Mus z bobu z bryndzą - KUKBUK
pasta z bobu kukbuk

Mus z bobu z bryndzą

1 słoik

Szósta akcja zakupowa pod kryptonimem „SAZ5072014R” tym razem zbierała się koło mlekomatu. Warszawskie spotkania z zakupami ciekawego człowieka to prosta i konkretnie przeprowadzona inicjatywa młodego slowfoodu (Slow Food Youth Warszawa), zaopatrzonego w szeroką łopatę do odśnieżania z napisem „sezonowa akcja zakupowa”, papierowymi torbami i mapą.

Co akcja – inny bohater spotkania i jego zakupowy świat. Paweł Loroch z kilku powodów nadawał się idealnie. Jeździ, więc wie, jada, więc gotuje, ma pierwsze internetowe radio kulinarne, więc umie mówić przepięknie, jest dziennikarzem, zatem dopytuje o szczegóły. Poza tym poprowadził już niejedno wydarzenie, był zatem idealny do poprowadzenia i nas po wybranych stoiskach. A jeszcze wysoki i nie można się zgubić. Paweł wybiera bazar na Wiatracznej, dookoła budynku Uniwersamu Grochów. Przygoda na trzy godziny wśród ciuchów „wielokrotnie używanych” (spostrzeżenie Pawła), chabrów, jagód i szczawiu z polnego wybiegu, zielonego groszku live łuskanego w kubek, doradców smaku, budek i przecenionych owoców tropikalnych. Według narysowanej mapy poznamy, gdzie leży: zioło bergamotki, pomidory z Janowa, mięso ze Stanisławowa, ryby z wody, chleb, rurki z Wiatracznej. Cztery proste przepisy na plecach mapy: czosnek pieczony w cukrze i oleju rzepakowym, ogórki z miodem i melisą, serniczki twarogowe z malinami i pożegnanie sezonu: truskawki z kruchą śmietaną. Śniadanie jemy wspólnie – może nie na trawie, ale na miejscach targowych – dziś opustoszałych. Zakupom przygląda się 1/3 Wiatraka, dołączając czynnie w postaci uwag, dąsów, zglądania zza ramion lub podjadania naszych kanapek z żurawinowym chlebem. A co tu się dzieje? Nic – zwiedzamy bazar. PANI WIE, ONI BAZAR ZWIEDZAJĄ!!??

pasta z bobu kukbuk

Najpierw sztuczna krowa. Wybajerzony mlekomat 4% z podpuszczką w torebkach wylatującą za 5 złotych. Mleko smakuje lodami śmietankowymi. Obok przygrywa mu pan z gitarą, a pozostałość po świetności Uniwersamu – dansing Astoria za 15 złotych – gwarantuje dobrą zabawę dla seniorów w sobotę do trzeciej (wyobrażacie sobie, że przygrywa tak od 1977 roku?). Konkurencyjne mleczne stragany kryją się dookoła. Pierwsze odkrycie pana z mlekiem w butelce po coca coli i serem białym poporcjowanym w kawałkach wciąga mi uśmiech na kąciki ust. Potem odkrywam, że to sieć. Jest tego więcej! Przewodnik Loroch straszy podrabianymi historiami o prawdziwym jedzeniu, odklejaniu naklejek na dżemie z brusznicy przez najprawdziwszą babę górską. Ma ze sobą własny truskawkowy dżem z wanilią.

pasta z bobu kukbuk

Teraz czas na pomidory w królestwie tego owocu. Jeszcze nie gruntowe, ale mam to gdzieś. Szaleję z kolorami, napełniam nimi papierową torbę. „Magiczna bazylia” co odrasta jej zerwany liść i zupełnie nie „elgrejowa” bergamotka sprzedają się naprzeciwko. Pijemy z niej napar do śniadania. 20 plastrów szynki stanisławowskiej do kanapek po krojeniu nożem waży 1,20 kg. Plan kupienia chleba gwałtownie się komplikuje. Wtrąca się nam kolejka i wymusza pieczywo u Romana. Najgłośniej krzyczą baby. Się nie dziwię. Pan Roman zza wąsa uśmiecha się do nich w malutkiej budce od 20 lat. Syn Paweł uczy się tego triku u boku ojca. Bańki na mleko o 10.30 w sobotę są już puste. A ja jeszcze wrócę po te wąsy, przepraszam, po chleb! Jabłka z Grójca w lipcu już się nie bronią smakiem. Zostały te najwytrwalsze, piękne, lecz tekturowo-piwniczne w smaku. Przyszły tydzień zaczyna nowy, jeszcze winny i kwaśny sezon. Nie przegapcie papierówek zapatrzeni w czereśnie.

 

Bazar Wiatrakowy to jedna wielka przygoda. Trzeba na nią otworzyć oczy, uruchomić tolerancję na niecierpliwość kolejki i wózki wjeżdżające na stopy. Iść tam, gdzie kolejka, zapach czereśni, czosnkowej kiełbasy i pracowitość w łuskanym kubku zielonego groszku. Gońcie przenośną kuchnię wietnamską po zimną kawę z Grochowa i zajrzyjcie w wózek po klejące naleśniki ryżowe z grzybami! Marcin ze Slodkokwasna.pl wyjaśnia nam, co jemy. Wzmagają się apetyt na następny bazar. Siódma otwarta akcja zakupowa pewnie niedługo! Dziękuję!

 

Moje śniadanie inspirowane Wiatraczną rozpoczęło się punkt 9.00 w niedzielę od naparu z liści bergamotki, kwiatu malwy, miodu i kilku malin pływających. Na czas lata porzućcie klasyczne herbaty i właźcie w napary ziołowo-owocowe. Mój Tata jest mistrzem topienia w dzbanku pozornie nieskładnych składników z balkonu. Potem wjechały pomidory z Janowa pod Otwockiem w 6 kolorach, oliwie portugalskiej i kwiecie soli. Biały plaster sera miał obok łyżkę cienkich plastrów buraka z wiśniami na ciepło, a wszystko zaczęło się od bobu….

pasta z bobu kukbuk

Bób ugotowany razem z czosnkiem, masłem i cukrem obieramy, gdy jest gorący i zaczynamy miksować, dodając powoli 4 łyżki oleju rzepakowego i 4 łyżki przegotowanej wody. Doprawiamy solą i odstawiamy. Świetnie pasują tu posiekane włoskie orzechy. Bryndzę ukręcamy ze śmietaną i szczyptą gałki. Kalarepkę kroimy na cienkie płatki i marynujemy w pozostałej ilości oleju z octem i szczyptą soli. Lubię pozostawić wszystko na godzinę w lodówce dodając skórki z jabłek i 3 plasterki czosnku. Mus z bobu i kremową bryndzę wykładamy obok siebie na talerz, przykrywamy plasterkami kalarepki i obsypujemy koperkiem. Bryndzę warto lekko dotknąć kroplą miodu na talerzu. Taką pastę z bobu można jeść na chlebie posypaną tartym jajem na twardo.

© KUKBUK 2017