Sztuczka - KUKBUK

Sztuczka

Jeśli szukacie czegoś więcej, niż klasycznej nadmorskiej ryby, jeśli nie boicie się modnych musów i galaretek z wytrawnych składników, Gdynia chowa asa w rękawie – restaurację Sztuczka.

Sztuczka

ul. Abrahama 40
Gdynia

przejdź do dużej mapy
Sztuczka Sztuczka
Sztuczka Sztuczka
Sztuczka Sztuczka
Sztuczka Sztuczka

Wizytując restauracje ze światłą misją polecania ich naszym czytelnikom zwracamy uwagę nie tylko na jakość jedzenia i sposób jego podania, ale i na serwis, który proporcjonalnie jest najsłabszym ogniwem doznania, jakim jest wizyta w restauracji w Polsce. Wizyta w Sztuczce idealnie pokazuje, jakie są wady polskiej gastronomii – przy świetnych daniach zawodzą właśnie drobiazgi. Ale po kolei.

 

Jako peskatarianki, czyli osoby z mięs jedzące tylko ryby, z niedługiej karty wybrałyśmy z przyjaciółką turbota oraz dorsza. Okazało się, że pierwszego nie dostarczono, a drugiego nie można podać, bo nie został jeszcze wyfiletowany. Ponieważ alternatywą dla tych dań głównych były albo przystawki, albo mało nas ekscytujący łosoś, poprosiłyśmy miłą kelnerkę, by spróbowała namówić kucharzy na wyfiletowanie dorsza, co jak wiemy, zajmuje kilka minut. Niestety, wróciła z informacją, że nie będzie to możliwe. Po co, w takim razie, w ogóle poinformowano nas o takim stanie rzeczy? Najspokojniej w świecie można było od razu powiedzieć, że i dorsza nie ma.

 

Pozostało nam więc zamówić łososia sous-vide (to przyjaciółka) oraz przegrzebki na przystawkę i gazpacho z tapenadą i granitą z ogórka (to ja). Nasz mięsożerny towarzysz skusił się natomiast na rostbef. I byłybyśmy pewnie dalej ciut obrażone na wieczne niedostatki i nieporozumienia, gdyby nie to, że od pierwszego drobiazgu, który trafił na nasz stół, czyli czekadła z sera koziego i musu z papryki, wszystko, co otrzymaliśmy, było pyszne. Małże św. Jakuba w bulionie cebulowym z puree z karmelizowanego kalafiora i z chrupkami z czarnego sezamu (38 zł) były idealnie sprężyste i gęste, a ich przyjemna faktura kontrastowała z kruszonką z sezamu i musem. Łosoś ugotowany sous-vide (48 zł), jak to ma w zwyczaju, przyjemnie rozpływał się w ustach, a jego maślaność podkreślała polenta. Smak podkręcał dodatek świeżego groszku, sos hollandaise z dodatkiem grejpfruta oraz pieczony seler. Sezonowany rostbef (47 zł) wystąpił w satysfakcjonującej nawet mężczyznę wielkości, a krem z pietruszki, pieczarki, szalotki i aioli ładnie spowijały smak średnio wysmażonego mięsa. Z kolei gazpacho (18 zł) było odpowiednio odświeżające, czemu wydatnie przysługiwała się granita z ogórka, choć może najmniej zaskakujące, mimo że podano je z płynem w osobnej buteleczce i dolewano go do dania na oczach klienta, czyli moich. Nie mniej przypadły nam do gustu desery, czyli świetna wprost panna cotta o smaku herbaty Earl Grey, niesłodka, ale z dodatkiem lodów kawowych (17 zł), truskawki z granitą z maślanki i bezami lawendowymi (15 zł) oraz mus z białej czekolady z sorbetem z czerwonych porzeczek (18 zł).

 

Nie było to restauracyjne wyjście pozbawione niedociągnięć ani tanie. Najważniejsze jest jednak to, że Sztuczka reprezentuje ciekawą, poszukującą kuchnię. Ewidentnie głównodowodzący (Rafał Wałęsa) nie boi się eksperymentów. Wie zapewne, że jeśli w ogóle się nie próbuje, nie ryzykuje się, ale też nie osiąga wielkości. Po takim wstępie, gdy nasze warszawskie nosy już-już spuszczały się na kwintę, odczarować to początkowe słabe wrażenie to prawdziwa Sztuczka, a nawet sztuka!

© KUKBUK 2017