Albertina w Krakowie - recenzja - KUKBUK

Albertina w Krakowie – recenzja

Wino z automatu, a homar prosto z homarium, czyli fine dining po krakowsku.

Tekst: Basia Starecka,
zdjęcia: materiały promocyjne

albertina krakow kukbuk

Miejsce legendarnej Ancory zajęła Albertina. Oczekiwania wobec nowego konceptu były ogromne, w końcu poprzedniczka wysoko ustawiła poprzeczkę i na długo pozostawiła pustkę na rynku. W czasie kiedy zakurzony lokal po Ancorze spokojnie czekał na nowych właścicieli, Adam Chrząstowski, jej były szef kuchni, odniósł spektakularny sukces w otwartej nieopodal ze wspólnikiem stekowni. Ed Red przyciągnął nie tylko byłych, lojalnych klientów Chrząstowskiego, lecz także mniej lub bardziej świadomych smakoszy mięsa. Wszystko zatem wskazywało na to, że i w Krakowie, podobnie jak w Madrycie, Londynie czy Paryżu, nastał czas bistronomii, nowoczesnej kuchni opartej na produkcie, odwagą i rozsądnymi cenami wypierającej skomplikowany fine dining.

albertina krakow kukbuk

 

Tymczasem w czerwcu tego roku okazało się, że lokal przy Dominikańskiej wraca do gry o świadomego klienta. Zabezpieczone do tej pory okna zostały odsłonięte, we wnętrzach pojawiło się więcej zieleni, a w wyposażeniu znalazły się dwie poważne maszyny – homarium z efektownymi przedstawicielami przywykłej do luksusów grupy skorupiaków oraz samoobsługowy dyspenser do wina Enomatic. Ten ostatni szczególnie przykuł naszą uwagę. Tego typu urządzenie w restauracji typu fine dining od początku określa relacje z klientem jako bardziej bezpośrednie i spontaniczne, niż jest to w przypadku miejsc z zaszyfrowanymi w karcie daniami degustacyjnymi. Tam z reguły klient jest niemym widzem przedstawienia bez możliwości wzięcia w nim udziału. Albertina w Krakowie przekłuła zatem odstraszający wielu potencjalnych gości balonik pretensjonalności.

 


Enomatic może być hitem, zwłaszcza że wybór win „w kranach” jest niezwykle interesujący, i w dodatku w trzech objętościach, od mikroskopijnych 25 mililitrów począwszy.


albertina krakow kukbuk

Podpijać można zatem do woli i rozsądnie. Wielką przyjemność sprawiło nam Pampaneo Tempranillo Eco 2014 Bruno Ruiz, ekologiczne, niefiltrowane wino z hiszpańskiej La Manchy. Kuba Janicki, odpowiedzialny za wybór win w Enomaticu i wine pairing w Albertinie, określił je jako „lekko stuknięte i nieoczywiste”. Rzeczywiście, aromat wielkanocnej ćwikły w fikuśny sposób łączył się w smaku z nutami drożdży. Z kolei Bourgueil Le Grand Clos z 2011 roku z Doliny Loary rzuciło nas pomiędzy zagon z burakami, krzaki jeżyn a obórkę z gospodarskimi zwierzętami – z żalem kończyliśmy kieliszek krótkich wakacji u babci.

 


Niezapomnianym przeżyciem było degustowanie Chateau Musar 1999 Gaston Hochar, Bekaa Valley z dalekiego Libanu, smakującego słonymi algami, słodkimi wiśniami i dojrzałą, prawie rozgniecioną truskawką, oraz 13-letniego deserowego rieslinga Saarburger Rausch Spätlese z nosem umoczonym w… nafcie.


albertina krakow kukbuk

Szef kuchni Grzegorz Fic, wcześniej gotujący w Pałacu Bonerowskim oraz restauracji Trzy Rybki w hotelu Starym w Krakowie, ma więc niełatwe zadanie. Tak silna reprezentacja samych charakternych i wybitnych win z łatwością może zdominować jego kartę. Albertina w Krakowie na obronę ma świeże, sezonowe produkty od lokalnych dostawców. Trzymamy kciuki, by jej się udało. W razie czego zawsze można sięgnąć po homary i odbezpieczyć im szczypce…

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: