Costine di maiale con olive - KUKBUK
zeberka kukbuk

Costine di maiale con olive

Niewzruszone trwanie kopuły florenckiej katedry mnie uspokaja. Wypatruję jej już z autostrady.

Jest takie miejsce, gdzie widać ją w całej krasie. Gapię się za okno z wyprzedzeniem, a kiedy ją zobaczę, uśmiecham się pod nosem i jakoś tak, po ludzku, się wzruszam, że nadal tam jest, że stoi i że widać ją z odległości wielu kilometrów.

 

To ciekawe, bo nie jest moim ulubionym włoskim kościołem, ba, nawet we Florencji ma sporą konkurencję i przegrywa z położonym daleko, daleko od centrum San Miniato al Monte. Ale bez katedry i jej kopuły nie ma Florencji. Okazuje się, że działa tak nie tylko na mnie. Kiedy rezerwowaliśmy stolik w restauracji Vinsantaia przy willi w Capezzanie, barman uprzedził nas, że jeśli chcemy na tarasie (chcieliśmy!), to musi nas ostrzec, bo nastrój bywa tam różny. Są takie dni, że od nadmiaru romantyzmu może się odechcieć jeść – to najpopularniejsze w okolicy miejsce oświadczyn. Jakoś się nam to w głowach nie mieściło, bo niby czemu. Okolica piękna, fakt, ale od razu przypomniało mi się wiele innych, bardziej sprzyjających okoliczności, nie tylko przyrody, by się oświadczyć. Miny musieliśmy mieć nietęgie, bo chłopak zapisał naszą rezerwację w zeszycie i poprosił, żebyśmy udali się za nim na taras. „Będzie się oświadczał!”, pomyślałem. „Wariat – jak nic!” Ale kiedy dotarliśmy na miejsce, nie wyjął nic z kieszeni, żadnego pierścionka, jedynie machnął ręką przed siebie i powiedział z wyraźną dumą: „Widać całą Florencję, widać kopułę Santa Maria del Fiore!”.

zeberka kukbuk

Wieczorem na tarasie panowała wyjątkowo luźna atmosfera, tylko w jednym kąciku, skąd najlepiej widać największy skarb Toskanii, chłopak maltretował spoconymi rękoma dłoń, pewnie również spoconą, swojej wybranki; wszak mimo późnej pory nadal było gorąco i stopni na oko milion. Czy wcisnął pierścionek na palec, niestety, nie udało nam się zauważyć. Przy pozostałych stolikach wino lało się strumieniami, towarzysząc genialnej selekcji wędlin. Dania z karty, codziennie inne, też były cudowne, podobnie jak widok z tarasu. Na deser zamówiłem sobie vin santo. Jak się okazało, dzień później robione na strychu, nad naszymi głowami. Jak zapewniał przedstawiciel rodziny, który nas oprowadzał, to ulubione wino papieża. Rozglądnął się nerwowo i wskazując nas palcem, dodał: „Waszego!” – wiedział, że jesteśmy z Polski. Było pyszne – zapewniam, choć papieżem raczej nie zostanę!

 

O tym, że Toskańczycy uwielbiają wieprzowinę, już pisałem, a dzisiejsza receptura potwierdza tę tezę. Przepis na żeberka pochodzi z Florencji!

 

– Bartek

zeberka kukbuk

Żeberka dzielimy na kawałki, po dwie kostki każdy. Oprószamy solą i pieprzem. Na dużej, głębokiej patelni rozgrzewamy oliwę. Przesmażamy na niej zioła z czosnkiem. Dokładamy żeberka i na sporym ogniu rumienimy je z obu stron. Wlewamy na patelnię wino i dusimy przez kwadrans, po czym dokładamy obrane i pokrojone w kostkę pomidory. Dusimy około 2 godzin, do miękkości. Gdyby sos zgęstniał za bardzo, można dodać odrobinę wina. Na koniec wrzucamy oliwki i dusimy jeszcze przez chwilę. Latem jako dodatek wystarczy zielona sałata! Zimą podajemy z dobrym chlebem albo z purée z fasoli, albo z polentą.

© KUKBUK 2017