Regina Bar, Warszawa - recenzja - KUKBUK

Regina Bar, Warszawa – recenzja

Czy połączenie kuchni włoskiej i azjatyckiej to dobry pomysł?

Tekst i zdjęcia: Kasia Stadejek

Regina Bar

Koszykowa 1
Warszawa

przejdź do dużej mapy
kukbuk regina bar recenzja

Hamid Trisno, pochodzący z Singapuru szef kuchni, który od paru lat pracuje w Polsce, zachwycał nas już nieraz, gotując najpierw w Krakowie, w Yellow Dog, potem w Warszawie, w My’o’tai i MOD. Dlatego z ciekawością odwiedzamy nowy bar Regina, w którym Hamid jest odpowiedzialny za kuchnię.

Podoba nam się zarówno logo, jak i wnętrze. Co prawda kryształowy żyrandol wiszący nad wejściem wydaje się bardziej pasować do balu niż obiadu, ale okazuje się, że w menu Reginy są również autorskie koktajle. Na skrzypiącym parkiecie od razu chce się tańczyć, a tapety w japoński wzór, stylowe meble i lampy z lat 60. tworzą idealne tło dla leniwego i dekadenckiego odpoczynku po uczcie, na którą liczymy.

kukbuk regina bar recenzja
kukbuk regina bar recenzja
Zaaferowani, zamawiamy dużą część propozycji z karty. Prawie wszystkie są pięknie podane, zachwyca zwłaszcza zastawa – talerzyki i sztućce wyglądają jak z francuskiego targu staroci.

Chińskie półmiski i porcelana ze złoconymi brzegami, która trafia na nasz stolik, zawierają kolejno sałatkę yee sang z marynowanym łososiem (26 zł), crudo z przegrzebków (24 zł), bakłażana yu xiang w sosie z fermentowanej soi i chili (18 zł), burratę z oliwą z bazylii tajskiej (22 zł), dorsza w sosie krabowym z porami (29 zł) i kaczkę po kantońsku (35 zł).

 

kukbuk regina bar recenzja
kukbuk regina bar recenzja
kukbuk regina bar recenzja
kukbuk regina bar recenzja
kukbuk regina bar recenzja
kukbuk regina bar recenzja

Chwytamy pałeczki i zabieramy się do zimnych przystawek. Świeże warzywa, prażone orzeszki, pikle, zioła i chrupkie wstążki chipsów z tortilli byłyby doskonałe, gdyby nie towarzyszący im purpurowy od buraków łosoś, smakujący ziemią, w której owe warzywa wyrosły. Pyszny jest bakłażan w lepkim, ciemnym sosie – aż mamy ochotę wylizać talerz. Posypane kolendrą i sezamem przegrzebki w kwaskowatym sosie na bazie sosu rybnego ładnie wyglądają i delikatnie smakują. Na całej linii zawodzą zaś burrata, z której nie wylewa się ani kropla śmietany, kaczka o gumowatej, ciągnącej się skórce, pływająca w zbyt rzadkim sosie, oraz cuchnąca ryba w błotnym, rozwarstwiającym się sosie krabowym – to danie zwracamy obsłudze.

Koniecznie chcemy jeszcze spróbować pizzy, która podobno jest nie włoska, tylko nowojorska.

Prosimy o podzielenie placka na pół. Na jednej części ląduje bakłażan, pietruszka i sos pomidorowy (23 zł), na drugiej jarmuż, słonina, miód, mozzarella, czerwona cebula i sos pomidorowy (28 zł). Ciasto jest miękkie i cętkowane, zupełnie niesłone, co w połączeniu ze słodkawymi dodatkami tworzy już bardzo słodką kompozycję. Obiad kończymy przeglądem deserów. Torta caprese (14 zł), czyli migdałowe ciasto z czekoladą, smakuje banałem, ale bananowe tiramisu (16 zł) jest idealne – wilgotne i niezbyt słodkie.

kukbuk regina bar recenzja
kukbuk regina bar recenzja

Regina to podlotek, któremu nie sposób odmówić uroku. Robi wrażenie, zaciekawia, ale nie przestaje psocić, kiedy kończy się czas zabawy. Czy powinniśmy tu wrócić i sprawdzić, czy pizza z inną kompozycją dodatków smakuje lepiej albo czy kurczak generała Tso, na który nie starczyło nam już miejsca, będzie oblepiony odpowiednio doprawionym sosem? Nie jesteśmy pewni, bo mamy wrażenie, że nie o zamierzone psoty tu chodzi, ale o zwykłą niedojrzałość. Mamy więc nadzieję, że Regina kiedyś wydorośleje, bo pomysły ma ciekawe, ale w głowie na razie pstro.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: