Szara Gęś, Kraków – recenzja - KUKBUK

Szara Gęś, Kraków – recenzja

Na pytanie, gdzie można smacznie zjeść na krakowskim Rynku Głównym, nawet krakusi otwierają szeroko oczy i zaczynają się nerwowo rozglądać. Jedni machają rękami w kierunku Kazimierza, inni radzą wyprawę na Podgórze, jeszcze inni wymownie milczą, ale czy słusznie?

Tekst i zdjęcia: Krakowski Makaroniarz

szara ges recenzja tatar

Do restauracji Szara Gęś wybraliśmy się późno – bijemy się w piersi, ale nawet nam, łasuchom, trudno było się pogodzić z zamknięciem księgarni Hetmańskiej. Wiedzieliśmy o Szarej Gęsi – kiedy okna lokalu pokrył remontowy kurz, dość prędko okazało się, że zamiast czytelników strawą literacką będzie się tu karmić zgłodniałych wrażeń turystów, a potem odnotowaliśmy też, że lokal rozpoczął działalność. Jako zawsze głodnych powinno nas to ucieszyć, a jednak byliśmy nieco zasmuceni, bo na krakowskim Rynku ostał się już tylko jeden przybytek z książkami.

Ochotę na wizytę w Szarej Gęsi wzmogły wyniki tegorocznej edycji Wine & Food Noble Night – krakowska ekipa pod czujnym okiem Michała Stężalskiego triumfowała w dwóch kategoriach. Zarezerwowaliśmy zatem miejsce na pewne środowe popołudnie. Siedząc przy stoliku pod pięknym gotyckim, krzyżowym sklepieniem, obserwowaliśmy, jak zachodzące słońce muska wieże kościoła Mariackiego. Na takie widoki, mimo lat całych spędzonych w stolicy Małopolski, wciąż jesteśmy czuli, ale kiedy na stole pojawiła się galaretka z wędzoną gęsiną, oderwaliśmy oczy od słodkich obrazków i zabraliśmy się do roboty.

szara ges krakow recenzja

Czekadełko, które podano z trzema rodzajami pieczywa wypiekanego w restauracji, było znakomite. Nabraliśmy apetytu.

Na pierwszy ogień poszedł tatar z polędwicy wołowej z syropem z węgierskiej papryczki i truflowym majonezem (43 zł). Jako miłośnicy tatara powiemy krótko: był to najlepszy tatar, jaki kiedykolwiek jedliśmy w Krakowie. Danie okrągłe jak piłeczka do ping-ponga. Każdy element przemyślany, a dodatek w postaci kawioru z pstrąga uwiódł nas w tempie lukstorpedy.

jablka kukbuk szara ges

Przy drugiej przystawce coś zgrzytnęło, bo kremowe foie gras z pieczonym jabłkiem i emulsją z cydru (44 zł) było efektowne, a nawet nieco efekciarskie, ale trochę za słodkie. Przypuszczamy jednak, że znajdą się tacy, którym ta kompozycja zasmakuje. Naszym zdaniem bardziej charakterne jabłko, z większą kwasowością, postawiłoby to z lekka rozchwiane danie do pionu.

szara ges krakow recenzja kawa

Przy zupie, na którą składał się bulion, borowik szlachetny i kwiat muszkatu (18 zł), wpadliśmy w zachwyt nad kremowością kompozycji i delikatnością bitej śmietany, podkreśloną pudrem z borowików. Tu, tak jak w przypadku tatara, wszystko było na swoim miejscu. To zupa idealna – orzekliśmy i czekaliśmy na dania główne, choć w zasadzie byliśmy już najedzeni.

szara ges krakow ges

Glazurowana nóżka gęsi z suską sechlońską i chrupiącym jaglanym popcornem (69 zł) była świetna. Delikatne, rozpadające się mięso pozwala zrozumieć, dlaczego gęsina triumfalnie wraca na polskie stoły (choć w zdumienie wprawia również to, że z nich zniknęła). Jedna uwaga, właściwie pytanie: dlaczego zupełnie zwyczajną węgierkę okrzyknięto tu suską sechlońską? Wędzona małopolska śliwka jest nie do podrobienia i chyba warto podpytać dostawcę, skąd przyjeżdża ta serwowana w Szarej Gęsi, bo naszym zdaniem nie z okolic Iwkowej. Gdyby była stamtąd – danie byłoby wybitne.

szara ges kukbuk recenzja

Czarny halibut z natką pietruszki i skorzonerą w trzech wersjach (59 zł) był bardzo delikatny. Rewelacyjnie dopełniała go selsefia w postaci czipsa, musu i w trzeciej formie, marynowana w porto z tymiankiem. Była wyrazista, ziołowa, winna i chrupiąca jednocześnie – i stanowiła świetną kontrę dla ryby. Brawo!

kukbuk szara ges deser

Nad deserami dumaliśmy długo. Stanęło na jednym – wybraliśmy ten pod nazwą Szarą Gęś. Przed nami wylądowało gęsie jajo z białej czekolady wypełnione musem na bazie delikatnego białego sera z płynącym żółtkiem z musu mango (31 zł). To, że leżało na wacie cukrowej, sprawiło, że przypomniały nam się jarmarki z dzieciństwa i zatęskniliśmy za przysmakiem na patyku. Jak się okazuje, pewne rzeczy się nie zmieniają – bo tę część deseru zjedliśmy, rwąc ją, jak dawniej, palcami. Do tego, co pozostało na talerzu, zabraliśmy się już całkiem grzecznie, łyżeczkami, i musimy przyznać, że było to równie miłe doświadczenie jak powrót po latach do waty cukrowej.

Na koniec zadumaliśmy się jeszcze nad przemyślaną, krótką kartą opartą na produktach z Małopolski, z niewielkimi odstępstwami na rzecz Galicji, bo w menu znajdziecie również mangalicę czy węgierską paprykę. Doceniliśmy selekcję win, za którą odpowiada Jurek Kruk, i z radością odnotowaliśmy dobrą reprezentację polskich winnic. Są wina ze Srebrnej Góry, z Winnicy Płochockich, a także okrzykniętej przebojem tego roku Winnicy Jakubów i oczywiście świetne trunki z winnicy Turnau.

Całość to strzał w dziesiątkę. Wygląda na to, że będziemy wracać!

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: