Baba Napoletano - KUKBUK

Baba Napoletano

Al Capone ma swój torcik caprese, a Ali Baba ma swoją babę – tak w jednym zdaniu mogłaby wyglądać historia neapolitańskich słodyczy.

No, prawie cała. Opowieść o początkach torta caprese jest zapewne tylko legendą, ale historia bez legend byłaby nudna. W zasadzie włoska kuchnia składa się z samych legend mających większe lub mniejsze oparcie w rzeczywistości – ale któż by tam przyglądał się szczegółom. Dzieje neapolitańskiego deseru zwanego baba napoletano zahaczają zaś mocno o historię Polski.

 

Ród Leszczyńskich, którego siedziba w wielkopolskiej Rydzynie, postawiona przez Włochów, zachwyca idealnymi proporcjami, wydał na świat wielu wybitnych i zasłużonych dla polskiej historii person. Najbardziej znaną z nich był oczywiście król Polski Stanisław. Mimo że król, miał paskudny zwyczaj. Moczył drożdżowe ciasto w rumie i z przyjemnością się tym zajadał, i upijał zapewne też – o tym drugim annały milczą, ale można przypuszczać, że owo maczanie miało dla króla wiele zalet.


Jednak maczanie w płynach kawałków tak delikatnego ciasta, jakim jest drożdżowe, ma tę wadę, że pod wpływem wilgoci ono się rozpada i wpada do naczynia, w którym było maczane. Samo naczynie bardzo szybko wygląda tak, jakby kilkuletni bobas uczył się pić ze szklanki, czyli krótko mówiąc – niesmacznie, by nie rzec gorzej.


 

Królewscy kucharze dwoili się i troili, jakby tu króla tego paskudnego zwyczaju oduczyć. I wtedy wpadli na babę, choć nie wiedzieli jeszcze, że będzie to baba. Upiekli dla króla mniejsze ciastka, sami zanurzyli je w mieszance rumu i syropu cukrowego i podali na deserowym talerzu razem ze sztućcami. Król z zachwytu oniemiał, a gdy już odzyskał głos, stwierdził z całą powagą swojego majestatu, że ciastko nazwie baba, na cześć ulubionego Ali Baby.


Od tej pory królewskie szklanki i filiżanki były czyste jak górskie źródła i żadne farfocle z drożdżówki w nich nie pływały.


 

Król królem był tylko chwilę, potem historia rzuciła go razem z córką Marią na dwór francuski, gdzie Maria z polskiej księżniczki stała się królową Francji. Francuskie wpływy w Neapolu były zaś w tym czasie silne i tak oto polskie ciastko, przez Francję, zawędrowało do stolicy Kampanii.

 

Dziś baba jest neapolitańskim klasykiem i można ją z zachwytem, równym temu królewskiemu, zjeść w każdej kawiarni. Możemy też zrobić babę w domu. Nawet jeśli nie mamy specjalnych foremek, bo świetnie sprawdzają się w tej roli małe papierowe kubki do kawy.

 

– Bartek Kieżun

Mentalny Włoch uwięziony w Polsce. Prowadzi kultowy już na krakowskim Kazimierzu bar Miejsce oraz sklep pod tą samą nazwą z kolorowym designem lat 50, 60 i 70.

Drożdże rozpuszczamy w wodzie. Kiedy zaczną pracować, dosypujemy do nich tyle mąki, aby zagnieść kulkę ciasta. Wkładamy ją do miseczki, przykrywamy i zostawiamy, by podwoiła objętość.

 

Do miski wsypujemy pozostałą mąkę, dokładamy przygotowane wcześniej ciasto, dodajemy rozkłócone jajka i cukier. Wyrabiamy łyżką około 15 minut – w trakcie dodajemy partiami masło i sól – starając się połączyć składniki i jednocześnie wtłoczyć do ciasta jak najwięcej powietrza.

 

Przykryte ciasto odstawiamy do garowania na 3 godziny.

 

Zagotowujemy wodę z cukrem oraz ze ściętymi cienko skórkami cytrusów. Na koniec wlewamy rum, przykrywamy garnek, wyłączamy gaz i odstawiamy do przestudzenia.

 

Kubki, występujące w roli foremek, smarujemy grubo masłem. Do środka wkładamy nieco ciasta, więcej niż pół, mniej niż trzy czwarte, i znów odstawiamy do wyrośnięcia. Kiedy ciasto dojdzie do krawędzi naczynek, wstawiamy foremki do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na mniej więcej 30 minut.

 

Kiedy baby zrobią się złote, wyciągamy je z piekarnika i rozrywamy delikatnie kubki, tak by ciasto mogło się studzić poza foremką, najlepiej na kratce.

 

Przestudzone baby zanurzamy w rumowym syropie. Kiedy wchłoną płyn, smarujemy je po powierzchni delikatnie dżemem wymieszanym z odrobiną syropu, tak by stworzyć na babie delikatną glazurę.

 

PS

Jeśli doczytaliście do tego momentu i Bóg was nie opuścił, to powiem wam w sekrecie, że łatwiej chyba polecieć do Neapolu, zjeść babę i wrócić, a będzie to trwało tak samo długo. Bo trzeba być chyba królewskim cukiernikiem, by na jedno ciastko marnować tyle czasu.

© KUKBUK 2017

Strony www, marketing internetowy - advertajzing usługi reklamowe w Ełku