Salto by Martin Gimenez Castro - KUKBUK

Salto by Martin Gimenez Castro

KUKBUK-ową redakcję spotkał nie lada zaszczyt – jako pierwsze mogłyśmy sprawdzić, jakież to cuda czekają w nowej restauracji polskiego Top Chefa. Kuchnia, która dopiero co ruszyła pod nowym wezwaniem w stołecznym hotelu Rialto, nosi szyld Salto by Martin Gimenez Castro i pokazuje skalę możliwości ambitnego Argentyńczyka.

tekst: Agata Michalak, zdjęcia: Basia Starecka

Salto by Martin Gimenez Castro

Wilcza 73
Warszawa

Hotel Rialto

przejdź do dużej mapy
salto by martin gimenez kukbuk

Kiedy doszły nas słuchy, że po polsatowskim programie Martin nie zagrzał długo miejsca w Mondovino na Hożej, zastanawiałyśmy się, który odważny restaurator powierzy mu swoją kuchnię. Twórczy umysł argentyńskiego chefa zachwycił właścicieli butikowego hotelu Rialto, którzy zaproponowali mu poprowadzenie autorskiej restauracji.

 

Możemy spokojnie powiedzieć, że mariaż to ze wszech miar szczęśliwy. Martin Gimenez Castro przeniósł ze swojej dotychczasowej praktyki świetne obejście z mięsami – wołowiną sezonowaną na miejscu w restauracji i sprowadzanymi z Niemiec dwa razy w tygodniu świeżymi owocami morza i rybami, dołożył zdobyte w programie doświadczenie z nowymi technikami gastronomicznymi i zatrudnił cukiernika-czarodzieja pracującego do tej pory w sopockim Sheratonie. Efektem jest kuchnia prosta w kompozycji, acz pomysłowa w prezentacji na poziomie dań wytrawnych, a wręcz ekscentryczna, jeśli chodzi o desery. Ani jedne, ani drugie w niczym nie kojarzą się z tzw. kuchnią hotelową, bo i cel mają inny – zachęcić do bywania przy Wilczej nie tyle gości Rialto, co wszystkich warszawskich smakoszy. Trzeba wam bowiem wiedzieć, że Martin Gimenez Castro zna swój fach, z syfonami i sous-vide’ami nie przesadza, stosując je tylko w takim wymiarze, w jakim urozmaicają one klasyczne dania, rozumie znaczenie jakościowych składników, ale przede wszystkim gotuje dla ludzi.


Dlatego też dania – np. świetna, delikatna grillowana ośmiornica czy też ceviche z żabnicy z doskonałą kwaskowatą galaretką z marakui i pianą z pisco sour – kosztują przyzwoicie, utrzymując się w wyższej warszawskiej średniej, a karta win nie onieśmiela.


Wyczekujemy też zapowiedzianych na weekendy dni stekowych, kiedy to na stół wjadą nie tylko wyborne rib-eye’e (65 zł za 300 g) czy filet mignon (88 zł za 240 g), ale i steki z tuńczyka (68 zł za 220 g) czy grillowana dorada (500 g za 55 zł), a nawet burger z soczewicy (35 zł). W czwartki planowane są dni z ostrygami, które co tydzień podawane będą inaczej, a już niedługo ruszy też smakowity bufet śniadaniowy ze świeżymi sokami i – to jeszcze bardziej odległa perspektywa – pieczywem własnego wypieku. A jeśli chcecie wiedzieć, co nas tak urzekło w fantastycznych deserach, przejrzyjcie zdjęcia – prawie jak z „Twin Peaks” – w tej dziedzinie nic nie jest tym, czym się wydaje!

salto by martin gimenez kukbuk
salto by martin gimenez kukbuk
salto by martin gimenez kukbuk
salto by martin gimenez kukbuk
salto by martin gimenez kukbuk
salto by martin gimenez kukbuk
salto by martin gimenez kukbuk
salto by martin gimenez kukbuk
salto by martin gimenez kukbuk
salto by martin gimenez kukbuk
salto by martin gimenez kukbuk
salto by martin gimenez kukbuk
salto by martin gimenez kukbuk
© KUKBUK 2017