Gdzie zjeść w Trójmieście? - KUKBUK

Gdzie zjeść w Trójmieście?

Nad morzem nie szukajcie bursztynów – szukajcie restauracji, bo tych ciekawych, wartych odwiedzenia jest tu z pewnością więcej od morskiej żywicy.
restauracje trojmiasto kukbuk

Mały przedsmak ich możliwości daje Slow Fest Sopot, czyli kulinarny kiermasz na molo, który w tym roku odbył się po raz trzeci. Za cenę karnetu można skosztować próbek dań z pomorskich, okolicznych restauracji. Omijając wzrokiem sushi, którego silnej, choć mało związanej z tematem imprezy reprezentacji nie sposób przemilczeć, poławiamy prawdziwe gastronomiczne perły. Pierwsza jest z Jastarni, a dokładniej z restauracji Gryfon. To wątróbka i pasztet z dorsza oraz zbierana tego dnia dzika rukola. Druga przyjechała z Ustki, z restauracji Dym na Wodzie, w formie pulpecików z ikry turbota, pływających w kisielu z rabarbaru i imbiru. Trzecia zaś to gdyńska Sztuczka, mamiąca tym razem rozpływającymi się w ustach policzkami wołowymi i chrupkami z boczku.

restauracje trojmiasto kukbuk
restauracje trojmiasto kukbuk

Do tej ostatniej restauracji zajrzymy jeszcze pod koniec naszego pobytu w Trójmieście, ale najpierw odwiedzamy przepięknie położone gdańskie Mercato, gdzie parzymy brody parzybrodą, zajadamy się wyśmienitą, rzadko spotykaną w restauracjach nerkówką cielęcą oraz pierwszy raz w życiu próbujemy fagasa! Proszę nie chichotać, to nazwa owcy pomorskiej. Długowłosej i typowej dla Kaszub. A skoro o nich mowa, to truskawka, zwana kaszubską właśnie, ścieli się gęsto na talerzach w sopockim Bulaju. Próbujemy jej tu w różnych konfiguracjach, z rybami też.

restauracje trojmiasto kukbuk

Chwilowy romans z owocami nie przesłania nam jednak celu wyprawy, którym jest wielki połów. Ten udaje się pod dowództwemMaliki, która specjalnie dla nas organizuje prawdziwą rybną ucztę pod klifem na plaży w Orłowie. Jej fantazję, smak i wyczucie będziemy z pewnością długo wspominać. Malika opowiada nam o swoim algierskich korzeniach, fascynacji kuchnią Afryki Północnej, ale przede wszystkim o eksperymencie, który zamierza na nas przeprowadzić. Chodzi o kulinarną, niepozbawioną ryzyka zabawę z ogniem. Pomiędzy nami płoną już ogniska – Malika ustawia na nich blachy, kociołki, tażiny, a nawet tygielki z kawą. Makrela robi się w „dwa ognie”. Czy ma to coś wspólnego z zabawą, którą pamiętamy z dzieciństwa? Obsypana solą ryba leży na blasze, pod którą płonie ognisko; nad nią pali się drugie – w kociołku. Makrela zatem dostaje ciepło z dwóch stron. Rozpływa się w ustach, a jej smak podkreślają połówki pieczonego pomidora. Równie ponętne są upieczone nad ogniskiem świeże śledzie z szarmulą, czyli marokańską marynatą z papryki, kiszonej cytryny i kolendry, podane z podpłomykami upstrzonymi czarnuszką. Doskonałe są zapiekane w tażinie jajka z warzywami, które Malika podaje z białym sosem toum z ubitych białek z cytryną, oliwą i czosnkiem. Uczcie z zanurzonymi w Bałtyku stopami towarzyszy fascynująca opowieść zaproszonego na „Morze na ogniu” Zbigniewa Karnickiego, głównego specjalisty do spraw wspólnej polityki rybackiej Unii Europejskiej, między innymi o wielkich wlewach z Morza Północnego do Bałtyckiego, dzięki którym może się rozwijać populacja naszego dorsza. Rozleniwieni dopijamy przygotowaną w gorącym piasku kawę z kardamonem i ruszamy ku gdyńskim restauracjom, choć żołądki jadą już na rezerwie.

restauracje trojmiasto kukbuk
restauracje trojmiasto kukbuk
restauracje trojmiasto kukbuk
restauracje trojmiasto kukbuk
restauracje trojmiasto kukbuk

Wizyta w Tłustej Kaczce nie miałaby sensu, gdybyśmy nie spróbowali kaczki. Cóż rzec – jest godna swojej patronackiej roli, tłuściutka, skryta pod chrupiącą skórką i w towarzystwie muślinowego, ziemniaczanego purée. Szukając chwilowo zaginionego apetytu, ruszamy gdyńskim szlakiem modernizmu, podziwiając po drodze, jako przykład funkcjonalizmu, budynek z 1939 roku zaprojektowany przez Stanisława Ziołowskiego. Na parterze tego pierwszego apartamentowca w Polsce znajduje się Cyganeria, ze smakiem odrestaurowana kawiarnia, niegdyś skupiająca miejscową bohemę. Raczymy się kawą, by powrócić na łono kulinarnego hedonizmu. Ten rozniecamy w przestronnym lokalu przy ulicy Abrahama, czyli w restauracji Krew i Woda, niemającej historycznych czy regionalnych aspiracji, a raczej światowe. Podają nam tu mule po francusku, tajską zupę z krewetkami, owoce w porto, ale też turbota w słodkim sosie homarowym i niezłe wątróbki w czerwonym winie. Po tych manewrach na kulinarnej mapie marzymy już tylko o podsumowaniu dnia przy wspólnym stole. To się jednak nie udaje w nowej restauracji Biały Królik, gdzie obsługa, a potem także szef kuchni nie zgadzają się na większą niż cztery liczbę osób przy jednym stole. Przykrego wrażenia nie jest w stanie zatrzeć lekka i orzeźwiająca kompozycja śledzia z ogórkiem, koprem i tapioką ani kawior ślimaka. Biesiadzie sprzyja za to Sztuczka – wspólny stół, przy którym siadamy w większym gronie, ugina się od mocnych, dopracowanych smaków. Wołowe consommé jest tak esencjonalne, że aż skleja zęby; moczymy lubieżnie w nim nasze języki w poszukiwaniu cielęcych ozorów. Te są delikatne i kruche, podobnie jak krakers, na którym rozpościera się ordynarnie rozkoszny smalec z jabłkiem i majerankiem. Dużo perwersyjnej przyjemności czeka nas również przy daniu głównym – ravioli nadzianym mięsem dzika oraz jędrnym kawałku dorsza.

restauracje trojmiasto kukbuk
restauracje trojmiasto kukbuk
restauracje trojmiasto kukbuk
restauracje trojmiasto kukbuk
restauracje trojmiasto kukbuk
restauracje trojmiasto kukbuk
restauracje trojmiasto kukbuk

Kłaniamy się darom Pomorza nisko, z nadzieją, że i wy dobijecie do tego kulinarnego portu. Nasz rejs po restauracjach okazał się niezwykle udany. I choć nieźle wiało, na chorobę morską nikt nie zapadł.

 

Tekst: Basia Starecka, zdjęcia: Basia Starecka, Joanna Ogórek, Jagoda Tonderys

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: