Mus z gorgonzoli - KUKBUK
Mus z gorgonzoli kukbuk

Mus z gorgonzoli

ok. 3-4 porcji

Inicjatywa sąsiedzka... jak dobrze mieć sąsiada, który też gotuje.

W mojej ukochanej „Wojnie domowej” Paweł stanowi łącznik między dwoma piętrami. Omijając jazgotliwego psa sąsiadki w papilotach i pokonując po dwa schody zachodził do Kamińskiej, granej przez Janowską, po sól albo z zaproszeniem na pączki lub drylowanie wiśni.

 


Nasza ulica z restauracjami to taki dawny blok, w którym zniknięcie lub przemiana restauracji, cena lunchu czy liczba gości za szybą nie przejdzie niezauważona.


Puściej i ciemniej na Foksal zrobiło się po zamknięciu kolejnych dwóch restauracji. Przywykliśmy do głośniejszego sąsiedztwa, którego goście mylili stoliki ogródkowe z naszymi, pozostawiali fantazyjne szklanki w doniczce z ziołami i dopisywali kreskowane „ó” gulaszowi na tablicy. Solidarnie kiwaliśmy głowami nad kolejnym wymalowanym na białej ścianie sąsiada graffiti, śledziliśmy trendy w modzie, patrząc na obsługę ubraną w sponsorowane przez pobliski sklep ciuchy, ale też z braku własnego parkietu podsyłaliśmy żądnych tańca i mogliśmy liczyć, że kawałek naszego terenu zostanie przy okazji umyty wodą z gumowego węża. I pewnie czasem coś nie grało lub grało zbyt głośno do naszej kolacji, ale sąsiad to sąsiad. Kto wie, czy z nowym pójdziemy na jedno z PIW.

 

Lubimy restauracyjne zagłębia, z pozorną konkurencją. Słabsi na tym zyskują. Gdy zaparkowanie samochodu na modnej ulicy jest na miarę cudu, a z braku rezerwacji odbijamy się od drzwi restauracji, do której planowaliśmy pójść, i tak pozostajemy w sąsiedztwie. Wiele razy słyszymy od gości, że jedli wczoraj obok, a jutro chcieliby tam. Z życzliwością i dobrą znajomością tematu kierujemy Japonki z zapisanymi na kartce pierogami, flakami i żurkiem pod właściwe drzwi, innym wyjaśniamy, dokąd przeniosła się meksykańska restauracja i gdzie za rogiem jest dobra pizza. Nękani latem przez ogródkowych złodziei lub praktycznie bezkarnie i bezczelnie objedzeni z kaczki przez warszawskiego oszusta wysyłamy sąsiadom maila z ostrzeżeniem (zdarzył nam się gość z rezerwacją, który ukradł kolanko od zlewu). Pożyczamy kucharzy na tematyczny catering, gdy nikt z nas nie ma pojęcia, jak szybko zawinąć 750 wontonów. Umawiamy się grupowo z jednym architektem, aby wymierzył ogródki, podpytujemy o dostawców i zamawiamy skorzonerę u swoich, gdy inni mają braki w ofercie. Podsyłamy szukających pracy. Biegamy po sól, kolendrę, mikser, zmrożoną wódkę, galangal, kieliszki do szampana i wózek cateringowy. Ustalamy, kto i kiedy wrzuca do wspólnej maszyny czyszczącej garnki, i w razie awarii dopiekamy dzika w tajskiej restauracji. Wymieniamy się obiadami i misą musu chałwowego pozostałą po grupie, bo dla nas to już nie jest kulinarna atrakcja. Znamy prywatnie, czasem podkochujemy się zza szyby i facebookowo chwalimy. I nie ma znaczenia, czy serwujesz tatara, czy sushi, czy bolito misto… jesteś NASZYM sąsiadem! I też fajnie gotujesz…

W garnku z grubym dnem rozgrzewamy śmietanę z żelatyną i wkruszamy obydwa sery. Rozpuszczamy, dodajemy czekoladę. Zdejmujemy z ognia i posypujemy gałką. Długo miksujemy, napowietrzając blenderem. Do gorącego lubię dodać ½ łyżeczki czarnuszki lub sparzonego maku, a na koniec wmieszać olej z orzechów laskowych. Pięknie łączy się też z olejem dyniowym (uwaga na ilość, gorzki). Przelewamy do miski i zostawiamy do powolnego zastygania; co jakiś czas mieszamy, by uniknąć kożucha. Orzechy kroimy na pół i dopiero gdy są zimne, próbujemy zawiesić w musie. Gorący będzie rzadki i wszystkie dodatki niepotrzebnie wypłyną na wierzch. Jeśli gałkownicą chcemy ukręcać kulki – noc w lodówce obowiązkowa. Jeśli chcemy nakładać w cykorię – kilka godzin wystarczy. Jako dodatek balsamiczne wiśnie i pieczony lub świeży fenkuł z oliwą… nie warto pomijać (po sąsiedzku dostaliśmy domowe grissini).

 

 

Żelatynę zalewamy łyżką zimnej wody i odstawiamy. Do garnuszka wsypujemy cukier, anyż i wlewamy ocet. Redukujemy na lekki syrop (uwaga, w balsamicznej redukcji cukier bardzo szybko się pali). Wrzucamy zamrożone wiśnie i trzymamy na ogniu do zagotowania. Płyn z wiśni łączymy z żelatyną i ponownie dodajemy do wiśni. Zastyga w lodówce!

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: