The Bell, Warszawa - Szef kuchni z Hell's Kitchen - KUKBUK

The Bell, Warszawa – Szef kuchni z Hell’s Kitchen

Przyjemna, smaczna kuchnia w pięknych wnętrzach.

Tekst: Agata Michalak
Zdjęcia: materiały prasowe

The Bell

ul. Zwycięzców 21
Warszawa

przejdź do dużej mapy
Kukbuk the bell recenzja

Redaktorom KUKBUK-a czasem zdarza się gościć. Tak naprawdę i pełną gębą. Dostać ładny i wygodny stolik, zostać zaproszonym na menu degustacyjne bez ograniczeń czasowych i lampkę wina, by rozmowa toczyła się jeszcze gładziej. Jedno z takich miłych popołudni zapewniła nam wyjątkowo szarmancka i kompetentna obsługa The Bell, nowej restauracji na Saskiej Kępie.

 

Pardon, nowej eatery. Tak bowiem oficjalnie nazywane jest to miejsce. Po angielsku termin ten określa miejsce serwujące jedzenie raczej w duchu mniej formalnym niż klasyczna restauracja, właściciele jednak obstają przy tym, że ma on szersze pole semantyczne. Miałoby się ono wiązać z przyjemnymi doznaniami wizualnymi, spotkaniami z bliskimi osobami, otulającą gości nieinwazyjną muzyką. Wszystko to, jak wiadomo, jest nam w stanie zapewnić także banalna restauracja, uznajemy to więc za przemożną chęć odróżnienia się od konkurencji. Tyleż silną, co niepotrzebną, bo miejsce doskonale broni się za sprawą tego, czym każda restauracja stać powinna, czyli jedzenia.

Kukbuk the bell recenzja
Kukbuk the bell recenzja

Nie za długa karta – pięć przystawek, cztery dania główne – zrodziła się w głowie Łukasza Kawallera, którego większość kojarzy pewnie z programu „Hell’s Kitchen”, choć profesjonalne nauki pobierał z sukcesem już wcześniej, między innymi w gdańskiej Metamorfozie oraz hotelach Bryza w Juracie i Anders w Starych Jabłonkach.

 

Ma na koncie nie tylko zwycięstwo w pierwszej edycji wspomnianego kulinarnego show, lecz także w konkursie L’Art de la Cuisine Martell w 2013 roku, zresztą w duecie ze swoją towarzyszką życia.

 

26-letni szef kuchni wydaje się umiarkowanie podekscytowany nowymi kuchennymi technologiami, dlatego w jego kuchni znajdziemy stosunkowo mało pian, lodów i espum, które tak często pojawiają się w daniach młodych i podatnych na wpływy kucharzy.

Dostaniemy uczciwie przyrządzone, estetycznie podane i przede wszystkim smakowite połączenia, przy których widać, że szef kuchni nie dbał o popisy kreatywności.
 

Nie oznacza to przy tym, że są nudne, bo czy połączenie zębacza (dość paskudna z pyska ryba morska), świeżego awokado, ogórka i dressingu cytrynowo-koperkowego (34 zł) nie wydaje się wam odświeżające? Na pewno ładnie oczyszcza kubki smakowe, przygotowując je na przyjęcie bisque rakowego przygotowanego z dodatkiem likieru Grand Marnier i soku z pomarańczy, z przyjemnymi, chrupkimi szyjkami rakowymi w panko, kopytkami ziemniaczanymi, ze smażonym na maśle porem, słodką śmietaną i z oliwą koperkową (34 zł). Lub też gołębia (sic!) w popiele, przyrządzonego z dodatkami pasującymi w ogóle do pieczonego drobiu, takimi jak dzika róża (tu w formie piany z lawendą) i duszona słodkawa cykoria (54 zł).

 

Kukbuk the bell recenzja
Kukbuk the bell recenzja
Kukbuk the bell recenzja

Niezwykle kojącym daniem był też halibut z beurre blanc, podany z karczochem w tempurze, który wzbudził nasze zachwyty, a także, zdawałoby się – banalny, domowy chlebek pszenny barwiony palonym sianem, podany w formie przystawki do przystawek z dodatkiem masła z pyłem kwiatowym…

 

O tych prostych w sumie, ale nader smakowitych połączeniach można by rozprawiać długo, grunt, że mogą one zaspokoić także całkiem klasyczne gusta, nienawykłe do tych wszystkich wycieczek w stronę Skandynawii i Kraju Basków, którymi raczy nas współczesna ambitna kuchnia. Spragnieni nowinek też się przy tym nie zawiodą, a wszystkich powinny mile urzec dopracowane wnętrze i piękny ogródek.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: