Falafel Beirut - KUKBUK

Falafel Beirut

Zanim Mike został samozwańczym królem stołecznego falafela, codziennie karmił warszawiaków robiących zakupy na bazarze przy Hali Mirowskiej. Kolejka do jego wózka była dłuższa niż do straganu z najdojrzalszymi owocami, a falafele często kończyły się już koło południa.
Falafel Beirut kukbuk
Falafel Beirut kukbuk
Falafel Beirut kukbuk
Falafel Beirut kukbuk
Falafel Beirut kukbuk
Falafel Beirut kukbuk

Teraz jest panem na włościach. Do lokalu przy placu Bankowym kolejek co prawda nie ma, ale w małym wnętrzu trudno się obrócić, taki jest ścisk. Mike nie ustaje w poszukiwaniach i wciąż wymyśla nowe potrawy, choć wszystko kręci się oczywiście wokół kotlecików z ciecierzycy – w kombinacjach klasycznych i całkiem egzotycznych. Wegański ser nie wzbudza w nas zaufania, bierzemy więc wersję z fetą (12 zł) oraz z bakłażanem i granatem (14 zł). Sprzedawca informuje nas, że właśnie usmażył świeże kotleciki. Chwilę kręcimy się na niewygodnych stołkach, patrząc, jak sprawnie zawija składniki w pitę i leje tahini prosto z dzbanka. Kanapki wyglądają bardzo apetycznie i kryją w sobie niezłą mieszankę smaków i tekstur. W pierwszej bardzo nam smakuje maślany bakłażan i eksplodujący w ustach granat, a w drugiej – słona i kremowa feta. Zamówione na deser ciasteczko z orzechami (4 zł) na szczęście nie pływa w syropie cukrowym, za to przyjemnie chrupie.

Sukces tego miejsca z pewnością jest po części zasługą charyzmatycznego właściciela i jego radosnej, entuzjastycznej załogi. Nie zaryzykowalibyśmy bowiem stwierdzenia, że to najlepszy falafel, jaki jedliśmy. Z pewnością jednak wizyta na Senatorskiej poprawia nastrój, a posiłek cieszy szczerością bez zbędnych ozdobników.

 

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: