Sissi organic bistro - KUKBUK

Sissi organic bistro

Cesarzowa na Krupniczej zajada domowe wędliny i tatara.

Tekst: Kuba Janicki, zdjęcia: materiały restauracji

Sissi Organic Bistro

ul. Krupnicza 3
Kraków

przejdź do dużej mapy
sissi bistro kukbuk

O ulicy Krupniczej w Krakowie cesarz Franciszek Józef mawiał niewiele, a w zasadzie nic. Być może to tłumaczy fakt, że na patronkę nowego bistro przy tej wybitnie gastronomicznej ulicy wybrano cesarską małżonkę Elżbietę, powszechnie znaną jako Sissi. Sissi słynęła bowiem z ekstrawaganckich diet (kilka pomarańczy lub jedna gałka lodów dziennie) i obsesji na punkcie swojego wyglądu – dzisiejsi badacze uważają wręcz, że cierpiała na anoreksję. Uprzedzając puentę, od razu uspokoję – ta przykra przypadłość nikomu odwiedzającemu Sissi Organic Bistro raczej nie grozi.

 

Koncept lokalu nawiązuje do tradycji c.k. monarchii dość luźno, mamy tu nieliczne aluzje do secesji w identyfikacji graficznej i wystroju wnętrza oraz kilka wyodrębnionych w menu pozycji inspirowanych kuchnią austriacką i galicyjską. W sumie dość krótka, zmieniana co dwa tygodnie karta, przygotowywana przez szefa Bartosza Pietrzaka, to przede wszystkim ciekawe poszukiwania oparte na sezonowych, lokalnych składnikach.

 

Wizytę zaczęliśmy od deski domowych wędlin – znajdziemy tu znakomity rostbef oraz wędlinę z indyka z zielonym pieprzem, przygotowywane specjalnie dla Sissi przez zakład Barczyka z podkrakowskiego Wolbromia, oraz świetne, soczyste, młode prosciutto. Po tym miłym wstępie nastąpiła niestety chwila dłuższego oczekiwania. Sissi działa zaledwie od kilku tygodni i dopiero się dociera, dlatego wyrozumiałym okiem patrzymy na sytuacje typu „nie było połączenia między kelnerem a kuchnią i dlatego się spóźni”.

 

Kiedy wreszcie pojawiły się trzy zamówione przystawki, palma pierwszeństwa przypadła doskonałemu, tradycyjnemu tatarowi wołowemu (28 zł) – być może ma to związek z faktem, że cesarzowa Sissi stosowała na noc maseczki z surowej cielęciny. O jakości tatara decydują niuanse – i tu wszystko było comme il faut. Chłodnik z białych szparagów (19 zł) pozostawił wrażenia niejednoznaczne. Na jego korzyść przemawiał wielopłaszczyznowy smak, zwłaszcza wyrazista nuta trawy cytrynowej, minusem było to, że jednostajnej dość tekstury nie przełamano chrupkim elementem. Poległ na całej linii szczupak (24 zł) serwowany z buraczkami, chrzanem i orzechami – pomysł fajny, ale ryba była dramatycznie przesolona, najwyraźniej zapomniała o bożym świecie i zabawiła zbyt długo w solance. Danie wróciło do kuchni, z której nie powinno nigdy wyjść, przy czym obsługa, ogólnie bardzo profesjonalna, i w tym pełnym dramatyzmu momencie zachowała się bez zarzutu.

 

Dania główne, podane już punktualnie, bez wyjątku zasługiwały na to, by znaleźć się na stole cesarza Austrii i apostolskiego króla Węgier, najjaśniejszego pana Franciszka Józefa i jego małżonki. Kasza jaglana (24 zł) z chrupkim warzywnym spaghetti, pomidorkami i zielonymi szparagami to danie urocze i delikatne, idealny na upalne dni rodzimy odpowiednik maghrebskiego kuskusu. Pstrąg (32 zł) podany w formie filetów na risotto z koprem włoskim i borówkowym chutneyem to zarazem prosta i przewrotna, bo zaskakująco słodka interpretacja tej powszechnej, więc często niedocenianej ryby. Policzki wołowe (39 zł) były perfekcyjnie miękkie, a purée z selera, grillowana morela z wanilią i sos czereśniowo-jałowcowy stanowiły dla nich tyleż barokową, ileż doskonale zgraną oprawę. Wreszcie na koniec sajgonki z kurczakiem confit i boczkiem (23 zł), a właściwie jedna solidna sajgonka na miksie sałat z dobrym dressingiem – zaskakująco swojska, ale też bezwstydnie smakowita propozycja.

 

Sissi chwali się lodami ze słynnej Melby z małopolskich Krzeszowic – te z owczej śmietanki, upojne i intensywne, to strzał w dziesiątkę. Fanów znajdzie także omlet Sissi (12 zł), w estetyce austriackiego Kaiserschmarrn, choć to propozycja zdecydowanie bardziej jesienno-zimowa.

 

Warto Sissi odwiedzić. Warto dla pięknego ogródka na dziedzińcu, dla inteligentnego i smacznego jedzenia, dobrego serwisu i wreszcie dla interesujących austriackich win w karcie. A ponieważ to dopiero pierwsze koty za płoty tego lokalu, zalecamy z jednej strony odrobinę wyrozumiałości, a z drugiej – śmiałą asertywność, jeśli coś by było nie tak. Tu się naprawdę starają, a jeśli nie przestaną, Sissi ma szansę dołączyć do najciekawszych miejsc o podobnym profilu na gastronomicznej scenie Krakowa – Miodovej, Białej Róży czy Twojego Kucharza.

 

Tekst: Kuba Janicki, zdjęcia: materiały restauracji

sissi bistro kukbuk
© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: