St. John - KUKBUK

St. John

Niezwykłe w menu St. John jest to, że codziennie wygląda ono inaczej. Zmienia się w zależności od tego, jakie świeże, lokalne produkty są właśnie dostępne.

Tekst i zdjęcia: Paweł Lachowicz

St. John Bar and Restaurant

26 St John St
Londyn

przejdź do dużej mapy
St. John kukbuk recenzja

Kiedy przyjaciel na co dzień mieszkający w Londynie, a nie zaliczający się do fanatyków jedzenia, powiedział, że zabierze nas do swojej ulubionej knajpy, nie oczekiwaliśmy zbyt wiele. Tym większe było nasze zaskoczenie, gdy okazało się, że na kolację trafiliśmy do wyróżnionej gwiazdką Michelin restauracji St. John. Niewiele brakowało, a ten wpis nie miałby okazji powstać. Gdy dotarliśmy do budynku starej wędzarni, w której teraz mieści się St. John, okazało się, że nasza rezerwacja została zrobiona na trzeciego grudnia. Na szczęście okazało się, że nie musimy spędzić tam miesiąca, chociaż pewnie i tak dalibyśmy radę, bo w ramach oczekiwania na zwolnienie się stolika, zostaliśmy zaproszeni do części barowo-piekarnianej. Na rozgrzewkę raczyliśmy się typowymi brytyjskimi piwami w stylu ale i lokalnym, świetnym cydrem. W ramach przekąsek zjedliśmy talerz lokalnych serów (od delikatnych, przez miękkie pleśniowe, po twarde długo dojrzewające w stylu ementalerskim) i wędzone na miejscu szprotki z sałatką ziemniaczaną. Do tego świeże, wypiekane na miejscu pieczywo.

Zasadnicza część kolacji również pozostała w klimacie smacznej lokalnej klasyki i prostoty. Począwszy od skromnego i klimatycznego wystroju wnętrza dawnej wędzarni, po jedzenie, które lądowało na naszych talerzach, podawane przez przemiłą i pomocną obsługę, która o serwowanych daniach wiedziała wszytko. Niezwykłe w menu St. John jest to, że codziennie wygląda ono inaczej. Zmienia się w zależności od tego, jakie świeże, lokalne produkty są właśnie dostępne, a więc zależy nie tylko od fantazji kucharza, ale też dostawców, czy pory roku. Jedno jest stałe w istniejącej od równo 20 lat restauracji – zawsze możecie tam dostać szpik w towarzystwie sałatki z pietruszki (cena 7,50 funta). I słusznie, bo specjalność zakładu smakuje rewelacyjnie. Sałatka z ośmiornicy i ciecierzycy z brukselką (8,50) przypomniała nam, jak niesamowicie pysznym warzywem może być, dobrze przygotowana, mniejsza siostra kapusty. Absolutnie doskonale upieczona była delikatna sola z sosem tatarskim (18,50), perfekcyjnie usmażony kotlet cielęcy z boską surówką z cykorii (22,80). Chyba najmniej niezwykłych wspomnień zostawiła na naszych podniebieniach sałatka z białej kapusty z krewetkami (7,40) – chociaż też była bardzo dobra. Wszystkie dania były naprawdę konkretnych rozmiarów; koreczków, dzwoneczków i maziajów tam nie uświadczycie. Dlatego, najedzeni po uszy, deser – ciasto z figami (7 funtów)- wzięliśmy już na spółkę.

St. John ma to czego brakuje wielu naszym rodzimym restauracjom aspirującym do światowego poziomu, czyli przywiązania i doceniania prostoty jedzenia. Tak właśnie jest w restauracji w londyńskim Smithfield – klasycznie, prosto, lokalnie i niezwykle smacznie. Ale czego innego można się spodziewać po restauracji autora słynnej kulinarnej zasady (oraz książki) „Od nosa do ogona” Fergusa Hendersona. Bo to on jest twórcą i właścicielem St. John, o czym (o zgrozo) dowiedziałem się dopiero będąc w tym wspaniałym miejscu.

St. John kukbuk recenzja SONY DSC
St. John kukbuk recenzja SONY DSC
St. John kukbuk recenzja SONY DSC
St. John kukbuk recenzja SONY DSC
St. John kukbuk recenzja SONY DSC
St. John kukbuk recenzja SONY DSC
michal kuter kukbuk wywiad
St. John kukbuk recenzja SONY DSC
St. John kukbuk recenzja SONY DSC
St. John kukbuk recenzja SONY DSC
St. John kukbuk recenzja
St. John kukbuk recenzja SONY DSC
© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: