pasta fresca i pesto kukbuk

Pesto genueńskie, czyli genovese

1 porcja

Do przyrządzania pesto używamy kamiennego moździerza. I to już w zasadzie ostatnie zalecenie w sprawie pesto. Mycie bazylii też budzi spory, jedni myją inni nie, na pewno nie można liści suszyć pocieraniem o kuchenny ręcznik. Tyle teorii. Praktyka jest nieco bliższa życiu. Ja nie mam w domu liguryjskiej oliwy ani czosnku. Używam innych, łatwiej dostępnych. Bazylię latem mam na balkonie, zimą używam tej z supermarketu. Moździerz to prezent urodzinowy sprzed paru lat. Zatem jeśli macie już wszystko, przechodzimy do robienia pesto. Rozcieramy czosnek, wsypujemy sól i listki bazylii.  Wszystko razem ucieramy okrężnym ruchem tłuczka, uwalniając olejki. Bazylię dokładamy partiami, aż do wyczerpania zapasu. Dodajemy łyżkę orzeszków i dalej ucieramy. Nie trzeba rozdrabniać ich do końca  – dla podniebienia pewne nierówności będą przyjemne. Następnie wsypujemy sery. Rozprowadzamy całość oliwą, dolewając ją partiami, tak aby uzyskać gęsty krem. Bywa, że będzie to nawet szklanka oliwy. Pesto powinno ucierać się krótko. Podajmy z makaronem trenette. To takie spłaszczone spaghetti. To znów teoria, bo to niespłaszczone też da radę. A jeśli rozcieńczycie pesto przed mieszaniem z makaronem odrobiną wody, w której się gotował łatwiej będzie połączyć składniki. Moja wielka włoska książka kucharska mówi jeszcze, że do trenette i pesto dokłada się zieloną fasolkę szparagową i młode ziemniaki. Na taką wersję poczekamy jeszcze chwilę, do lata. Ale wersja podstawowa jest najszybszym obiadem, jaki znam i nie jednokrotnie ratowała nas przed śmiercią głodową po późnym powrocie z pracy. Przygotowanie całości trwa w końcu tylko tyle, ile ugotowanie makronu.

 

Bartka Kieżuna.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: