La Mia Italia - KUKBUK

La Mia Italia

Szukamy włoskich smaków na dalekim Mokotowie.

Tekst, zdjęcia: Ania Nauwaldt

La Mia Italia

Domaniewska 31
Warszawa

Godziny otwarcia:

pon.-ndz.: 12-22

przejdź do dużej mapy
La Mia Italia kukbuk

La Mia Italia to jedno z tych miejsc, o których nie dowiecie się z portali społecznościowych, których nie poznacie w czasie modnych festiwali restauracji ani – tym bardziej – do których nie zajrzycie przypadkiem po długim spacerze. W ogóle prawdopodobieństwo spaceru po okolicy jest niewielkie, wyjątkiem są wygłodniali pracownicy pobliskiego Mordoru, jak pieszczotliwie, za Tolkienem, nazywa się dzielnicę biurową na Mokotowie. Położona z dala od utartych ścieżek warszawskich miłośników rozpusty kulinarnej, La Mia Italia nie kusi wysmakowanym dizajnem, minimalistycznym liternictwem szyldu ani brawurową kompozycją karty. A jednak próżno tu szukać wolnego stolika w porze lunchu czy kolacji. Skąd tłumy italofilów na dalekim Mokotowie, nieskażonym dotychczas gastronomią wysokich lotów? To jedno z tych miejsc, o których nagle zaczyna się w niektórych kręgach dyskretnie szeptać wprost do spragnionych kuchennych nowinek uszu. Nasze są szczególnie na te szepty wyczulone, więc na dźwięk słów: „A słyszałeś o tej nowej, włoskiej…?” w parę chwil jesteśmy w gotowości. Włoskie, a do tego nieznane? W to nam graj.

 

Wciąż marzy nam się włoska trattoria z prawdziwego zdarzenia z ceratami na stołach. Tymczasem wnętrza restauracji z włoską kuchnią nierzadko mają wydumany dizajn rodem z mieniących się wszystkimi tonacjami złota lat 90.

W La Mia Italia nie ma co prawda cerat, ale wszystkie pozostałe składniki włoskiej przaśności są na swoim miejscu. Ścienne malowidła są tak intensywnie kolorowe, że można nieomal usłyszeć fale bijące o brzeg zatoki. Ich dźwięk zagłuszać może co najwyżej italo disco dochodzące z telewizora zawieszonego nad barem.

 

Jest tu też piękny, wyłożony białymi kaflami piec opalany drewnem. Przy piecu krząta się pizzaiolo tak smukły, że nikt by mu nie uwierzył, jaką sztuką się para.

 

Karta nie jest zbyt długa, ale wybór makaronu przysparza nam sporo trudności. Kusi penne all’arrabbiata w niecodziennym towarzystwie kurczaka (27 zł), ale ostatecznie decydujemy się na gnocchi w sosie pomidorowym na białym winie z krewetkami i cukinią (35 zł). Zamawiamy do tego jeszcze marynowaną w balsamico polędwicę wołową z rukolą i parmezanem (33 zł). Nasze dysputy o dalszych wyborach przerywa nieoczekiwane pojawienie się na stole focacci – ten miły gest za chwilę rozwieje wszelkie dylematy. Próbujemy intensywnie rozmarynowego placka i już wiemy, że zrezygnujemy z dania głównego na rzecz pizzy. W karcie jest jej kilkanaście wersji, głównie autorskich, ale nie obrazoburczych, w bardzo przyjemnych cenach – za marinarę zapłacimy 17 zł, za najdroższą 29 zł. Tymczasem jemy marynowaną wołowinę z rukolą. Mięso jest sprężyste, pełne umami, dobrze wypieczone i świetnie dogaduje się z olbrzymimi płatami parmezanu. Gnocchi z kolei rozbrajają pomidorowym sosem, w którym intensywnie odcina się smak krewetkowego bulionu. Same kluseczki są dobre, choć nie rozpływają się w ustach. Duży plus za wielkość porcji – po pierwszym daniu na dobre zapominamy o głodzie.

La Mia Italia kukbuk
La Mia Italia kukbuk
La Mia Italia kukbuk

Nieśmiało podpatrujemy pizzaiolo, od którego dzieli nasz stolik nie więcej niż metr. Zafascynowani obserwujemy, jak w pełnym skupieniu obraca po paru minutach pizze w piecu, aby brzegi były równomiernie zrumienione. Pomaga mu na oko dziesięcioletnia podkuchenna o anielskiej buzi, która ledwo wystaje ponad blat. Gdy przynoszą nam oboje zamówione pizze, próbujemy wypytać o ich sekrety, pizzaiolo uśmiecha się jednak tajemniczo i ruchem głowy wskazuje na placki roztaczające nieziemski zapach mąki i oliwy. Rozumiemy – nie pora na plotki, gdy na stole pyszni się gorąca margherita z bawolą mozzarellą i pikantnym od peperoncino sosem pomidorowym (26 zł) oraz gorgonzola e pere (29 zł). Pierwsza jest sprężysta, wilgotna w środku, przypieczona na zewnątrz i pełna smaku. Sos pomidorowy jest dobry, nie czuć w nim żadnych prób ulepszania natury, tylko ostrość wyciskającą nam z oczu łzy czystego szczęścia. Druga pizza dostaje od nas dużego plusa za jakość i obfitość składników: gorgonzoli, prosciutto i gruszki.

 

Tiramisu w radosnych podskokach przynosi nam prawa ręka kucharza, która, jak po chwili wyjawi nam w tajemnicy jej mama i zarazem szefowa lokalu, ma już za sobą pierwsze samodzielne próby w kuchni. Jej dziełem są między innymi tagliatelle z łososiem, ze śmietaną i z koperkiem, które wschodząca kucharka kazała wzbogacić szparagami. Zresztą samodzielność i intuicyjne podejście do kuchni rodzina Dziubów ma chyba w genach. Szefowa, Elżbieta Dziuba, do obecnego poziomu kunsztu kuchennego dochodziła zupełnie sama. Nie uczyła się nigdy gastronomii inaczej, niż jeżdżąc do Włoch, gdzie podpatrywała, spisywała, dopytywała, aż w końcu dopracowała wszystko do takiego stopnia, że postanowiła sama zacząć karmić po włosku w Polsce.

La Mia Italia kukbuk

„Pizzaiolo jest z Apulii, pizzę robimy neapolitańską, ale inspiruje mnie kuchnia całych Włoch”, tłumaczy. „Kiedyś zatrudniałam profesjonalnych kucharzy, zarówno Polaków, jak i Włochów, ale to nie było to. Gdy ktoś mi coś narzuca, nie ma z tego dobrej kuchni!” I tak już od kilku lat we trójkę, pani Elżbieta, kucharz samouk i chudziutki pizzaiolo, wymyślają, jak do warszawskiej gastronomii przeszczepić sprawdzone włoskie wzory.

 

Ponawiamy pytanie o pizzę. „O drożdżach nie mogę opowiadać, poza tym, że jest ich bardzo mało. Zgodnie z moim przepisem, ulepszanym przez lata prób, ciasto powinno mieć czas na odpoczynek – dwa, nawet trzy dni w zależności od temperatury powietrza i wilgotności. Za nami święta, czyli czas bez dostaw, i ta pizza, którą zjedliście, była niestety z ciasta, które nie odpoczęło wystarczająco długo”, przyznaje szefowa. Skoro tak, to nie umiemy sobie nawet wyobrazić, jak smakuje idealne ciasto w La Mia Italia. Dobrze się składa, i tak planowaliśmy wrócić tu czym prędzej.

 

Tekst, zdjęcia: Ania Nauwaldt

 

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: