Bone Daddies Ramen Bar – recenzja prosto z Londynu - KUKBUK

Bone Daddies Ramen Bar – recenzja prosto z Londynu

Ramen wciąż na topie. Również w londyńskim Soho, gdzie gotują go ponad 20 godzin.

Tekst i zdjęcia: Kasia Stadejek

Bone Daddies

31 St. Peter Street
Londyn

przejdź do dużej mapy
bone daddies ramen londyn kukbuk

Spacer po londyńskiej ulicy jest ucztą dla oczu – kultury tasują się tu do woli, tworząc upajające energią i kolorami mieszanki. Gdy od nadmiaru inspiracji zakręci się w głowie, zawsze można wpaść na coś dobrego do jednego z setek lokali: restauracji, barów czy ukrytych w ścianach knajpek. My trafiamy do polecanej przez znajomych londyńczyków jaskini ramenu w Soho. Ściany Bone Daddies obwieszone są plakatami wytatuowanych gwiazd japońskiej sceny rockowej, gitarami i płytami winylowymi. W menu, oprócz kilkunastu rodzajów ramenu, można znaleźć także ciekawe przekąski, na przykład krokiety z tłustym wieprzowym brzuszkiem chashu, dzikiego kraba soft shell z chili i imbirem czy brokuł liściasty z ostrym majonezem z yuzu. Popić je można japońskimi koktajlami, sake, shōchū lub whisky, a także japońskim piwem. My jednak przyszliśmy tu na ramen, którego porcje bywają tak sycące, że nie zostaje miejsca na nic innego. Wywar wieprzowy, który tu gotuje się ponad 20 godzin, zostawia na ustach przyjemny, lepki film. Z miski klasycznego ramenu tonkotsu (11 funtów) wciągamy jędrne kluski i zajadamy się mięciutkim świńskim brzuszkiem. Za radą obsługi próbujemy też pozycji T22, czyli zupy na wywarze z kurczaka, w której przyjemnie chrupią „cock scratchings” (oznaczone nawet znakiem towarowym), czyli coś na kształt kruszonki z panko, ziół i kurzej skórki. Poszarpane mięso rozpływa się w ustach, a cebula dodaje słodyczy. Miski, w których podaje się zupy, nie dość, że są piękne, to jeszcze gigantyczne, ale opróżniamy je do ostatniej kropli.

bone daddies ramen londyn kukbuk

Nawet ramen wegetariański smakuje tu bez zarzutu – esencjonalny bulion grzybowy jest wzbogacony czosnkiem, tymiankiem i kostkami jędrnego tofu (10 funtów). Co rzadkie w ramen barach, to niejedyna propozycja dla stroniących od mięsa. Mogą spróbować jeszcze wersji z kapustą i curry lub z chili, smażonym na chrupko tofu i pak choi.

W kulinarnym zachwycie łatwo stracić panowanie nad sobą, ale tu można siorbać i chlapać do woli. Na stolikach oprócz pałeczek i młynka z sezamem leżą foliowe śliniaki ozdobione logo baru. Są też gumki do włosów, żeby te nie nurzały się w rosole. Ramen to nasz ulubiony azjatycki comfort food, a w Bone Daddies jest nie tylko pyszny, ale i serwowany z wyjątkową troską.

bone daddies ramen londyn kukbuk
© KUKBUK 2017