L’Enfant Terrible - KUKBUK

L’Enfant Terrible

Michale Brysiu mówi się w kontekście odważnych połączeń smakowych i cudacznych talerzy. Czy estetycznej formie dorównuje smak? Po wizycie w pierwszych tygodniach działania L’Enfant Terrible mieliśmy pewne wątpliwości. Czy i tym razem kolacja wprawiła nas w zakłopotanie?

L’Enfant Terrible

ul. Sandomierska 13
Warszawa

przejdź do dużej mapy
enfant terrible kukbuk
enfant terrible kukbuk SONY DSC
enfant terrible kukbuk SONY DSC
enfant terrible kukbuk SONY DSC
enfant terrible kukbuk SONY DSC
enfant terrible kukbuk SONY DSC
enfant terrible kukbuk SONY DSC
enfant terrible kukbuk SONY DSC

Ciemne, nieco piwniczne wnętrze z odsłoniętymi cegłami na ścianach sprawia wrażenie, jakby miało nieco nas nastraszyć przed pojawieniem się zapowiedzianego w nazwie okropnego dziecka. Pewnie czai się za rogiem i zaciera ręce, by znów spłatać nam figla.

Decydujemy się spróbować menu degustacyjnego z pięciu dań, zarówno w wersji rybnej, jak i mięsnej. Przystawki – ptyś z kozią chałwą oraz burak o rozmaitej teksturze – nie wzbudzają większych emocji. Sporo elementów z potknięciami technicznymi, kilka nieudanych połączeń smakowych, bez dreszczyku emocji. Przegrzebek, pardon, skalops, jak tłumaczy kelner, nieco bez wyrazu, do tego z nieusuniętym mięśniem i pływający w wodzie, która wycieka z niego do talerza. Witlinek, także w kałuży bliżej nieokreślonych płynów i gęstym sosie z czarnej fasoli przyschniętym do talerza, oraz karkówka wieprzowa z bardzo słodkim, niepasującym do niczego sosem. Wszystkie dania oczywiście w towarzystwie warzyw marynowanych w ukochanym przez szefa kuchni occie. Jak dobrze, że zaczął się nieco ograniczać w jego używaniu. Prawie cała kolacja za nami, a wrednego dzieciaka ani widu, ani słychu. Podejrzewamy, że dziecko powoli dorasta i zamiast bombardować nas od samego początku swoimi niewypałami, tym razem przebiegle postanowiło wziąć nas z zaskoczenia. Uśpiło naszą czujność nudnymi potrawami, żeby uderzyć z całą siłą przy deserze. Nie chodzi o czekoladę – choć sorbet miał konsystencję plasteliny i kiedy kelner kilkanaście minut później zabierał talerz, z czekoladowej masy wciąż można było lepić do woli. Prawdziwy popis swoich możliwości szef kuchni dał na talerzu serów. Lody z gorgonzoli były odzwierciedleniem wszystkich wymiarów słowa „paskudne”. Ale to plasterek żółtego sera zrobionego z białej czekolady, przyklejony żałośnie do talerza, uporczywie się go trzymający, wylądował wreszcie, wypluty, w serwetce.

L’Enfant Terrible trzyma się swoich własnych zasad i sobie tylko znanej logiki. Jedno jest pewne, wieczór w tym miejscu to gwarantowana rozrywka z niezapomnianymi doznaniami ekstremalnymi. Pytanie, czy zjadliwymi.

© KUKBUK 2017
Projekt i wykonanie: