Enoki - KUKBUK

Enoki

Nowe miejsce ze słynną, japońską zupą. Czy dostatecznie esencjonalną?

Tekst, zdjęcia: Tomek Zielke

Enoki Street Food

ul. Chmielna 2
Warszawa

przejdź do dużej mapy
enoki kukbuk

Tylu ziomków nie może się mylić – pomyśleliśmy i wybraliśmy się do lokalu, którego ambasadorami są raperzy Vienio i Pelson, członkowie Molesty, oraz Kosi z legendarnej ekipy graficiarsko-raperskiej JWP.

 

W Enoki podaje się ramen, japońskie danie o chińskiej proweniencji, składające się z makaronu, bulionu oraz dodatków. Azjatyckie dania z kluskami mają się dobrze w okolicy Chmielnej i Nowego Światu – wystarczy wspomnieć wietnamską knajpkę Toan Pho, która przycupnęła tu po exodusie ze zlikwidowanego przed kilkoma laty Stadionu Dziesięciolecia i nieustannie bardzo dobrze karmi. Wysoki status wietnamskiej wersji mocnego, wołowego wywaru z ryżowym makaronem w sercach głodnych Polaków jest już chyba stabilny, choć, jak to najczęściej bywa z kulinarnymi modami, po początkowym okresie burzy i naporu da się zauważyć pewne zwolnienie tempa powstawania nowych miejsc podających zupę pho. Ciekawe, czy podobną drogę przejdzie popularna na całym świecie japońska zupa.

 

Grzyby w nazwie i w logo, a w środku odpowiadający im psychodeliczny wystrój. Z odpowiednim podejściem można uznać tę symetrię za interesującą i udaną. Spragnieni klusek i grzybków w bulionie, zamawiamy polecony przez zmagającą się z pustymi kartonami panią kelnerkę sashimi ramen, podobno obowiązkową pozycję dla makaronowych nowicjuszy, sałatkę kimchi oraz tłoczony specjalnie dla Enoki sok pomarańczowo-jabłkowy. Tymczasem wpada na chwilę znany niemal wszystkim mieszkańcom Warszawy Czarny Roman – tym razem w jasnej, letniej stylizacji, jak zwykle doskonałej – i pomstuje na zbyt tłusty w jego opinii boczek. Z otwartej kuchni dobiegają rzeczowe instrukcje wydawane młodszemu koledze przez doświadczonego kucharza oraz odgłosy dalszych potyczek z kartonami.

 

W końcu pojawia się spora, tekturowa miseczka z wyczekiwanymi kluskami utopionymi w ciemnym bajorku bulionu. Całość o bardzo organicznym wyglądzie, niezwykle ładna, trzeba przyznać, przypomina magiczny ogród, w którym mogłyby rosnąć jeszcze bardziej magiczne grzybki. Jeśli to właśnie one były inspiracją, należy pochwalić rezultat. Zabieramy się do rozmontowywania dania. Techniki przygotowania dodatków nie powstydziłby się Heston Blumenthal: jajko o idealnie półpłynnym żółtku, krewetka ugotowana w punkt, rozpływająca się w ustach, półsurowa ryba, porządny makaron. Do tego kamaboko (plasterek rybnej roladki przypominającej surimi), świeże i przyjemnie chrupiące kiełki, ogórki, grzyby i kapusta. Niestety, bulion, którym wszystkie owe miłe rzeczy są zalane, pod względem smaku i koncentracji jest tak daleki od ideału, jak tylko można sobie wyobrazić.

 

Wydaje się, że twórcy dania zapomnieli, jak bardzo rozrzedza się smak sosu czy bulionu, kiedy połączy się go z dodatkami o naturalnym, nieprzyprawionym smaku. W daniach typu ramen czy pho to właśnie on nasyca smakiem resztę składników, jest jego nośnikiem. To esencja, spoiwo, które należy przygotować z wielkim namaszczeniem, szczególnie że kuchnia japońska oferuje mnóstwo produktów wzmacniających (w naturalny sposób) smak. Bulion powinien więc eksplodować w ustach umami i słonością, tak by po każdym kęsie przechodziły po plecach ciarki jak po tłustych wersach rapera idealnie trafiającego w bit. Jeśli tego brakuje, to pomimo starannie przygotowanych i naprawdę smacznych dodatków całość szybko staje się nudna i momentami trudna w jedzeniu.

 

Pamiętajmy, że najważniejszy w każdym rzemiośle jest rozwój, a Enoki jest miejscem bardzo młodym. Miejmy nadzieję, że bulionowa wpadka zostanie naprawiona, a ich ramen będzie niebawem strzelać smakiem jak ambasadorzy Enoki rymem. Przecież oni też kiedyś zaczynali.

enoki kukbuk
enoki kukbuk
enoki kukbuk
enoki kukbuk
© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: