Pinsa na Saskiej Kępie - recenzja - KUKBUK

Pinsa na Saskiej Kępie – recenzja

Tekst: Kasia Stadejek, zdjęcia: materiały promocyjne Pinsy

Pinsa

Francuska 6
Warszawa

Godziny otwarcia: pon.-ndz.: 12:00-21:00

przejdź do dużej mapy
pinsa pizza kukbuk

Dietetyczna pizza? To możliwe, zjecie ją w Pinsie, nowym lokalu na Saskiej Kępie.

Pinsa to niewielki, jasny barek w samym sercu Saskiej Kępy i młodsza siostra położonej tuż obok Trattorii Rucola. Panuje tu włoszczyzna w południowym wydaniu – oprócz kilkunastu rodzajów pinsy, czyli lekkiej wersji pizzy, w karcie znajdziemy również arancini, owoce morza w panierce i cannoli, o które w Warszawie niełatwo. Zachęceni deserem, postanawiamy wstąpić na obiad.


Placki w Pinsie powstają z mąki sojowej i ryżowej z niewielką domieszką pszennej, a ciasto jest na zakwasie i rośnie aż 72 godziny. Taka pizza jest lekkostrawna i mniej kaloryczna, ale czy smaczna?


 

W lokalu jest pusto, placki powoli rosną w szklanej witrynie, a nieco znudzona obsługa informuje nas, że zostały już tylko dwa – Caprese (mozzarella z bawolego mleka, pomidory koktajlowe, sos pomidorowy i świeża bazylia, 21 zł) i Basilico (mozzarella, sos pomidorowy, bazylia, 17 zł). Wybieramy więc pierwszy, a do popicia jedną z włoskich lemoniad Galvanina, która okazuje się porażająco słodka, choć opakowana w piękną butelkę. Po kilkunastu minutach czarny dysk, charakterystyczny dla barków z falafelem czy zapiekankami, zaczyna błyskać – nasza pinsa wyszła z pieca. Ciasto jest puszyste i ładnie wyrośnięte, a dodatków na nim sporo. Całość smakuje bardzo dobrze i faktycznie nie obciąża żołądka. Tego nie można jednak powiedzieć o arancini, czyli kulkach risotta z nadzieniem (bolognese i mozzarella, 10 zł, oraz salsiccia, podgrzybki i mozzarella, 10 zł). Za tę cenę są raczej niewielkie, wnętrze kulek koi stopionym serem i kremowym ryżem, ale w smaku dominuje gruba panierka, którą czujemy jeszcze przez kilka godzin po obiedzie.

Na deser zamawiamy cannoli malinowe z białą czekoladą (10 zł). Smakuje i wygląda koncertowo, w kremie czuć dobrą ricottę, a rurka smakuje tak, jak we włoskich cukierniach, lekko trącąc tłuszczem, ale tego w smażonym cieście trudno uniknąć, i krusząc się na podołek. Marzy nam się wersja pistacjowa z migdałami, ale jest jedna rzecz, która sprawia, że chyba jednak nie wrócimy.

W Pinsie można najeść się zdrowo i dla równowagi chrupnąć trochę panierki lub rurkę z kremem, ale włoską sielankę psuje obsługa. Tylko jedna z kelnerek z uśmiechem odpowiada na pytania lub przeprasza za braki. Reszta załogi ma ponure miny, unika kontaktu wzrokowego i wzbudza co najmniej irytację. Może dlatego mijana podczas spacerów Pinsa często świeci pustkami?

Tekst: Kasia Stadejek, zdjęcia: materiały promocyjne Pinsy

Pinsa

Francuska 6

Warszawa

Godziny otwarcia: pon.-ndz.: 12:00-21:00

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: