Pook Pasta - KUKBUK

Pook Pasta

Po ponad dwóch godzinach spędzonych w Pook Paście byliśmy głodni i źli.

Tekst i zdjęcia: Paweł Lachowicz

Pook Pasta

Al. KEN 21
Warszawa

przejdź do dużej mapy
pook pasta kukbuk
pook pasta kukbuk
Pook Pasta kukbuk
Pook Pasta kukbuk
Pook Pasta kukbuk
Pook Pasta kukbuk
Pook Pasta kukbuk
Pook Pasta kukbuk
Pook Pasta kukbuk
Pook Pasta kukbuk SONY DSC

Tak bardzo chciałem, żeby obiad w Pook Pasta, nowej włoskiej knajpie na Ursynowie, był doskonały. Od dawna się ekscytowałem pięknymi zdjęciami potraw z tego lokalu, czytałem pozytywne opinie i nie dopuszczałem do siebie myśli, że może nie być idealnie. Tymczasem do ideału jest bardzo, bardzo daleko. Pierwsze wrażenie miłe. Wnętrze proste, acz pomysłowe – w czym zasługa zdolnego projektanta Maćka Kukurby. W malutkim lokalu gwarna, sympatyczna atmosfera. – Czy już się Państwo zdecydowali? – zapytała kelnerka po kilku minutach od wręczenia nam karty. – Tak, poprosimy to, to, to i to, a na przystawki to i to”. Czas start. Oczywiście obiad to nie wyścigi, a Pook Pasta to nie fast food, ale właśnie czas miał olbrzymi wpływ na końcowe wrażenia.

A więc po 45 minutach (!) pojawiły się przekąski. Carpaccio z marynowanego łososia było świetne. Przez chwilę pomyślałem, że teraz już wszystko jakoś się ułoży i reszta kolacji zostanie uratowana. Niestety, sałata rzymska z pieczonym kozim serem i grillowaną gruszką miała dodatek, o którym nie wspomniała ani karta, ani opowiadająca o daniu pani kelnerka. Gruszki były bowiem zawinięte w bekon, co dla zamawiającego jarosza stanowiło pewien kłopot. Danie wróciło na kuchnię, a po kilku minutach ponownie na stół. Zniknął bekon, ale nowe gruszki nie miały szansy być grillowane, a kozi ser już dawno zapomniał o tym, że był pieczony. O focacci z szynką, gruszką, konfiturą z cebuli i gorgonzolą, która smakowała jak wszystko i nic, szybko zapomnieliśmy. Ale wciąż była nadzieja i wiara ulokowana w makaronach, które są przecież specjalnością zakładu. Zamówiliśmy.
Po godzinie (!), gdy zamówienie wreszcie dotarło, poziom naszego rozczarowania jeszcze bardziej się podniósł. Zwłaszcza, że nie były to dania zbyt skomplikowane, ot kluchy z dodatkami. Firmowe tagliatelle Pook Cook z krewetkami i chorizo, było absolutnie mdłe i niedoprawione. Skucha. Jeszcze większa w przypadku bezkształtnych, niemal rozpadających się gnocchi z kurczakiem. Atramentowe tagliolini ze świeżymi owocami morza były natomiast mocno przesolone. Najlepsze spośród podanych dań okazało się cytrynowe tagliatelle z kawałkiem okonia morskiego. Poprawne, ale niezapadające w pamięci.

Najlepsze spośród podanych dań okazało się cytrynowe tagliatelle z kawałkiem okonia morskiego. Poprawne, ale niezapadające w pamięć.

Po ponad dwóch godzinach spędzonych w Pook Paście byliśmy głodni i źli. Kuchnia ewidentnie nie wytrzymała natłoku gości (w sumie ok. 15-20 osób w niewielkiej salce). Wierzę głęboko, że to był bardzo zły dzień, a nie brak umiejętności kucharzy. Na pewno dam jeszcze szansę Pook Paście, bo nie jest możliwe, by wszystkie dobre rzeczy, które o niej przeczytałem i usłyszałem, były przypadkiem. Niestety towarzysze mojego obiadu takiej ochoty już nie wyrażają i lokal na Ursynowie obiecują omijać szerokim łukiem.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: