Ramen Girl Warsaw - KUKBUK

Ramen Girl Warsaw

W nowym laboratorium Luizy Trisno podaje się dużo więcej niż tylko kluski z zasadami.

Tomek Zielke

Ramen Girl Warsaw

Jana Pawła II 61
Warszawa

przejdź do dużej mapy
ramen_girl_kukbuk

Lodowaty wiatr wdziera się głęboko i wydaje się, że zmraża kości. Potrzebujemy czegoś, co na powrót wlałoby w ciało gorąco. Pierwsze, co przychodzi na myśl, to zupa – wyciskająca łzy z oczu, z kluskami wciąganymi z lekkim siorbnięciem. Pełna umami, bo to smak pierwotny, do którego mamy naturalną skłonność – poznajemy go już jako noworodki w mleku matki, a jego obecność zapowiada posiłek krzepiący i satysfakcjonujący. Mówiąc prościej, chcemy jeść ramen.

Inspirowana japońską kuchnią warszawska scena gastronomiczna jest coraz bardziej zróżnicowana. Niedawno wkroczył na nią mocny gracz z Krakowa, Luiza Trisno, właścicielka i szefowa kuchni słynnego lokalu Ramen Girl.

 

Odwiedzamy go w czarny piątek, jeszcze przed nawałem gości, którego można się później spodziewać, biorąc pod uwagę bliskość Arkadii. Wita nas dość ponure, bezludne pomieszczenie, z którego droga w dół prowadzi do właściwej restauracji. Nie mamy rezerwacji, ale nie stanowi to dzisiaj problemu i zajmujemy miejsce przy ścianie, na widoku kucharzy (badania pokazały, że gotują lepiej, jeśli mogą obserwować gości).

 

Wnętrze przypomina piwniczne laboratorium – wrażenie to potęgują znajdująca się za szybą otwarta kuchnia z nowoczesnymi cackami, które niemal każdy chciałby mieć w domu (ach, pakowarki próżniowe!), oraz ustawione na półkach przy recepcji słoje z kiszonkami, kapustą, czarną rzepą, śliwkami, ogórkami, i wiele innych, których zawartości możemy się jedynie domyślać.

 

Oprócz tytułowych ramenów w menu znajdziemy przystawki, desery oraz dania główne, na które w warszawskim projekcie położono chyba największy nacisk.

Na początek próbujemy gęsich pipek z demi glace z fermentowanych śliwek, chałwą i popcornem (27 zł). Mięso mielca (żołądka mięśniowego) jest bardzo zwarte i silnie smakuje podrobami, a słodkawe sezamowo-orzechowe nuty przywołują wspomnienie pierników. Ciekawą propozycją jest kaczka udająca meduzę (27 zł), czyli pokryta słodko-kwaśną, pomarańczową galaretką, pachnącą anyżem, kacza pierś ułożona na plasterkach gorzkawego, ziemistego i przyjemnie pachnącego zgnilizną kiszonego buraka. Smaki łączą się i wymieniają, pogrywając sobie bezczelnie z receptorami smakowymi. Danie do wpisania do zeszyciku z tymi, które chciałoby się kiedyś powtórzyć.

 

Później na stole lądują dwie parujące miski wypełnione zupą ze specjalnymi, alkalicznymi kluskami, dzięki którym ramen jest ramenem. Zmiana odczynu klusek na wyraźnie zasadowy nadaje im charakterystyczną konsystencję i sprężystość. „Złoty” ramen, z wieprzowiną i kiszoną rzepą (35 zł), jest perwersyjnie świński i głęboki. „Pomarańczowy”, z kaczką (38 zł), kontynuuje linię smakową zarysowaną przez kaczą przystawkę – także tu znajdziemy słodko-kwaśno-gorzkawą kombinację, więc jeśli chcecie uniknąć monotonii, raczej nie zamawiajcie jednego po drugim. Bulionu, wzorcowo skoncentrowanego i lepkiego, nie tłumią na szczęście występujące w umiarkowanej ilości dodatki, ostre ogórki i dynia.

ramen_girl_kukbuk
ramen_girl_kukbuk
ramen_girl_kukbuk

Świetnie prezentuje się azjatycka wariacja na temat risotto z grzybami – tempura z grzybów na kuleczkach izraelskiego kuskusu z chrupkimi fasolkami młodej soi, czyli edamame (39 zł). Boczniaki, na zewnątrz chrupiące, wnętrze mają soczyste i mięsiste, grzyby mun zaś są al dente i delikatnie galaretowate. Kuskus, aksamitnie gładki, otoczony kremowym sosem, układa się doskonale na podniebieniu. Całość eksploduje umami i słonością, choć tej drugiej jest być może ciut za dużo.

 

We wszystkich daniach widać precyzję, charakteryzującą doskonałą kuchnię. Kiedy po wyjściu zimno uderza nas w twarz, chcemy obrócić się na pięcie i na powrót utonąć w zupie.

 

Tekst, zdjęcia: Tomek Zielke

 

Ramen Girl Warsaw

al. Jana Pawła II 61

otwarte codziennie od godziny 12

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: